Prezes PAN, prof. Michał Kleiber, który rzucił hasło do zorganizowania eksperckiej - naukowej - debaty na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej, zniechęcił się do swego pomysłu. Jako przyczyny podał ostatnie "rewelacje" prof. Rońdy, jak i zgłoszenia do prokuratury. I ma rację, ponieważ te wydarzenia pogłębiają tylko różnice..., jak i prowadzą do większej wzajemnej niechęci, a także do niezrozumienia.
Trudno się też dziwić, że prezes PAN, nie chce pogłębiać utraty - swej, jak instytucji, którą reprerezentuje - twarzy, gdy niektórzy naukowcy sporo już zrobili dla ośmieszenia nauki polskiej.
Profesor Kleiber pociesza się jednak, iż obecny stan może trwać do wyborów i możliwe, że później da się wrócić do rzuconego pomysłu. Idealista i optymista. Profesorze, nie da się, bo niektórzy oparli swe polityczne istnienie na budowaniu piramidalnych - bzdurnych - teorii... na temat przyczyn katastrofy lotniczej. Nie ma dialogu i go nie będzie, ponieważ "nawiedzona" strona nie ma dowodów na poparcie swoich tez. Mami tylko publiczność, media, a nawet prokuraturę, twierdząc, że coś ma, ale nie powie co, a to co ma znaleziono np. na wycieraczce. Wykorzystuje się podkolorowane filmiki - "o zgrozo" - rosyjskich internautów, czy też twierdzi, że stosuje się blef za blefem. Jak z takimi konfabulatorami mogliby poważnie rozmawiać ludzie, którzy swoje tezy chcą opierać na prawdziwym - naukowym - dochodzeniu do prawdy?
Wokół katastrofy smoleńskiej wytworzył się paranoiczny stan. Nie ma możliwości wyważonej rozmowy, a "bajkopisarstwo" osiągnęło szczyty hipokryzji. Bywa też okrutne dla tych rodzin ofiar katastrofy, które chciałyby w pokoju kultywować pamięć o swoich bliskich. I końca nie widać...
Inne tematy w dziale Polityka