Od kilku lat słyszymy, że Europa znalazła się w najniebezpieczniejszym momencie od zakończenia zimnej wojny. Rosja prowadzi pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie, Bliski Wschód pokazuje, jak ogromną rolę odgrywają dziś rakiety, drony i obrona przeciwlotnicza, a polscy politycy regularnie przekonują, że zagrożenie dla naszego kraju jest realne.
Jeżeli rzeczywiście tak jest, to najwyższy czas zadać pytanie, które powinno być całkowicie ponad podziałami politycznymi.
Czy państwo polskie przygotowuje się do wojny na miarę zagrożenia, o którym samo mówi?
Bo dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że istnieje ogromna rozbieżność między retoryką a rzeczywistością.
Możliwe są tylko dwa wyjaśnienia.
Pierwsze jest takie, że wojna jest przede wszystkim elementem politycznej narracji. Temat zagrożenia mobilizuje wyborców, uzasadnia kolejne decyzje i sprawia, że krytykę rządu łatwiej przedstawiać jako działanie osłabiające państwo. Jeżeli tak jest, brak kompleksowych przygotowań staje się zrozumiały.
Drugie wyjaśnienie jest znacznie poważniejsze.
Jeżeli rząd rzeczywiście uważa, że ryzyko wojny jest wysokie, to Polska powinna przygotowywać się do niej nie tylko poprzez zakupy uzbrojenia, ale poprzez budowę odporności całego państwa.
A właśnie tego najbardziej brakuje.
Wojny XXI wieku zmieniły wszystko
Doświadczenia Ukrainy oraz konfliktów na Bliskim Wschodzie pokazały jednoznacznie, że o przetrwaniu państwa nie decyduje wyłącznie liczba czołgów czy samolotów.
Decydują również:
• zdolność do masowej produkcji uzbrojenia,
• odporność przemysłu,
• skuteczna obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa,
• liczne rezerwy wojskowe,
• przygotowane społeczeństwo,
• sprawna obrona cywilna,
• szybka mobilizacja.
Nowoczesna wojna nie toczy się wyłącznie na linii frontu. Toczy się nad miastami, nad elektrowniami, portami, mostami i zakładami przemysłowymi. Toczy się również w świadomości obywateli.
Kupowanie sprzętu nie zastąpi własnych zdolności
Polska wydaje rekordowe środki na obronność. To właściwy kierunek.
Jednak zdecydowana większość najważniejszych systemów uzbrojenia pochodzi z importu.
Kupujemy czołgi, armatohaubice, wyrzutnie rakietowe, samoloty i systemy przeciwlotnicze. To zwiększa potencjał Wojska Polskiego, ale nie rozwiązuje podstawowego problemu.
Państwo naprawdę przygotowane do wojny musi być zdolne do samodzielnego uzupełniania strat.
W czasie długotrwałego konfliktu liczy się nie tylko to, co zostało kupione przed wojną, ale przede wszystkim to, co można wyprodukować już w jej trakcie.
Dlatego jednym z priorytetów powinno być stworzenie krajowych zdolności do masowej produkcji efektorów dla systemów obrony przeciwlotniczej oraz rozwijanie własnych technologii rakietowych. Warto również prowadzić debatę nad budową krajowych zdolności do produkcji środków rażenia dalekiego zasięgu, które zwiększałyby potencjał odstraszania Polski.
Silne państwo powinno dążyć nie tylko do posiadania nowoczesnej armii, ale również do maksymalnego uniezależnienia się od zagranicznych dostaw w czasie kryzysu.
Największą rezerwą Polski są jej obywatele
Największym niewykorzystanym zasobem nie są magazyny uzbrojenia.
Są nim Polacy.
Trudno zrozumieć, dlaczego państwo, które mówi o realnym zagrożeniu wojną, nie prowadzi powszechnych i regularnych szkoleń wojskowych.
Nie chodzi o przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej w dawnej formie.
Chodzi o stworzenie nowoczesnego systemu masowych szkoleń, które pozwolą budować rezerwy dla armii zawodowej.
Jednocześnie takie szkolenia powinny obejmować umiejętności, które mogą uratować życie:
• pierwszą pomoc,
• zachowanie podczas alarmów,
• ewakuację,
• orientację w terenie,
• podstawy przetrwania,
• ochronę przed zagrożeniami wynikającymi z użycia dronów i ostrzału rakietowego.
Społeczeństwo przygotowane jest znacznie trudniejsze do zastraszenia i znacznie bardziej odporne na kryzysy.
Obrona cywilna nadal pozostaje piętą achillesową
Od lat wiadomo, że system obrony cywilnej wymaga gruntownej odbudowy.
Brakuje odpowiedniej infrastruktury, wyposażenia, ćwiczeń oraz powszechnej edukacji obywateli.
Nawet najlepsza armia nie zastąpi sprawnie działającej ochrony ludności.
Gdzie są alarmy, ćwiczenia i mobilizacje?
Jeżeli państwo naprawdę przygotowuje się do wojny, społeczeństwo powinno to odczuwać.
Powinny odbywać się regularne próbne alarmy.
Powinny być organizowane ćwiczenia ewakuacyjne.
Powinny być przeprowadzane ćwiczenia administracji, samorządów, służb ratowniczych i wojska.
Powinny pojawiać się kontrolowane ćwiczenia mobilizacyjne rezerw.
Każde naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej, każdy incydent związany z upadkiem obiektu wojskowego na terytorium Polski powinien być wykorzystywany jako okazja do sprawdzenia procedur, przetestowania systemów ostrzegania oraz doskonalenia współpracy między instytucjami. Kryzysy są momentem, w którym można zweryfikować gotowość państwa i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Bezpieczeństwo buduje się latami
Odporności państwa nie tworzy się w ciągu kilku miesięcy.
Buduje się ją przez lata poprzez inwestycje w przemysł, edukację, naukę, logistykę oraz przygotowanie społeczeństwa.
To właśnie dlatego państwa takie jak Finlandia czy Szwajcaria od dziesięcioleci inwestują nie tylko w armię, ale również w obywateli.
Wnioski
Największym błędem byłoby uwierzyć, że bezpieczeństwo można kupić za granicą.
Można kupić czołgi.
Można kupić samoloty.
Można kupić wyrzutnie rakiet.
Nie można jednak kupić odpornego społeczeństwa, sprawnej mobilizacji, silnego przemysłu ani zdolności do prowadzenia długotrwałej wojny.
Jeżeli zagrożenie jest rzeczywiście tak poważne, jak od lat słyszymy od polityków, Polska powinna przyspieszyć budowę własnych zdolności przemysłowych, rozwijać krajowe technologie rakietowe i przeciwlotnicze, odbudować obronę cywilną oraz uruchomić powszechne szkolenia obywateli. Celem powinno być nie tylko zwiększenie potencjału armii zawodowej, ale również stworzenie licznych, dobrze przygotowanych rezerw i podniesienie szans przeżycia ludności cywilnej w sytuacji kryzysowej.
Państwo jest naprawdę bezpieczne nie wtedy, gdy jego politycy często mówią o wojnie.
Państwo jest bezpieczne wtedy, gdy jego obywatele wiedzą, co robić, jego przemysł potrafi produkować to, czego potrzebuje armia, a potencjalny przeciwnik wie, że koszt agresji będzie nie do zaakceptowania. To właśnie własne zdolności – wojskowe, przemysłowe i społeczne – stanowią najskuteczniejszy element odstraszania.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)