Jesteśmy po debatach tv i przy końcu kampanii wyborczej.
Wczorajsza debata telewizyjna była dosyć nuda, tak ze strony polityków, jak i dziennikarzy. Jej formuła nie pozwoliła rozkręcić się politykom, a dziennikarze zaproszeni do jej poprowadzenia, jakby zapomnieli kto jest w tym przedstawieniu najważniejszy. I tak: Joanna Lichocka mizdrzyla się do publiczności, a szczególnie do kandydata Kaczyńskiego; Katarzyna Kolenda-Zaleska próbowała mówić więcej, niż kandydaci; i jedynie Jarosław Gugała, wypełniał należycie swoją rolę.
Kandydaci sprawiają wrażenie już mocno zmęczonych. Choć chwilami ich wczorajsza potyczka przypominała starcie Kwaśniewski-Wałęsa. Pierwszy był otwarty, a drugi przekonany o swej nieomylności /bez podstaw/.
Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński są jednak podobni w obiecywaniu złotych gór, co szczególnie zabawne, w obszarach na które prezydent nie ma specjalnego wpływu. Oni chyba zapominają, że ubiegają się o prezydenturę, a nie o premierowanie.
Kandydat Kaczyński ma też tendencję do używania formy: My, w trakcie swych wystąpień. Pewnie dlatego, że bardziej wciąż czuje się szefem partii, niż osobą "sztuk jedna". Może czas dojrzeć i liczyć głównie na siebie.
Kandydat Komorowski sprawia wrażenie trochę niepewnego, w sytuacji która na niego spadła. Myślę jednak, że w razie wyboru na prezydenta rozwinie się, dla godnego reprezentowania Polski.
Jutro koniec kampanii prezydenckiej i kandydaci już niedługo będą mogli odpocząć. Skończą się objazdy po kraju i śledzenie przez wyborcow ich każdego gestu i słowa.
To w naszych rękach jest wynik ich wyścigu.
A jak ktoś nie pójdzie na wybory, to nie będzie miał prawa pyszczyć, na wybór najważniejszego urzędnika w państwie.
Inne tematy w dziale Polityka