Dopiero co rozgorzała dyskusja na temat listu bpa Meringa do ks. Bonieckiego, a już mamy ciętą ripostę ze strony innego duchownego. Tym razem rękawicę podnosi ksiądz Wojciech Lemański (odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski), który staje może nie tyle w obronie byłego redaktora "TP", ile raczej w kontrze do języka, którym posługuje się biskup włocławski. Pisałem o tej sprawie wczoraj, i zdaje się, że część moich wątpliwości zostało jasno wyłożonych w sprzeciwie ks. Lemańskiego:
"Nie żyję na tym świecie tak długo, jak ksiądz biskup, ale pamiętam jeszcze akcje publicznego piętnowania w naszym kraju osób uznanych za godne pogardy, i publicznego odcinania się od owych napiętnowanych przez tak zwane autorytety."
Lemański pisząc o papieżach, którzy wyrażali skruchę za czyny Kościoła wypływające z podszeptu Szatana zwraca uwagę, że:
"Piętnowali zło, ale nigdy nie czynili tego nazywając konkretnych ludzi, kraje, organizacje. To, co zawarł ksiądz biskup w wypowiedziach na temat tego artysty, a już zwłaszcza to, co napisał ksiądz biskup w liście otwartym do księdza Bonieckiego, uważam za niegodne nie tylko biskupa, ale i chrześcijanina. Wypominanie ludziom wymienianym z nazwiska ich rodziców i ich niejednoznacznej przeszłości jest niedopuszczalne."
Mocne słowa - „czyny niegodne chrześcijanina”! Później jeszcze ostrzejsza kontra: "Jeśli ksiądz biskup takimi metodami chce głosić całą prawdę, to proszę napisać list otwarty do niektórych swoich braci w biskupstwie, których rodzice również mocno związali się z ideologią marksistowską, a rodzeństwo niektórych tonie w nałogach. Proszę piętnować podstępne dzieła szatana wśród hierarchów uwikłanych w świadomą współpracę z organami bezpieczeństwa lub w czyny głęboko niemoralne rzucające straszliwy cień na nasz Kościół."
Na koniec ksiądz przeprasza wszystkich urażonych listem biskupa w -uwaga- imieniu całego Kościoła.
Znowu czegoś nie rozumiem, dialog między duchownymi odbywa się za pomocą listów, które cytują spragnione sensacji media. Czy to nie Jezus mówił, że jeśli twój brat uczyni coś przeciwko tobie trzeba go upomnieć nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy - i nigdzie nie wspomniał o roztrząsaniu sporów na rynkach i agorach?
Nie rozumiem również praktyki przepraszania w imieniu Kościoła. Biskup napisze, ksiądz się nie zgodzi - więc biada ciemnemu, zacofanemu biskupowi, niech wspomni o pijaństwie w rodzinach hierarchów. Jeśli to ma być odpowiedz w duchu ewangelicznego miłosierdzia - to biada nam, maluczkim katolikom, którzy nie wiedzą kogo słuchać.
Tutaj można przeczytać cały list:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,10368614,List_otwarty_ks__Lemanskiego_do_biskupa_Meringa___To.html



Komentarze
Pokaż komentarze (9)