
Coraz trudniej nie zadawać pytania, czy w Polsce rzeczywiście obowiązuje jedna miara dla wszystkich.
Nie chodzi o to, żeby bronić jednych polityków, a atakować drugich. Chodzi o coś znacznie ważniejszego: państwo powinno być neutralne ideologicznie, a prawo powinno być takie samo dla każdego — niezależnie od nazwiska, partii, poglądów, koneksji czy znajomości.
Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik zostali zatrzymani i osadzeni w więzieniu. Kwestia skutków prawnych ich ułaskawienia oraz wygaśnięcia mandatów stała się przedmiotem ogromnego sporu prawnego i politycznego.
Tymczasem Stanisław Gawłowski, polityk związany z Platformą Obywatelską, został w 2025 roku nieprawomocnie skazany na pięć lat więzienia za korupcję. Złożył apelację i nadal jest senatorem.
Nie twierdzę, że człowiek powinien tracić mandat tylko dlatego, że zapadł wobec niego nieprawomocny wyrok. Domniemanie niewinności powinno obowiązywać każdego.
Ale właśnie dlatego pytam: czy rzeczywiście stosujemy te same standardy wobec wszystkich?
Poseł Koalicji Obywatelskiej Wojciech Król znalazł się pod zarzutami Prokuratury Europejskiej dotyczącymi przyjmowania korzyści majątkowych. Według ujawnionych informacji śledczy zarzucają mu przyjęcie korzyści sięgających około 1,5 mln zł.
Prokuratura Europejska chciała nie tylko uchylenia immunitetu, lecz także zgody na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie Króla. Jednym z argumentów miała być obawa matactwa.
Co istotne, według informacji dotyczących materiałów śledztwa prokuratura wskazuje na konkretne działania, które miały polegać na wpływaniu na potencjalnych świadków.
Oczywiście — to nadal zarzuty, a nie prawomocny wyrok.
Ale jeżeli istnieją konkretne przesłanki wskazujące na możliwość wpływania na świadków, to właśnie tymczasowy areszt ma służyć temu, aby podejrzany nie mógł utrudniać postępowania.
Tymczasem Sejm uchylił Królowi immunitet, ale nie zgodził się na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie.
I tu pojawia się pytanie:
Dlaczego wobec jednych podejrzanych obawa matactwa wystarcza do wielomiesięcznego aresztu, a wobec innych, mimo wskazywania przez śledczych na konkretne działania mogące utrudniać postępowanie, już nie?
I właśnie w tym kontekście trudno nie przypomnieć sprawy księdza Michała Olszewskiego.
Został zatrzymany w sprawie dotyczącej Funduszu Sprawiedliwości i spędził w areszcie około siedmiu miesięcy.
Jego obrońcy od początku kwestionowali zasadność aresztu i wskazywali na szczupłość materiału dowodowego. Sam Olszewski opisywał również bardzo złe traktowanie podczas pobytu w areszcie.
Nie trzeba jednak nawet rozstrzygać wszystkich zarzutów dotyczących sposobu jego traktowania, żeby postawić zasadnicze pytanie:
czy tymczasowy areszt rzeczywiście powinien być tak łatwo stosowany wobec człowieka, którego wina nie została jeszcze udowodniona?
A jeżeli w jego przypadku można było uznać areszt za konieczny, to dlaczego wobec innego podejrzanego, w którego sprawie śledczy wskazują na konkretne działania mogące wpływać na świadków, taki środek nie został zastosowany?
Piotr Pytel — 22 lata za zbrodnię, której nie popełnił
Jest jednak sprawa, która powinna być wyrzutem sumienia dla całego państwa, niezależnie od tego, kto akurat rządzi.
Piotr Pytel spędził ponad 20 lat w więzieniu za zabójstwo, którego — jak wykazało późniejsze postępowanie — nie popełnił.
W 2006 roku niemiecki sąd w Monachium skazał go na dożywocie za zabójstwo kobiety. Pytel od początku zaprzeczał, że był sprawcą.
Później ustalono, że zbrodni dokonał inny mężczyzna — Tomasz W. — który przyznał się do zabójstwa. Co więcej, odbył już karę za tę zbrodnię. Polskie postępowanie potwierdziło, że Pytel nie był zabójcą.
A mimo to Pytel przez lata pozostawał za kratami.
Dopiero w czerwcu 2026 roku Prokurator Generalny zarządził przerwę w odbywaniu przez niego kary i Pytel opuścił więzienie po ponad 20 latach. W lipcu Waldemar Żurek skierował do prezydenta Karola Nawrockiego wniosek o zastosowanie prawa łaski.
Pomyślmy o tym przez chwilę.
Człowiek niewinny spędza ponad 20 lat za kratami, podczas gdy prawdziwy sprawca zostaje ustalony, skazany i odbywa karę.
Czy naprawdę można przejść nad tym do porządku dziennego?
Czy naprawdę najważniejsze jest to, kto akurat siedzi w Pałacu Prezydenckim albo kto sprawuje władzę?
Najważniejszy jest człowiek i sprawiedliwość.
Państwo nie może być partyjne
Nie powinno mieć znaczenia, czy podejrzany jest z PiS, PO, Konfederacji, Lewicy czy jakiejkolwiek innej partii.
Nie powinno mieć znaczenia, czy ofiara jest prawicowa, lewicowa, wierząca czy niewierząca.
Pobicie to pobicie.
Ale kara powinna uwzględniać okoliczności czynu — w tym dysproporcję siły między sprawcą a ofiarą. Im większa przewaga sprawcy nad bezbronną ofiarą, tym większa powinna być odpowiedzialność.
Łapówka jest łapówką.
Ale i tutaj okoliczności mają znaczenie. Jeżeli ktoś wręcza pieniądze, aby ratować życie najbliższej osoby, trudno stawiać go moralnie i prawnie na równi z urzędnikiem, który wykorzystuje cudze nieszczęście dla własnego zysku. W takiej sytuacji szczególnej odpowiedzialności powinien podlegać ten, kto żąda lub przyjmuje łapówkę, wykorzystując swoją pozycję.
Prawo nie powinno być ślepe na okoliczności.
Ale musi być ślepe na partyjne barwy.
Jeżeli polityk PiS popełnił przestępstwo — powinien odpowiedzieć.
Jeżeli polityk PO popełnił przestępstwo — powinien odpowiedzieć.
Jeżeli zrobił to polityk Konfederacji, Lewicy czy jakiejkolwiek innej partii — również powinien odpowiedzieć.
Bez taryfy ulgowej dla swoich.
Bez zemsty na przeciwnikach.
Bez koneksji rodzinnych.
Bez koneksji politycznych.
Bez telefonów do znajomych.
Bez „naszych” i „waszych”.
Za ten sam czyn — ta sama odpowiedzialność.
Różnicę może stanowić jedynie czyn, jego skutki i rzeczywiste okoliczności łagodzące lub obciążające.
Tak rozumiem państwo prawa.
Tak rozumiem sprawiedliwość.
I tak rozumiem rolę państwa:
Państwo silne wobec silnych, łagodne wobec słabych.
Państwo jako tarcza, a nie opresor.
Państwo dla obywatela.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)