Dziś, na dworze, było naprawdę okrutnie zimno. Niby -5 stopni, ale wiatr potęgował odczuwanie chłodu.
Gdy wróciłam do domu, jedyne o czym marzyłam, to ciepła kąpiel. Nalałam sobie wody do wanny, wrzuciłam relaksującą brazylijską sól, z ekstraktem z oliwek i awokado, a następnie wsunęłam się w tę "miksturę", z lubością. Było mi ciepło, moje lekko zmarznięte ciało, nabierało odpowiedniej temperatury. Unosił się cudowny zapach i zaczęło być mi dobrze.
Myślałam sobie o niebieskich migdałach, gdy nagle do łazienki wszedł on. Stanął i patrzył się na mnie bezczelnie. Powiedziałam: Idź, chce się w spokoju wykąpać. Bez reakcji, dalej stał.
Nagle zaczął się zbliżać do wanny. Krzyknęłam: Nawet o tym nie myśl. Było, jednak za późno, bo gdy stanął nad wanną, z pyska wypuścił mi do niej swoją ulubioną, oślinioną piłeczkę. I czar prysł.
Dobrze wiedział, że nie będę go gonić, no bo jak: bez ubrania i ociekająca.
Mój pies czasami urządza sobie takie zabawy, gdy źle przymknę drzwi do łazienki.
Inne tematy w dziale Rozmaitości