Zrobił się - pozytywny - ruch pośród ludzi polskiego Kościoła, w sprawie pedofilii. Niestety, ten problem i tam istnieje.
Były przeprosiny w wykonaniu arcybiskupa Hosera, a także te płynące z Ordynariatu Polowego. I wreszcie Episkopat... nie chce "zamiatać" sprawy księdza Gila, lecz stwierdza, iż ten powinien odpowiadać za swe czyny na Dominikanie. Lepiej późno, niż później.
Ale... z drugiej strony można - wciąż - natknąć się na duchownych, którzy usiłują spłaszczyć problem pedofilii w Kościele. I tak np. dziś zadziwiła mnie wypowiedź o. Zięby, którego miałam za człowieka o szerszych horyzontach, niż te, które właśnie zaprezentował. Otóż ów kapłan stwierdził: "W przypadku Polańskiego gra się, że jest skrzywdzony. A każdy ksiądz byłby za to zabity publicznie". Dziwne zestawienie wybrał sobie o. Zięba. Bo, co ma postawa artysty, do tej kapłanów?
Roman Polański nie jest księdzem, nie składał ślubów czystości, jak i nie uzurpował sobie prawa do moralizowania. A księża powinni być wzorem moralnym, jeśli chcą umoralniać innych, choćby w czasie swoich kazań.
Polański tylko kręci filmy i ludzie chodzą do kin, aby je oglądać. Natomiast do Kościoła wierni idą, bo szukają wsparcia duchowego. Są ufni - tak dorośli, jak i dzieci. Dlatego nie mogą tam być krzywdzeni, jeśli ma być zachowany sens istnienia instytucji kościelnych.
I jeszcze...: z Polańskiego nie robiono skrzywdzonego i za nim nie stała żadna potężna instytucja, która chciałaby go bronić. Natomiast za księżmi stoi Kościół i ich przełożeni, którzy często usiłują zamieść pod dywan, ich różne - niegodne - sprawki.
Długo polityka polegająca na przemilczaniu... uchodziła duchowieństwu na sucho, ale coś zaczęło się zmieniać, tak w Watykanie, jak i w świadomości wiernych. I nie da się już dłużej traktować złych czynów ludzi Kościoła - tylko - nabieraniem wody w usta, bo jeśli Kościół ma istnieć, to musi być poza wszelkim podejrzeniem.
Inne tematy w dziale Polityka