
jeśli istniejesz naprawdę...
jeśli istniejesz naprawdę, to przybądź z wieczora
i ucałuj moje oczy, włosy, uszu płatki...
lecz jeśli jesteś tylko snem, co męczy jak zmora
- wypuść moją duszę z tej miłosnej klatki...
kiedyś wszak mnie rozbudziłeś do życia z przedwiośniem,
mnie, drobną, lichą stokrotkę, a ja uwierzyłam
w mit - piękno róży bez skazy — co bez kolców rośnie;
- i wtedy sprawiłeś–że tą różą byłam!
dziś totalnie zapomniana dogorywam w ciszy,
zapętlona w zwój chochoła, samotna i sama
mogę szlochać, wyć i krzyczeć - któż słomę usłyszy...?
- czyż nie jestem różą!? czyżbyś wtedy kłamał...?

Wiersz znaleziono w sieci...





Komentarze
Pokaż komentarze (62)