Jak przystało na światowe mocarstwo, zaraz po Kongresie USA i niemieckim Bundestagu, wszyscy pracownicy sejmu i parlamentarzyści otrzymali tablety. Nie ma się co czepiać, dzięki temu przemyślanemu posunięciu możemy bez kompleksów ustawić się w jednym rzędzie z pionierami cyfryzacji polityki. Zdziwiłby się jednak ten, kto twierdzi, że w dobie tak zwanego kryzysu nie ma miejsca na podobne fanaberie. Jak słyszymy tu i ówdzie, zakup tabletów to długoterminowy plan oszczędnościowy – i jak mówi poseł Biedroń – przejaw dbałości o ekologię. Od teraz poczciwa Wiejska zamieni się w e-Wiejską, druki będą przesyłane w pdfach, lasy tropikalne ocalają.
A teraz poważnie - pomysł niegłupi. Zmuśmy wszystkich posłów do przesiadki na formaty cyfrowe, przestańmy drukować masy zbędnej makulatury, przystosujmy ich do nowych standardów. Niestety, podobnie jak w przypadku dróg na Euro – wykonanie leży.
Po pierwsze: kto rozpisuje przetarg na tablet i kupuje NAJDROŻSZĄ wersję iPada 2 (64GB) na tydzień przed premierą 3. generacji urządzenia?
Zakładając, że w przypadku 1,500 000 zł wydanych na 500 sztuk sprzętu wychodzi po 3000 zł za jeden gadżet – wstrzymując się tydzień państwo oszczędziłoby około 1000 zł na jednym tablecie!
Po drugie: w jakim wszechświecie przetargi wygrywa najmniej konkurencyjna oferta i najdroższa firma? Do budowy autostrad zatrudnia się tego, kto chce najmniej, ale na jakości e-sejmu nie można oszczędzać? Wystarczyło zastanowić się nad JAKĄKOLWIEK alternatywą. Przykład? Tablet firmy Archos działający pod systemem Android. Lepsza funkcjonalność, większy wyświetlacz, możliwość poszerzania pamięci tanimi kartami SD, itp. Cena? 1300 zł za sztukę.
Albo inaczej, jeśli celem pomysłodawców było jedynie przesyłanie dokumentów, dlaczego nie kupiono zwykłych e-readerów z Wi-Fi? Parlamentarzyści muszą grać w Angry Birds?
Dobrze chociaż, że jak podaje Przemek Wipler na swoim twitterze, dostęp do App Store oraz iTunes trzeba będzie opłacić z własnej kieszeni. Tego tylko brakowało, żeby Kalisz czy inny Palikot ściągali gry za nasze. Dobrze przynajmniej, że niektórzy mają jeszcze odrobinę honoru. Eugeniusz Kłopotek zapowiedział butnie, że ajpoda nie odbierze, bo jest stary i się na tym nie zna. No, chyba, że go zmuszą i syn podszkoli. Oj, ciężka dola.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)