Gdy słuchałam w tv rozmowy Piotra Kraśko z Antonim Macierewiczem, to jakoś zapachniało mi insynuacją. Pan Antoni pozwalał sobie na uwagi, wobec redaktora, w rodzaju: ja nie byłem na miejscu katastrofy, ale tacy, jak pan mogli tam być, lecz to się kiedyś zmieni. I inne - przewidywalne - ble ble.
I teraz: skoro pana Macierewicza tam nie było, to skąd miał część feralnego tupolewa, którą następnie przekazał do zbadania jednemu ze swoich profesorów-ekspertów /ten tak stwierdził w prokuraturze wojskowej/? Gdzie jest ten fragment samolotu? Na te pytania - zapewne - Antoni Macierewicz będzie musiał odpowiedzieć, gdy stawi się na wezwanie prokuratury.
Przy okazji przypomniałam sobie notkę opublikowaną tu w Salonie24 - w dniu 08.10. 2011 r. - przez naczelnego... "Gazety Polskiej", Tomasza Sakiewicza, pt. "Prezydent został zamordowany", w której red. m.in. napisał: "Nasi dziennikarze przywieźli z Rosji części rozbitego tupolewa. Niektóre z nich przekazaliśmy do dalszych badań w USA". A skoro tak, to i ci dziennikarze, a także ich szef powinni złożyć - również - stosowne wyjaśnienia w prokuraturze.
W katastrofie pod Smoleńskiem zginęli ludzie wywodzący się z różnych opcji politycznych. Ale tylko jedna ze stron - wciąż - buduje napięcie i doszukuje się spisku czy niecnych sił /tak w Polsce, jak i w Rosji/. Można też odnieść wrażenie, że dzieli, tak żywych, jak i umarłych, na lepszych i gorszych. I, jeśli jest prawdą, iż jest ona w posiadaniu szczątków rozbitego samolotu, a ich nie udostępniła do badań stosownym instytucjom, jest to karygodne. Nie mówiąc już o żerowaniu na nieszczęściu. I, jak to się ma do dochodzenia prawdy i dogłębnego - szczegółowego - wyjaśnienia przyczyn katastrofy? "Relikwie" będą tam sobie z tych kawałków robić i dodawać do gazety? Koszmar.
Inne tematy w dziale Polityka