Na ostatniej konwencji PiS, w trakcie której głównym tematem było zbliżające się warszawskie - prezydenckie - referendum, pokazano plakat z wielką literą W. Był on tłem dla występujących tam mówców, w tym dla szefa partii, Jarosława Kaczyńskiego. A, ponieważ prezes Kaczyński zacytował słowa Stefana Starzyńskiego - wg niego - z okresu Powstania Warszawskiego /"Warszawa jest wielka dziś, bo walczy i broni honoru"/, to trudno było nie odnieść wrażenia, iż dla partyjnego sukcesu w miejskim referendum, wykorzystuje się tragiczny moment z czasów wojny i jego symbol "Godzinę W".
Partia PiS idzie na bój. Chce pokonać prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz, tyle że ona, ani nie napadła, ani nie okupuje, a w fotelu prezydenta Warszawy zasiada w wyniku demokratycznych wyborów. Nic to, ma dostać "łomot" i już.
PiS usiłuje zawłaszczać święta narodowe, jak i symbole. I choć hasło na przeprowadzenie warszawskiego referendum zostało rzucone przez Warszawską Wspólnotę Samorządową, to dziś mamy do czynienia z przejęciem "akcji" przez partię "Prawo i Sprawiedliwość". Inni, to "małe piwko".
Lecz... przy tym ostatnim numerze - z wykorzystaniem "Godziny W" - może się okazać, że zaowocuje on powstrzymaniem się, niektórych mieszkańców Warszawy, przed wzięciem udziału w miejskim referendum. Nawet tych, dotąd deklarujących chęć zagłosowania. I tak, jak Powstanie Warszawskie zakończyło się "powodzią" śmierci i zniszczeń, tak przez nadmiar pomysłów - niektórych - naganiaczy, może i referendum zakończyć się klęską. Przedobrzenie czy zbytnie koloryzowanie, często kończy się fiaskiem.
Inne tematy w dziale Polityka