czyli pierwowzór arcydzieła pt.: "Kobieta" i "Mężczyzna" (PWr i ja).
Gdy ty osiągniesz dopiero 65, ja dobiję już do 60-ki. Jak widzisz, niewiele lat dzieliło nasze pojawienie się na tym świecie, jednak ty o mnie usłyszałaś dopiero w 1970, a ja obserwowałem Twoje sukcesy już od 1955 r.
Jak to możliwe? – pytasz. To dziwna historia o spełnionej miłości, która ma pod sobą wszystkie miłosne historie, w tym i takie sławne, jak o Julii i Romeo.
W 1954 r. moi rodzice przeprowadzili się z Malborka do Brzegu Dolnego (ok. 32 km od Wrocławia), w którym do spotkania z tobą przebiegało moje "Wonderful Chemical Life". Teraz nie ździwi cię napewno informacja o tym, że moje główne życiowe kredo brzmi: "Czego nie możesz uniknąć – pokochaj!"
Brzeg Dolny – małe miasteczko nad Odrą, wytypowane przez śmiercionośną maszynę faszystowskiego aparatu ludobójstwa do wypełnienia podczas II WS specjalnej misji. To tutaj właśnie funkcjonowała Filia Obozu Koncentracyjnego Gross Rosen, więźniowie której byli eksploatowani na instalacjach produkcyjnych Zakładów Chemicznych "Anorgana" – producenta śmiercionośnych gazów "Tabun" i "Cyklon B", używanych we wszystkich hitlerowskich obozach koncentracyjnych.
Początkowo mieszkaliśmy u brata mojej mamy, który wraz z teściem, repatriantem ze Sniatynia (aktualnie Ukraina) odbudowywali Zakłady "Rokita", likwidowali zniszczenia wojenne w mieście i budowali nowe osiedla dla pracowników ciągle powiększającego się Kombinatu Chemicznego.
Od wujka miałem ok 200 m do Dworca kolejowego, naprzeciw którego wybudowano ogromny gmach nowego budynku Technikum Chemicznego (właściwiej byłoby napisać Zespołu Szkół Zawodowych).
Na początku 1955 rodzice otrzymali mieszkanie na nowym Osiedlu Warzyń i "Rokita" oddaliła się odemnie na taką odległość z jakiej Antek, maleńki bohater jednoimiennej noweli B. Prusa, widział niedosiężne wydawałoby się skrzydła, skrytego za rzeką i wzgórzem wiatraka.
Ale ty, Politechniko, przybliżyłaś się do mnie na odległość charakterystyczną dla spotkań I-go stopnia. Otóż, moja mama, pracując w "Rokicie" codziennie opowiadała mi najciekawsze wydarzenia, jakie miały miejsce w zakładzie. W tych opowiadaniach najczęściej słyszałem o tym co mówili i robili inżynierowie, jakie zdawali egzaminy, gdzie planowali umieścić swoje dzieci i jakie prace badawcze udawało się zakończyć, a jakie były na tyle ważne, że decydowano się je nawet rozszerzać.
We wszystkich tych opowiadaniach kluczowe miejsce zajmowałaś ty, Politechniko. To do ciebie na wieczorowe studia jeździli pracownicy "Rokity". To u ciebie nasi inżynierowie podwyższali kwalifikacje. To twoi pracownicy naukowi opracowywali i wdrażali najważniejsze procesy technologiczne, a wśród nich i ten, który wogóle stanowił o być, albo nie być "Rokity" i Brzegu Dolnego.
O tym jednak, w następnym odcinku.
Inne tematy w dziale Kultura