Marcin Łukasz Makowski Marcin Łukasz Makowski
730
BLOG

Seksowna kontrrewolucja

Marcin Łukasz Makowski Marcin Łukasz Makowski Polityka Obserwuj notkę 3

Nie powiem, żeby był zaskoczony. Wystarczyło trochę poczekać aby pojawiły się pierwsze komentarze „dociekliwych”, którzy w odróżnieniu od „nieuświadomionych mas” przeczytali tekst ACTA. Oczywiście podniosło się przekorne larum: że młodzież głupia i nie wie przeciwko czemu protestuje, że ACTA dobra i chroni interesy artystów, że nihil novi i podobne przepisy funkcjonują już w naszym prawie. Otrzymaliśmy przy tym smutne i mimo wszystko mało odkrywcze widowisko. Na chłopski rozum myślę sobie tak: sprawa zrobiła się głośna, ale w oczy kuła momentami kulawa retoryka przeciwników podpisania umowy. Aby być bardziej awangardowy niż awangarda „nowej rewolucji”, trzeba być kontrrewolucyjny.Wtedy jest się w prawdziwej elicie i przeklinanej przez akolitów wolnego internetu mniejszości. A te zawsze mają w sobie coś seksownego.

Nie chcę być jednak gołosłowny i bawić się w podwórkowe utarczki. Skupie się na dwóch zarzutach, wysuwanych przez zwolenników ACTA;

        1. Projekt ten poza małymi wyjątkami nie wnosi niczego nowego do istniejącego już prawa.

       2. W przypadku treści dokumentu i procedur w nim opisanych, nie można mówić o naruszaniu prywatności i hamowaniu rozwoju internetu.  

Jeśli chodzi o punkt drugi, Ministerstwo Kultury posunęło się nawet do wydania 
zabawnego oświadczenia, w którym czytamy m.in.:

„Kuriozalnie brzmi zarzut, jakoby ACTA przewidywało obowiązek monitorowania użytkowników internetu. Określone w tej umowie środki prawne nie mogą tworzyć barier dla zgodnej z prawem działalności, ani nie mogą naruszać prawa do wolności słowa, sprawiedliwego procesu i prywatności, a także konkurencyjności”.

Uściślijmy zatem pewne rzeczy. To, że ACTA nie wnosi wiele nowego w istniejące regulacje, w żaden sposób nie przemawia na jej korzyść. Prawo, które obecnie posiadamy w tej materii jest czystą teorią i tylko dzięki nieudolności w jego egzekwowaniu dostawcy internetu nie śledzą JESZCZE naszej aktywności w sieci. Problem z ACTA polega raczej na tym, że pomimo mdłego języka w którym roi się od pięknych słów o prawach człowieka i wolności słowa, uchwalana była pod stołem, w medialnej ciszy i aurze sprzyjającej insynuacjom. Poza tym, trzeba być naprawdę naiwnym nie widząc różnicy jakościowej w lokalnym ustawodawstwie i międzynarodowym porozumieniu, które wymusza skuteczność w dochodzeniu interesów wyszczególnionych w nim podmiotów.

Przejdźmy do zarzutu o braku zagrożenia prywatności. Prześledziłem uważnie wszystkie artykuły i postanowienia ACTA, ale nie pod kątem krasomówstwa, tylko potencjalnych luk w definiowaniu prerogatyw organów ścigania oraz rządu. Oto co otrzymujemy w Artykule 11 Sekcja 2:

Bez uszczerbku dla prawodawstwa Strony dotyczącego przywilejów, ochrony poufności  źródeł informacji lub przetwarzania danych osobowych, każda Strona zapewnia swoim organom sądowym, w cywilnych procedurach sądowych dotyczących dochodzenia i egzekwowania praw własności intelektualnej, prawo do nakazania sprawcy naruszenia lub domniemanemu sprawcy naruszenia, na uzasadniony wniosek posiadacza praw, by przekazał posiadaczowi praw lub organom sądowym, przynajmniej dla celów zgromadzenia dowodów, stosowne informacje, zgodnie z obowiązującymi przepisami ustawodawczymi i wykonawczymi, będące w posiadaniu lub pod kontrolą sprawcy naruszenia lub domniemanego sprawcy naruszenia.Informacje takie mogą obejmować informacje dotyczące dowolnej osoby zaangażowanej w jakikolwiek aspekt naruszenia lub domniemanego naruszenia oraz dotyczące  środków produkcji lub kanałów dystrybucji towarów lub usług stanowiących naruszenie lub domniemane naruszenie, w tym informacje umożliwiające identyfikację osób trzecich, co do których istnieje domniemanie,  że są zaangażowane w produkcję i dystrybucję takich towarów lub usług oraz na identyfikację kanałów dystrybucji tych towarów lub usług.

Nie trzeba być złośliwym, żeby widzieć w tych słowach echa „Raportu mniejszości”. Raz jeszcze dodam, przepisu tego typu już istnieją, ale dzięki ACTA, ich egzekwowalność znacznie wzrośnie. Według przedstawionych standardów świat przestępczy dzieli się nie tylko na sprawców, ale równie na potencjalnych sprawców. Kim są ci ostatni? To POTENCJALNIE każdy z nas. Oczywiście mogą to być również niewygodne strony internetowe, biznesy które zagrażają już funkcjonującym potentatom, itp.

Z resztą, co to znaczy: „Informacje takie mogą obejmować informacje dotyczące dowolnej osoby zaangażowanej w jakikolwiek aspekt naruszenia lub domniemanego naruszenia (…)”. Albo może wytłuszczę jeszcze dosadniej DOWOLNA OSOBA, JAKIKOLWIEK ASPEKT, DOMNIEMANEGO NARUSZENIA.

W każdym prawie na równi z tym co zostało wyszczególnione bierze się pod uwagę puste pola, które dają przestrzeń do nadużyć i szerokich interpretacji. Tych w przypadku praw „ochrony oryginalności” jest zdecydowanie za wiele. 

Już na sam koniec jedna ważna rzecz. Nie mylmy walki o realne interesy internautów, z niewątpliwie szczytną, ale jednak mającą znamiona szantażu dzialalnością Anonymusa.

Zapraszam na mojego bloga www.makowskimarcin.pl oraz stronę www.dziwnawojna.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka