Biedna ta Warszawa, bo i najazdy różnych" wzburzonych" musi przeżywać, jak i walkę o stołki w magistracie, poza wyborami.
Są tacy, którzy publiczności wmawiąją, że miasto jest totalnie zaniedbane, bo nic w nim się nie modernizuje, albo - wciąż - tonie w błocie. "Panie", mrok i beznadzieja, jak za okupacji...
A wszystkiemu winna jest kobieta "bufetowa", jak panią Prezydent nazywają, okazując w ten sposób człowiekowi szacunek /taki z "górnej" półki/. Ale im - przecież - wolno, boć przecież są z AK i nawet taki gen. Anders dziś by im nie podskoczył, bo to był ruski agent, z carskiej armii. Nie ma, jak dobre samopoczucie.
Czasami można odnieść wrażenie, że niektórzy patrzą, a nie widzą, lub widzą to, co jest im w danej chwili wygodne /dla władzy lub mamony/. I jeszcze ta bariera "językowa", którą trudno przeskoczyć i przez którą nie ma możliwości porozumienia, gdy jedni mówią, a inni wygłaszają. A czas płynie i ucieka... Szkoda go na jałowe działania. No chyba, że chce się być tylko celebrytą, ze ścianki.
Inne tematy w dziale Polityka