Posłanka Solidarnej Polski, Beata Kempa, która walczy z gender, poczuła się dotknięta wywiadem, jaki GW udzieliła pierwsza dama światowego kina, Meryl Streep. Pozwoliła ona sobie na skierowanie wobec polskich posłów - przeciwników gender - m.in. tych słów: "Panowie tracicie władzę.". Aktorka nie wzięła pod uwagę, że pośród tych panów znajduje się też... Beata Kempa. I przecież, to pod jej batutą działa zespół parlamentarny, który ma stanąć na drodze ideologii gender.
Posłanka Kempa postanowiła dać odpór... i napisała list do Meryl Streep, w którym stwierdziła: "Chciałam panią poinformować... jestem kobietą". A swe szczególne oburzenie wyraziła w związku z tym, iż aktorka do przeciwników gender w Polsce zwróciła się per "Panowie". A wg posłanki, kierowanie słowa "Panowie" do niej, mogłaby potraktować, jako wyraz seksizmu. Niemniej jednak Kempa chyba daruje Meryl Streep jej winy, ponieważ w tym liście zaprasza gwiazdę do Polski, gdzie mogłaby przedstawić jej osiągnięcia /?/ swego zespołu. Szkoda, że nie nadmieniła, iż jest zaprzyjaźniona z księdzem Oko, a ten mógłby jeszcze bardziej urozmaicić spotkanie zespołowe.
Ciekawe, czy pani Meryl się skusi i przyjedzie do Beaty Kempy oraz jej zespołu. Może powinna, ale najlepiej z jakimś scenarzystą, to może z tego spotkania dałoby się potem skręcić komedię, w której Meryl Streep zagrałaby - choćby - samą posłankę Kempę, a księdza Oko np. taki Jim Carrey. Byłoby trochę uciechy, nawet, jeśli na wizerunku naszego Parlamentu. Ale co tam, płacimy, więc chociaż coś z tego powinniśmy mieć.
Inne tematy w dziale Polityka