Po ostatnich wystąpieniach polskich duchownych, którzy - jak zwykle - próbowali mieszać się w sprawy regulowane przez ustawodawców świeckich, nagle ocknął się b.minister i b.premier, Leszek Miller. Szczególnie uderzyło go wystąpienie kardynała Dziwisza, który w imieniu Kościoła przypominał Polakom o nadrzędności prawa boskiego, nad prawem stanowionym przez prawodawcze instytucje. Dla Millera, to Iran - Chomeiniego - bo takie przypominanie o prymacie Ewangelii, może istnieć tylko w państwie wyznaniowym.
Miller trochę przesadził, ale faktem jest, iż Kościół w Polsce często nieumiarkowanie się rozpycha. Wszystko mu się należy, a sam się specjalnie nie chce dzielić, każąc sobie za wszystko płacić /czy to w dobrach gruntowych i nieruchomościach, czy za: chrzty, śluby, przyjęcia, bierzmowania, pogrzeby itd./.
Zresztą z tym dzieleniem, to Kościół katolicki miał i ma problemy, także w innych częściach świata. O czym świadczą - choćby - niedawne odkrycia naukowców z Kanady, na temat działalności błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty oraz jej Zgromadzenia... Otóż wpadli oni na: kontrowersyjne operacje finansowe, zbyt małe nakłady na pomoc chorym czy rozpływanie się nad pięknem cierpienia /dla cierpiących modlitwa i medaliki, zamiast np. środków przeciwbólowych/.
A wracając do Millera, to dziś się burzy, a kiedyś zabiegał o pomoc polskiego Kościoła przed referendum, które miało zadecydować o wejściu Polski do Unii Europejskiej. Mógł tego nie robić, gdy było poparcie papieża Jana Pawła II. Potem się tłumaczył, że Papież był daleko, bo w Rzymie, a Kościół w Polsce prowadził swoją politykę... Może Miller jednak nie powinien był podawać - wtedy - tak ochoczo państwowej dłoni, bo po tym polski Kościół i o więcej zaczął się upominać.
Słowa kardynała Dziwisza zabrzmiały kontrowersyjnie, ale przecież nie słynie on ze szczególnej dyplomacji, za to jest koniunkturalistą, który wypowiadał już różne dziwne słowa, a nawet czynił dziwne gesty, gdy np. poczuł się, jak szafarz krwi papieża Polaka dając relikwię z nią... kierowcy wyścigowemu - Robertowi Kubicy - po jego wypadku. A swoją drogą, zastanawiające jest to, że Jan Paweł II, który uchodził za wybitnego intelektualistę, miał tak przeciętnego najbliższego współpracownika. Cóż, mylić się, to rzecz ludzka.
Leszek Miller może spać spokojnie, Iran nam nam nie grozi, nie ma też już zwyczaju, aby prawo boskie egzekwować za pomocą miecza i stosów. Natomiast wszelkie dziwaczne wypowiedzi hierarchów kościelnych, powodują odwracanie się od Kościoła katolickiego kolejnych wiernych. Może nowy Papież temu zaradzi, gdy sprowadzi różnych swoich "boskich" na ziemię i uzmysłowi im, że katolicy powinni praktykować swoją wiarę w kościołach, miast próbować narzucać ją siłą w różnych aspektach praw państwa świeckiego. To się dziś nie sprawdza.
Inne tematy w dziale Polityka