Dziś w czasie Wiadomości tv pokazano premiera Tuska, który składał wizytę na jednym z obozów harcerskich. Ba, sprawdzał nawet "prycze". Przyznał również, że był zuchem i harcerzem.
A już kiedyś, także prezydent Komorowski chwalił się swymi związkami z harcerstwem.
Okazuje się też /to też wiem z Wiadomości/, iż do wspólnej drużyny należeli: Antoni Macierewicz, Michał Kulesza i Andrzej Celiński.
Ostatnio, gest wypływający z potrzeby chwili po tragedii smoleńskiej, kiedy przed Pałacem Prezydenckim harcerze postawili krzyż, stał się pretekstem do zadym między przeciwnikami, a zwolennika jego tam pozostawienia. Harcerze zapewne nie przypuszczali, że będą sprawcami takiej sytuacji. Współczuję im.
A teraz z osobistej "beczki". Moje doświadczenia harcerskie nie byly spektakularne. Choć w liceum ja także zapisałam się do harcerstwa. Był to jednak akt desperacki, bo po przyjściu do szkoły dowiedziałam się, że na biologii będzie klasówka, a mnie się jakoś nie chciało przygotować do lekcji. Było jednak wyjście, bowiem harcerze mieli być zwolnieni, aby na pewnej mogile w lesie mogli złożyć kwiaty. Jedna z moich koleżanek była już druhną i po znajomości wpisała mnie na listę członków drużyny. Zostałam harcerką. Przeszłam swój pierwszy szlak "bojowy" kalecząc sobie stopy, ale na biologii dzięki temu nie dostałam "lufy".
W moim wypadku, doświadczenia leśne nie pozostały jednak bez wpływu na dalszą karierę harcerską. Po dwóch dniach zrezygnowałam, uznając, że to jednak nie dla mnie i wolę biologię.
Gdybym była bardziej wytrwała, może dziś mogłabym się bez żenady chwalić swymi dokonaniami z harcerstwa, jak czynią to nasi prominentni politycy, a tak kiszka.
Inne tematy w dziale Polityka