Ilość afer wstrząsających Polską w ciągu ostatnich 2 lat przewaliła już za 100-tkę, ale to żadnym czynem nie wpływa na tok myśli oszołomów. Jak wsiedli na plecy Generała W. Jaruzelskiego, jak zrozumieli wygodę od darmowych "przejażdżek", tak i batem ich nie zgonisz.
Wydaje mi się, że nawet trzesięnie ziemi w Warszawie przypisaliby komu trzeba, a nawet znaleźliby inspiratorów.
Niejaki marzyciel, "Witek", zboczony, czyli jednokierunkowy czytelnik literatury wszelakiej i innej, aż się ślini na myśl, że być może uda mu się to, co nie udało się nawet Amerykańcom – odkryć prawdę o "dwojniku" pod kodowym nazwaniem "Jaruzelski".
Czytelnicy jego notki "Jak naprawdę nazywa się Wojciech Jaruzelski", aż przestępują z nogi na nogę (co zawsze oznaczało "chcę sikać", a dzisiaj oznacza to – "przypuszczam"), żeby dołożyć swoją cegiełkę to The Idiot Wall. Dwie takie "cegiełki" pozwolę sobie poddać maleńkiej analizie.
Musiał zatem zrobić coś naprawdę strasznego, że Sowieci uważali go od zawsze za zupełnie pewnego.("marzec")
Jak ja nienawidziałem języka rosyjskiego. Gdy byłem w 5 klasie przyjechała do nas babcia, która doskonale znała ten język. Wyobraźcie sobie: jest godzina 17:00. Ciepło. Wszystkie dzieci na dworze. Ja gram ważny, międzyblokowy mecz w piłkę nożną, a tu z okna słychać taki okrzyk, że umarły zerwałby się na nogi:
Waldek! Waldek!! Do domu!!!
Ja, jak zbity pies, albo jak zapomniane na balkonie koty Leskiego, że spuszczoną głową, wlokłem się krok za krokiem w stronę domu, a w ślad za mną wszyscy rzucali "ruski, ruski", chociaż doskonale wiedzieli, że jestem Polakiem.
To syn jednego z naszych sąsiadów zaszedł do mnie któregoś dnia ok. 18:00 i w tej sposób dowiedział się, że babcia woła mnie o 17:00 na kolejną, "prywatną" lekcję języka rosyjskiego.
Nie dziwota więc, że w 1989 r. długo musiała mnie namawiać teściowa na to, żebym zawiózł ją do ZSRR, dla odwiedzenia swoich i teścia rodzinnych miejsc (ok. 70 km od Mińska). Jak ja "nienawidziłem" ruskich. Jak ja ich "nienawidziłem"!
Jednak gdy wróciłem do domu i opowiadałem teściowi swoje wrażenia z podróży, to z każdą nową frazą ze zdumieniem dochodziłem do wniosku, że coś w tej mojej "nienawiści" jest sztucznego.
Tak się złożyło, że od 1990 roku mam stały kontakt z Rosjanami, Białorusinami, Ukraińcami i innymi mieszkańcami krajów wchodzących w skład byłego ZSRR, a od 1994 r. na stałe przebywam w tych krajach.
Od 1991 r. mogę powiedzieć – ONI UWAZAJA MNIE ZA SWOJEGO I ... CAŁKIEM PEWNEGO.
I nic dla tego nie musiałem i nie muszę robić. Byłem i jestem sobą. Jestem prawdziwy, a oni to widzą i cenią.
A już zupełnie zbulwersowała mnie sprawa szybkości awansów w Wojsku Polskim:
Szybość awansów w LWP tego sowieckiego generała w polskim mundurze jest rzeczywoście zadziwiająca.
Były już wcześniej tego typu przypuszczenia — o jego “podmianie”...("*andy")
Były już wcześniej tego typu przypuszczenia — o jego “podmianie”...("*andy")
Nic w tym nie ma zadziwiającego, jeśli się weźmie pod uwagę jedną okoliczność - PRZYPADEK.
Znam to z autopsji - więc posłuchajcie.
Młodego magistra, waldemara.m, Ojczyzna wezwała do armii. Nie byle jakiej służby. To był drugi rok eksperymentu polegającego na tym, że absolwentów wyżsyzch uczelni kierowano do Szkół Oficerów Rezerwy (dalej - SOR) - odradzając przedwojenne tradycje - podchorążówek.
W styczniu, trzeciego dnia Roku Pańskiego An.D., stawił się nowobraniec pod odpowiednim adresem i zaczął służyć Ojczyźnie. Ze sobą przywiózł takie papiery, że zaplanował posłużyć tydzień, a później zwolnić się, ze względu na stan zdrowia.
Pierwsze trzy dni okazały się najtrudniejsze, gdyż przenosiliśmy się na nowe miejsce zakwaterowania i trzeba było całą jednostkę przenieść na plecach z jednego miejsca na drugie (w tym, z trzeciego piętra na trzecie).
Gdy czwartego dnia wyciągnąłem swoje papiery i pokazałem je dowódcy, ten porównał datę ostatniego z nich, z datą na dokumencie komisji lekarskiej, która potwierdzała moją kategorię zdrowia i powiedział: "Wsadź sobie te swoje papiery głęboko w d..ę! Trzeba je było pokazywać Komisji Wojskowej, a nie mnie. W tył zwrot. Odmaszerować!"
Wieczorem wystroili całą Szkołę przed nową siedzibą i Komendanta SOR przekazał podziękowania za przeprowadzkę. Kończąc, nawiązał do jeszcze jednej rzeczy. Okazało się, że za kilka dni będzie rocznica urodzin patrona Szkoły Oficerskiej i wszystkie podrozdziały mają zorganizować uroczyste akademie. Za godzinę, dowódcy kompanii mają jego poinformować, kto będzie organizatorem akademii w Szkole Oficerów Rezerwy. Poszedł.
Następny krok był łatwy do przewidzenia. Dowódcy kompanii zwrócili się z apelem o dobrowolne zapisy na funkcję "Organizator Uroczystej Akademii", ale w odpowiedzi usłyszeli grobową ciszę. Ja nie lubię takich sytuacji, więc ... oczywiście zgłosiłem się sam.
Przyszedł dzień Akademii. Cała Szkoła, wypicowana, w uroczystych mundurach zebrała się w świetlicy. Na trybunie, oprócz Komendanta SOR zasiadł również I-szy Zastępca Komendanta Szkoły Oficerskiej. To niebywale podniosło rangę naszej Akademii, ale i ... odpowiedzialność.
Pierwszy wystąpił Zastępca Komendanta. Opowiedział historię Szkoły oficerskiej i okoliczności nadania jej Patronatu. Po nim, krótką historię SOR opowiedział Komendant SOR. Przyszła kolej na mnie – czyli potoczyła się opowieść o Patronie Szkoły.
Właściwie, to nie była opowieść. To był teatr jednego aktora. Ludzie rozdziawili gęby. Wszyscy bez wyjątku!!! Gdy skończyłem długo trwała cisza. Po twarzy Zastępcy Komendanta toczyły się łzy. On jeszcze raz przeżył swoją wojnę.
Po chwili, szturchnięty przez Komendanta SOR, opanował się, wstał i podszedł do mnie. Bez słowa podał mi dłoń, a gdy skończyliśmy uścisk dłoni oddał mi cześć schylając głowę.
Odwrócił się do Sali i powiedział: Panowie podchorążowie. Jesteście w SOR. Waszym zadaniem jest zdobyć wiedzę niezbędną dla otrzymania szlifów oficerskich. Właśnie przed chwilą, jeden z was, podchorąży waldemar.m zdał na ocenę bardzo dobrą końcowy egzamin z zajęć politycznych. Jeszcze raz mi się ukłonił i ... opuścił Salę.
Ludzie!!! Co ja później wyrabiałem. Nikt nigdy nie otrzymał w wojsku tyle kar co ja. Gdy trzeba było mnie awansować do stopnia kaprala przed przysięgą, to godzinę odczytywali Rozkazy Komendanta SOR o anulowaniu mi nałożonych na mnie kar. Od powtarzania "Ku chwale Ojczyzny", aż mi w gardle zaschło!
Ta jedna Akademia była dla mnie "żelaznym glejtem" Tak długo jak byłem w SOR nikt nie mógł mi nic zrobić, gdyż Zastępca Komendanta Szkoły Oficerskiej trzymał nademną parasol ochronny. Mogłem to wykorzystać dla robienia kariery w armii, tym bardziej, że miał kto za mną się wstawić (w rodzinie), ale ... ja jestem inżynierem chemikiem, technologiem i moje miejsce było w wielkiej chemii.
Jeśli Gen, W. Jaruzelski był zdolny i bystrzak, a nic nie wskazuje na to, że nie był takim, to niech nikogo nie dziwi, że mógł szybko awansować. Co tam szybko! Jak pokazuje mój pryzpadek – EKSPRESOWO!!!




Komentarze
Pokaż komentarze (6)