W Genewie podpisano porozumienie między grupą sześciu potężnych krajów świata / USA, Chiny, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Niemcy/ a Iranem. Jest ono przejściowe, bo zawarte na pół roku.
Iran zobowiązał się do ograniczenia swego programu nuklearnego. Zgodził się na zlikwidowanie będących w jego posiadaniu zasobów wzbogaconego do 20 % uranu. Zobowiązał się, iż pozwoli skontrolować - przez inspektorów z Miedzynarodowej Agencji Energii Atomowej - swoje instalacje nuklearne: tak znane, jak i te jeszcze skrywane. Inspektorzy będą też mogli zajrzeć do kopalni uranu czy magazynów.
Druga strona częściowo złagodziła nalożone na Iran sankcje. Zawieszona będzie np. blokada na irańskie metale szlachetne. Rozmrożono - także - aktywa Iranu, na kilka mld dolarów /Iran podobno liczył na 8 mld/. W mocy pozostaje - natomiast - embargo naftowe.
Najbardziej sceptycznie do genewskiego porozumienia podeszły dwa kraje: Izrael i Arabia Saudyjska. Izraelczycy obawiają się o swoje bezpieczeństwo i nie ufają Irańczykom. I pewnie mają sporo racji, skoro ci często się ich państwu odgrażali. Natomiast Arabia Saudyjska boi się o swoją pozycję w regionie, a silny Iran, w którego posiadaniu byłaby broń atomowa, mógłby nią mocno zachwiać.
Porozumienie genewskie ma swoją wartość, ponieważ irańskie zbrojenie... będzie podlegać międzynarodowej kontroli. Od Iranu będzie też zależeć, czy z tej półrocznej próby wyjdzie z twarzą: nie będzie mataczyć i dotrzyma tego, do czego się zobowiązał.
Pokój jest cenny, dlatego jeśli istnieje jakakolwiek możliwość porozumienia, należy o nią walczyć.
Inne tematy w dziale Polityka