Zbliżają się wybory prezydenckie i nasi politycy dla poklasku u publiczności, są skłonni wejść w cudze skóry.
Tomasz Nałęcz chce upodobnić się do prezydenta Obamy, choć warunków nie ma. Dziś ujawniono, iż Jerzy Szmajdziński ma stać się nagle Supermanem, inaczej Superszmają.
Dlaczego takie obce wzorce? Przecież mamy swoje. Mam kilka propozycji, dla potencjalnych kandydatów.
Dla Tomasza Nałęcza, Miś Uszatek. Tubalnym głosem lubi pouczać, ale i przymilanie nie jest mu obce, tylko trochę jeszcze nad śpiewem powinien popracować.
Andrzej Olechowski, to klasyczny szpieg z Krainy Deszczowców, tajemniczy Don Pedro, winien iść w nieodgadnioność.
Jerzy Szmajdziński przypomina Janka Kosa, po przejściach, więc ta postać może stać się jego drogowskazem w kampanii.
Włodzimierz Cimoszewicz, powinien wykorzystać swą znajomość ze zwierzyną leśną i wzorem Michała Sumińskiego, twórcy "Zwierzyńca", naśladować, jak "robią" np. paszczą żubry, lub pójść w opowieści typu: "Podchodzę bliżej w zarośla, a tu wyskakuje zając".
Bronisław Komorowski, to klasyczny Zagłoba i na jowialność oraz rubaszność, jeszcze bardziej trzeba byłoby się nastawić.
Radosław Sikorski, winien się wcielić w pułkownika Dowgirda, herbu "Topór" i pokazać swą sprawność oraz tężyznę wojskową, boć przecież to ukochał bedąc jeszcze w innej partii.
Prezydent Kaczyński ma zadatki na Lolka, z "Bolka i Lolka". Bohaterowie tego serialu są uwielbiani w bardzo odległych zakątkach świata, jak Chiny czy Iran, a prezydent też lubi egzotykę.
Po co szukać obcych wzorców. Lepiej rozwijać własne predyspozycje, w oparciu o swojskie klimaty.
Zaangażowanie aktorskie, może zadecydować o sukcesie wyborczym.
Inne tematy w dziale Polityka