Początkowe pokojowe protesty Ukraińców, kiedy to ich prezydent odmówił podpisania stowarzyszenia kraju z Unią Europejską i wybrał wariant prorosyjski, przerodziły się w wojnę domową. Były mordy, pobicia i uwięzienia ze strony sił rządowych, a to wywołało odruchy obronne protestujących... i poleciały kamienie, jak i zaczęło się przejmowanie budynków publicznych.
Prezydent Janukowycz słabnie, więc zaproponował przywódcom protestów stanowiska rządowe. Chce chyba trwać i zapewnić swemu klanowi polityczno-finansowemu - zwanemu "Rodziną" - możliwość dalszej wygodnej egzystencji, bo na Ukrainie to prezydent ma realną władzę, więc wszelkie poczynania premiera czy innych członków rządu może blokować. Przywódcy protestów mają tego świadomość, dlatego nie mogli przyjąć jego oferty, ponieważ naraziliby się na gniew tych, którzy trwają na barykadach, mając w pamięci pacyfikowanie i ofiary.
Janukowycz przekroczył czerwoną linię, chcąc siłą stłumić bunt Ukraińców. A nie musiał. Popełnił wielki błąd i już raczej nie wyjdzie na prostą, mimo, iż podobno jest skłonny do amnestii dla przetrzymywanych uczestników protestów, a nawet jest gotów wypuścić z więzienia Julię Tymoszenko. Zbyt późno.
Nastroje na Ukrainie są rewolucyjne. Istnieje też chęć do ostatecznej rozgrywki z prezydentem Janukowyczem. Tylko dokąd to wszystko zmierza? Pod pokojowe protesty podłączyli się też radykałowie i nacjonaliści, którzy poczuli dogodny moment, aby wypłynąć. I to oni mogą zawłaszczyć bunt mas społecznych Ukrainy, odbierając go tym, którzy pierwsi stanęli na czele protestów, m.in. Witalijowi Kliczce, o którym już można tam usłyszeć, że jest zbyt grzeczny i ugodowy.
Najlepszym scenariuszem dla Ukrainy byłoby referendum /bądź nowe wybory/, aby cały naród mógł się wypowiedzieć, kogo chce u władzy i jakiego kształtu państwa oczekuje. I chyba nie ma innego wyjścia, aby zatrzymać rozlew krwi na Ukrainie. A tylko w pokoju można budować państwo. Wojna prowadzi do destrukcji i chaosu, a w takich warunkach trudno żyć.
Inne tematy w dziale Polityka