Skończyła się kampania prezydencka.
Jesteśmy po wyborach. W ich wyniku został wyłoniony nowy prezydent Polski: Bronisław Komorowski.
Wygrał ten, który był prawdziwszy.
Nie musiał przekonywać do siebie "przyjaciół Rosjan", bo nie kierował się wcześniej antyrosyjską fobią. Wizerunku też nie trzeba było zmieniać, bo "buty" miał zawsze zawiązane. Do polityków lewicowych "starszo-średniego" pokolenia, nie musiał się umizgiwać, bo o delegalizacji ich partii, nie wspominał. A i Edwarda Gierka nie musiał przytulać pośmiertnie do swej piersi, aby zdobyć poparcie jego syna, jak i mieszkańców Śląska.
Sprawdził się, jako pełniący obowiązki prezydenta, po tym, jak w wyniku katastrofy smoleńskiej, kalendarz wyborczy stanął na głowie. Musiał łączyć te obowiązki ze sprawowaniem funkcji Marszałka Sejmu i dał radę. Prowadził też swoją kampanię wyborczą, w trudnej sytuacji wielkiej powodzi, jaka dotknęła Polskę. W trakcie tych wszystkich zawirowań dał się poznać tym, którzy go mniej znali i nie zawiódł tych, którzy mu już wcześniej ufali.
Bronisław Komorowski zwyciężył i teraz wraz z PO i PSL/ koalicją rządzącą/ ma szansę reformować kraj, bez obawy, że "wilk" ubrany /dla potrzeb kampanii/ w owczą skórę, będzie mącił dla samego mącenia.
Przyszedł czas spłaty kredytu wyborczego, aby i Polska poczuła bezpośrednio smak tego zwycięstwa.
Inne tematy w dziale Polityka