Stowarzyszenie Absolwentów Politechniki Wrocławskiej ogłosiło dzisiaj konkurs na wspomnienia „Politechnika Wrocławska w mojej pamięci”.
Przedstawiam czytelnikom Salonu24 początek pierwszego odcinka z cyklu "Politechnika i ja, czyli ja to Politechnika".
Profesor Arkadiusz Jadczyk, fizyk teoretyczny, były wybitny pracownik, mniej wybitnego Uniwersytetu Wrocławskiego, opublikował niedawno bardzo ciekawy materiał poświęcony Kurtowi Godlowi, w którym znalazła się informacja o przyjaźni tego uczonego z Albertem Einsteinem.
Oddajmy jednak głos samemu prof. Jadczykowi:
Kurt Gödel odebrał wykształcenie jako fizyk. Jednak bardziej zainteresowała go matematyka. Był przeciwnością Alberta Einsteina. Choć obaj byli zatrudnieni w tym samym, jednym z najsławniejszych w świecie, instytucie badawczym, Institute of Advanced Study (IAS) w Princeton, przez długie lata o Einsteinie wiedzieliśmy prawie wszystko, o Gödlu prawie nic.O Einsteinie wiedzieliśmy, że nie nosi skarpeteki że gra na skrzypcach. Gödel – bodaj jeden z największych logików od czasów Arystotelesa, był osobą nieznaną.
Ja się ma powyższa informacja do konkursu ogłoszonego przez Stowarzyszenie Absolwentów Politechniki Wrocławskiej? Jak to nie dziwne, i zaskakujące nawet dla mnie, zaraz okaże się, że bezpośrednie.
Całe życie byłem wielbicielem "małych form", co wyrażało się między innymi tym, że trzecim moim życiowym kredo było - "Małe jest piękne". Uwielbiałem krótkie, treściwe i dosadne wyrażenia myśli, przekazujące odbiorcy pełną informację, ale pozostawiające mu wrażenie, że pomimo kajdanek "komunizmu" i pęt "demokracji", ręce ma tak swobodne jak Bóg Shiva.
Oceńcie sami ten majsztersztyk – "Całować rękoma". Albo ten – "Pieścić oczami".
Politechnikę skończyłem w 1976 r. Odebrałem dyplom, jak coś zawsze mi należnego, i ... pojechałem do pszczół. Po trzech latach, gdy wylądowałem na lotnisku im. J.F.K., poczułem, że jestem ogniwem związującym PWr ze Stanami Zjednoczonymi, i że to ogniwo to mała forma.
Mała dygresja: Politechniko! Znaj synów swoich! Ja byłem pierwszym pszczelarzem magisterskiej rangi, który wylądował na Lotnisku w NY. Wiktor Juszczenko, Prezydent Ukrainy, był dopiero drugim.
Dlaczego tak pomyślałem? Gdyż przypomniała mi się historia konkursu na najkrótszy dowcip (czym nie mała forma) o Nowym Jorku.
Metro w Nowym Jorku. Do wagonu wchodzi staruszka. Młody człowiek wstał z siedzenia i poprosił ją, żeby usiadła.
Babuszka zemdlała. Gdy doszła do siebie, usiadła na tym wolnym miejscu i powiedziała młodemu człowiekowi – "Dziękuję".
Tym razem zemdlał młody człowiek.
30 lat myślałem w jaki sposób ten anekdot próbuje pokazać mi związek między PWr a Stanami Zjednoczonymi i dopiero w cytowanym wyżej fragmencie z notki profesora Jadczyka znalazłem odpowiedź.
Był luty 1972 r. Z jakiegoś powodu szedłem bardzo wcześnie do Uczelni. Wzrok, jak to wzrok, omiata wszystko po drodze i ożywia się, gdy zanotuje coś niezwykłego, coś absolutnie nietypowego. Mózg otrzymał sygnał i skierował wzrok na nogi przechodnia idącego mi naprzeciw, ale po drugiej stronie ulicy.
Gdy dotarło do mnie co widzę, to aż mi się zrobiło zimno. Po drugiej stronie szedł mój nauczyiel fizyki – profesor Rohleder (z góry przepraszam profesora, jeśli stosuję niewłaściwą pisownię nazwiska). Na nogach miał sandały i był bez skarpetek. Stałem i długo patrzyłem jemu w ślad.
Politechniko! W Ameryce byłabyś sławna swoim profesorem. Uniwersytecie Wrocławski – ty też miałeś tą szansę. Szkoda, że tak mało spostrzegawczych ludzi kształci się we Wrocławiu.
P.S.: Uniwersytecie! Ty nie tylko straciłeś szansę na sławę tracąc prof. Jadczyka. Ty i teraz, mając prof. Jerzego Przystawę, też patrzysz PO linii zmyślonej "PiSwoitości" a nie dobra kraju.




Komentarze
Pokaż komentarze (8)