Prezydent Obama nie zdołał zbudować wielkiej koalicji, która poparłaby - ewentualny - atak "karny" na Syrię, za użycie broni chemicznej przeciwko ludności cywilnej. "Ma" Francję, Turcję czy państwa Rady Wspólnoty Zatoki Perskiej /Arabia Saudyjska, Kuwejt, Bahrajn, Katar, Oman, Zjedn. Emiraty Arabskie/, ale to wciąż mało. I nie ma - jednak - zgody na interwencję z ONZ. Co jest argumentem dla Rosji, aby go blokować i krytykować, bo wg prezydenta tego kraju, to nie siły rządowe użyły broni chemicznej..., lecz tzw. rebelianci. Czego nie można wykluczyć, boć jakiś czas temu poszła wiadomość, iż udało im się wykraść część tego paskudztwa.
Na drodze planów inwazyjnych prezydenta Obamy, może stanąć też Kongres amerykański, do którego zwrócił się o wsparcie. I wcale nie jest pewne, że je otrzyma, gdy wiekszość Amerykanów jest przeciw interwencji w Syrii.
Syria niby daleko, ale wieści o dramacie mieszkańców tego kraju, możemy codziennie wyczytywać lub śledzić w przekazach mediów. Wiemy, że zginęło tam mnóstwo ludzi, inni są ranni, a jeszcze inni stali się uciekinierami z własnego kraju i teraz muszą koczować w obozach dla uchodźców w Libanie czy w Turcji, czekając na rozwój wypadków.
Czy do Polski też dociera wojna syryjska?
Kilka lat temu poznałam lekarza-dentystę, który wyjechał z Syrii i w Polsce założył rodzinę oraz realizuje się zawodowo /i to w dwóch miastach/. Jest niezwykle pracowity i świetny w swym fachu /stąd ma wielu pacjentów/, a przy tym sympatyczny i często zabawny człowiek, u którego nawet przy płatności za wykonaną przez niego usługę, można się rozweselić, bo wskazane jest, aby się targować. Ostatnio - jednak - trochę posmutniał, bo nie mógł już pojechać w odwiedziny do swej syryjskiej rodziny, a na pewno obawia się o jej bezpieczeństwo.
Wczoraj - natomiast - w moim klubie fitness spotkałam kobietę i nastolatkę: matkę /Polkę/ i córkę /owoc małżeństwa z Syryjczykiem/. Okazało się, że całkiem niedawno udało im się wyjechać z Syrii. Mówiły o tym szeptem, tak jakby się czegoś obawiały, więc o więcej nie wypadało - jeszcze - wypytywać. Moźliwe, że sporo przeżyły, nim dotarły do Polski.
Każda wojna zbiera okrutne żniwo. Najgorzej jest jednak, gdy walczą ze sobą współbracia, bo po tym zawsze zostają urazy i pretensje, które nawet już w czasie pokoju - wciąż - utrudniają życie. Bywa też tak, że interwencja z zewnątrz więcej może namieszać, niż pomóc, więc jej podjęcie jest ryzykowne. A zwykli ludzie? Tak czy inaczej, cierpią, tracąc bliskich czy swoje miejsce na ziemi.
Moim znajomym Syryjczykom, jak i tym cierpiącym na własnej ziemi lub w obozach dla uciekinierów, życzę pokoju dla ich Ojczyzny, aby mogli tam - kiedyś - bezpiecznie przebywać czy żyć!
Inne tematy w dziale Polityka