Na Ogólnopolskim Kongresie Katolików prezes Jarosław Kaczyński stwierdził, iż obecnie w Polsce mamy najtrudniejszą sytuację od czasów komunizmu. Generalnie, to nic mu się nie podoba, nawet Konstytucja RP, do której szczególnych uwag nie zgłaszał od czasu, gdy w 1997 r. została wprowadzona w życie. Dziś pan Prezes chciałby m.in. aby zaczynała się od słów: W imię Boga Wszechmogącego. Widać przyszła pora, aby liznąć biskupów i elektorat, skłonny zgodzić się, aby w Polsce wprowadzono państwo wyznaniowe. A wtedy i religia na maturze i całkowity zakaz aborcji czy in vitro, a dla pana Prezesa poparcie idejki budowy "tysięcy pomników..." .
Kolejne rewelacje pochodzące z przemyśleń pana Prezesa zaprezentowano w "Do Rzeczy". A tam Jarosław Kaczyński zapowiedział, iż będzie bronił Polaków przed pogłębiającym się kryzysem gospodarczym oraz zagrożeniem kulturowym. Trudno dziś sobie wyobrazić: jak? Ale co naobiecuje, to jego. Później zawsze będzie mógł się tłumaczyć, iż był chwilowo niedysponowany. Natomiast to, na co można byłoby - z pewnością - liczyć to: izolacja Polski w świecie oraz "wojna" z kim się tylko da.
Czasami - jednak - pan Prezes wykazuje się chęcią niesienia pomocy, choć trudno nie dostrzec, iż chodzi tu - raczej - o koniunkturę, niż o czysty altruizm. Bo, jak inaczej wytłumaczyć zadeklarowanie pomocy prawnej Janowi Rokicie? Przecież bodaj w 2006 r. prezes Kaczyński twierdził, iż: " Jan Rokita powinien raz na zawsze zniknąć z polityki".
A Rokita? On chce tę pomoc przyjąć. Cieszy się, mówiąc: świetnie, fantastycznie. A nawet nadmienia..., że może zechcieć kandydować w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Czyżby była to propozycja i bonusik na zgodę dla "darczyńcy'?
Bywa, że przychodzi człowiekowi do głowy refleksja, że nasi "boscy" zrobią wiele, aby móc popływać w polityce, choćby i tracili twarze, przez swoje chwiejne kręgosłupy...
Inne tematy w dziale Polityka