Zaczęło się, młodzi gniewni poza potwierdzeniem uczestnictwa w wydarzeniu na Fecebooku, faktycznie potrafią wyjść na ulicę. Trochę przypadkiem wpadłem dzisiaj na czoło krakowskiej manifestacji „Stop ACTA” . Nie będę ukrywał, ciągnący się 30 minut ulicą Grodzką sznur młodych ludzi robił wrażenie. Pierwsze odczucia – jak na zimnych juwenaliach. „Chodźcie z nami!” krzyczano do pań machających z okna biblioteki, w środku pochodu maszerowała grupa grające na bębnach skoczne rytmy, średnia wieku ok. 20 lat. Trochę happeningu, trochę młodzieńczej zgrywy w stylu „chcemy porno” na transparentach, ale ponad tym jedna, bardzo uderzająca rzecz – zupełny brak mediów. Kiedy 11 listopada paliły się wozy transmisyjne TVNu, korowód kamer i fotoreporterów porównywalny był z liczbą gapiów. Dzisiaj natomiast, kiedy bodaj pierwszy raz w historii III RP, mieliśmy do czynienia z autentycznym, wielotysięcznym zrywem młodych ludzi walczących o swoje interesy – medialna pustka.
Zdjęcia robili przechodnie, blogerzy nagrywali relacje wideo, żadnego mainstreamu. Może to i dobrze, srodze by się redaktorzy zniesmaczyli. Oczywiście chodzi tutaj o jawną antyrządowość protestu. Co drugie krzyczane hasło brzmiało w stylu: „Przeżyliśmy Ruska, przeżyjemy Tuska”, „Donald matole, skąd będziesz ściągał pornole”, czy „Donald pajacu, nie będzie kwejka na kacu”. Ma rację Rybitzki pisząc, że tej grupy nie da się ogarnąć, a to co ich łączy to strach przed pustym ekranem - bez RedTube i torrentów. Ale jest w tym również spora doza uproszczenia. Śmiem twierdzić, że byliśmy dzisiaj świadkami czegoś o wiele bardziej poważnego. Primo, za słowami zaczynają iść czyny. Secundo, Tusk i cała Platforma zrobili się passe. Lata mozolnego budowania wizerunku bezobciachowej partii legły na naszych oczach w gruzach. A młodzież niczego dłużej nie pamięta, niż obciachu.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)