Blog
Pan krain zmyślonych
Obłok
Obłok magmar.salon24.pl
18 obserwujących 254 notki 204435 odsłon
Obłok, 6 czerwca 2017 r.

Smok urojony

591 84 0 A A A

Społeczeństwa wielu krajów Europy Zachodniej powiększyły się od II połowy XX wieku o sporą ilość ludności napływowej. Był i jest to proces długotrwały, z różnorodnymi fazami i formami napływu. Trwa po dziś dzień i będzie trwał nadal.

Polska optyka problemu jest zupełnie zewnętrzna i rozmija się z istotą problemu, bo opiera się na widzeniu tych społeczeństw jako tworów rozdzielonych na rdzennych i przybyszów - co więcej - na teorii nieuchronnego i wyniszczającego konfliktu kulturowego między obiema tak wyodrębnionymi grupami. Jest to punkt widzenia zadziwiający, gdy tylko uwzględnimy nasze wielowiekowe doświadczenia historyczne.

I. Wczoraj

Historycznie rzecz ujmując społeczność Polski od samych początków rozwijała się w warunkach nieustannego napływu ludności z zewnątrz. Napływ ten miał wieloraki charakter, ale z grubsza można mu przypisać dwie tendencje. Jedna opierała się o sterowany przez władzę (i właścicieli dóbr prywatnych) import potrzebnych fachowców, druga – spontaniczna - była konsekwencją otwartości państwa na przybyszów wszelkiej maści.

Import fachowców” obejmował jednostki czy grupy ludzkie ważne nie tyle ilościowo, co przynoszonym przez nie wkładem kulturowym, cywilizacyjnym i prawnym. Polskie miasta były zakładane w olbrzymiej większości na prawie niemieckim – i nie polegało to na imporcie reguł, lecz na imporcie całych rdzeni miejskich społeczności.

Przybysze z zachodu, niekoniecznie tylko z Niemiec, przynosili i wdrażali reguły urbanistyczne, organizację i tryb wyłaniania władz miejskich, sposób funkcjonowania i regulacji organizmu miejskiego (cechy, bractwa), reguły handlu i waluty, własne sądownictwo, wreszcie regulacje stosunków między miastami a ich założycielami czy właścicielami (królem lub innymi osobami). Założyciele czy właściciele nie ingerowali bezpośrednio w funkcjonowanie organizmów miejskich, ograniczając prawa właścicielskie do poboru podatku – ich wysokością mogli regulować rozrost miast. Współpracowali za to z radami miast w rozwoju na ich terenie instytucji o znaczeniu regionalnym czy ogólnopaństwowym – jak szkoły czy uniwersytety, budowle obronne,składy strategiczne itp.

Można powiedzieć bez krztyny przesady, że powstanie i rozwój sektora cywilizacji miejskiej w Rzeczypospolitej zawdzięczamy przybyszom z innych krajów. Podobnie było z infrastrukturą kościoła rzymsko-katolickiego – jej podwaliny założyli przybysze, podczas gdy gospodarze wspierali ich przede wszystkim biernie nadaniami ziemskimi, do całej reszty odnosząc się przede wszystkim w myśl zasady „róbta co chceta”.

Polonizacja samych przybyszów i budowanych przez nich struktur nie była jakimś generalnie wyznaczonym celem państwa – odbywała się całkiem naturalnie, przez wrastanie i przemieszanie etniczne. Gdybyśmy z dzisiejszej „narodowej” perspektywy spojrzeli – na przykład - na średniowieczny czy renesansowy Kraków, to dostrzeglibyśmy miasto „multi-kulti”, miasto wielu domowych języków, wyznań, zwyczajów i kultur – miasto będące jednym wielkim tyglem mieszającym różne wpływy.

Na taki kształt centrów cywilizacyjnych Rzeczypospolitej wpływała też znacząco druga tendencja napływu ludności – spontaniczne wędrówki do nadwiślańskiego azylu całych społeczności religijnych czy etnicznych, prześladowanych w innych krajach. Przywędrowali do nas monofizyci, protestanci, a obok tego osiedlały się całkiem odmienne obyczajowo i wyznaniowo kolejne fale Żydów.

Wszyscy ci przybysze zachowywali swoją odmienność – przez wieki asymilując się do polskości w mniejszym lub większym stopniu, aż do XVII wieku praktycznie do tego nie naciskani.

Tyle w skrócie o naszych narodowych doświadczeniach z ludnością napływową i społeczeństwem wielokulturowym – bez uwzględnienia drugiego czynnika, jakim było zróżnicowanie etniczne Rzeczypospolitej w obrębie jej ludności rodzimej, to jest Polaków, Litwinów i Rusinów. To, co dziś nazywamy polskością nie jest efektem wielowiekowej walki z napływem ludności, a wprost przeciwnie. Warto o tym pamiętać.

II. Dzisiaj

Idee narodowe, jak wyznacznik organizacji społeczeństwa, narodziły się na gruncie filozoficznym w XIX wieku, a do obiegu politycznego weszły wraz z ostatecznym kresem wielonarodowych monarchii typu cesarstwa rosyjskiego czy habsburskiego. Były kontrpropozycją intelektualną (później polityczną) do idei społeczeństw klasowych, w tym jedności klas społecznych ponad granicami państwowymi i wbrew różnicom etnicznym. Jako takie stanowiły alternatywę dla tendencji bolszewickich, z tym że poddały się trendowi marksistowskiemu, czyli założeniu, że rozwój jakiejś idei społecznej (w tym narodowej) odbywa się w walce wewnętrznej (z mniej lub bardziej wydumanym wrogiem wewnętrznym).

Opublikowano: 06.06.2017 17:50. Ostatnia aktualizacja: 06.06.2017 18:11.
Autor: Obłok
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • brat Damian Dżihad nie jest wojną i zabijaniem niewiernych, łaskawco. Dżihad dla...
  • colour nie patrz Pan za plecy, ale przed siebie. Obecnie jesteśmy po zwycięstwie Pis-u, ale...
  • maur Sporo polskich Tatarów mieszkało na terenach dzisiejszej Białorusi i Litwy, ale...

Tematy w dziale Społeczeństwo