Jeszcze wczoraj podczas konferencji prasowej Donald Tusk zapytany o „narastającą falę manifestacji” odpowiedział: „Nie mam poczucia, ze Polskę zalała fala manifestacji. Niektórzy by chcieli, ale ja nie mam takiego poczucia. Trzeba ich zapytać czy warto sobie wmawiać, że Polska jest ogarnięta jakąś rewolucją. Ja nie mam takiego wrażenia”.
Gdyby słowa te wyszły z ust leśnik z Bieszczad, który nie ma telewizora a do miasta jeździ tylko po zakupy – mógłbym to zrozumieć. Kiedy w obliczu bezprecedensowego w historii III RP oddolnego wrzenia, premier, pierwsza osoba w państwie, twierdzi, że „nie ma poczucia” i "nic nie wie o falach manifestacji”, możliwe są tylko dwa przypadki.
Albo człowiek ten, jest tak odcięty od rzeczywistości, że między weekendowymi przelotami na jogging do Gdańska i dźwiganiem na barkach losów narodu, nie ma czasu wyjść na ulicę. Albo świadomie, w złej wierze zamyka oczy na przegrany elektorat.
W 1945 r. jeden z szeregowych członków krakowskiego PPR, odnotowując wzrost aktywności stowarzyszeń katolickich napisał w raporcie: „To nie jest dla nas żadną tragedią, bo element ten jest dla nas stracony, z resztą bez tego elementu my żyć i należycie rozwijać się będziemy”.
Powoli odnoszę wrażenie, że ludzie, którzy wychodzą rzucić wyzwanie władzy, są właśnie taki straconym elementem. Tusk nie jest kompletnym głupcem – musi wiedzieć, że jego gwiazda blednie. Może czuje się bezsilny? Może wypiera skalę poruszenia a selektywne media tylko go w tym utwierdzają? Tak czy inaczej, żaden z tych scenariuszy nie jest dobry dla Polski. Człowiek, który nawet w przypadku negatywnego dla niego obrotu sytuacji, nie jest w stanie nazwać faktów po imieniu – nadaje się na sofistę, a nie na męża stanu.
Kiedy na Krakowskim Przedmieściu kilkaset osób układało krzyż z puszek „Lecha” i skandowało „jeszcze jeden” – okrzyknięto ich mianem prawdziwego głosu pokolenia, zmęczonego martyrologią i zgniłym patosem. Podczas smutnego przemarszu manify, reporetrzy prawie zadeptywali się na chodniku. Kiedy kilkadziesiąt tysięcy wychodzi protestować przeciwko ACTA, albo w obronie spraw, w które szczerze wierzą – stają się niewidzialnymi obywatelami. Omijanymi przez wozy TVN, przemilczanymi przez telewizyjne wiadomości, wyśmiewanymi przez błyszczące tygodniki.
Jeśli premier faktycznie nie wie co się dzieje pod jego oknem, niech je szeroko otworzy. A zaraz potem oczy.




Komentarze
Pokaż komentarze (17)