"Dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia,
niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy:
nadzieję, sen i śmiech." / Immanuel Kant /
Każdemu coś się śni. Mnie też. Moje sny bywają dziwne i typowe.
Gdy chodziłam jeszcze do licem, to w noce poprzedzające odpytywanie z matematyki, śnił mi się często uczący tego przedmiotu.
Kiedyś śniłam, że byłam w Wenecji i pływałam gondolą z Rolling Stonesami. Chłopcy byłi bardzo sympatyczni i o dziwo grzeczni.
Innym razem, w jakimś owalnym pokoju przebywałam z Billem Clintonem i całkiem dobrze nam się rozmawiało. Niestety, przyszła Hillary i rozmowa przestała się kleić. Wiedziała kiedy wejść, bo jego dłonie zaczynały być coraz bardziej odważne.
Stosunkowo mało koszmarów mnie nawiedzało, nie licząc ucieczki w zwolnionym tempie, przed jakimś goniącym. Ale nie skończyło się to przykrymi konsekwencjami.
Inni, natomiast przeżywali różne senne gehenny.
Koleżance będącej w ciąży przyśniło się, że urodziła kurę, która następnie ssała jej piersi. Znajomy śnił, iż amputowano mu rękę i rzucono na podłogę. Obudził się zlany potem, bo jego dłoń rzeczywiście uderzyła o podłogę, ponieważ ręka podczas snu mu zdrętwiała, a potem zsunęła się z łóżka.
A dzisiejszej nocy... . Lepiej nie, milcz serce!
Inne tematy w dziale Rozmaitości