Ja wiem, że rozmnieszczenie tej wczorajszej notki "coryllusa" nie pomoże jej wpiąć się na SG, ale jeżeli dzięki temu, że tą notkę powieliłem na swoim blogu, przeczyta ją choćby jeden czytelnik dodatkowo, to swój cel osiągnąłem.
Pan Jarosław
W pustej sejmowej ławie, obok żałobnej fotografii obsypanej kwiatami siedzi smutny staruszek. Ma na sobie niemodny garnitur, płaszczyk i krzywo zawiązany krawat. Jest całkiem siwiutki i smutny. Osiwiał niedawno. Podobno brat mu umarł, a jakby tego było mało, jego stara matka leży w szpitalu i pewnie niedługo także umrze. Nie uwierzycie, ale ten starszy pan to najgroźniejszy, najbardziej bezwzględny i twardy polityk od czasów Fryderyka Wielkiego. Jest powszechnie nienawidzony, a także – co zrozumiałe - wzbudza lęk. Ten zagubiony w wielkiej sali dziadunio jest już zupełnie sam. Na świecie nie został mu nikt z kim mógłby wymienić najważniejsze i najcenniejsze myśli. Nie ufa nikomu, bo taki wybrał sobie zawód. Niełatwo jest być politykiem.
Najgorsze jest jednak to, że nikt temu staruszkowi nie współczuje, nikt nie mówi – mój Boże – panie Jarosławie! Taka tragedia, stracił pan brata! Wszyscy zastanawiają się co też może on jeszcze zrobić. Lęk przed nim jest wielki, choć maleje z dnia na dzień. Pan Jarosław ma przecież już sześćdziesiąt lat. To dobry wiek, by okazać nieco łagodności. A jednak boją się. Mimo, że starszy pan nie jest ani wysoki, ani silny, ani bogaty. Nie ma nawet konta w banku i nie posiada prawa jazdy. Do niedawna próbowano drwić zeń z tych powodów. Dziś już nikt tego nie robi. Niepokój przytłacza wszystko. Przede wszystkim nie wiadomo co on powie nad trumną zmarłego brata, w przytomności milionów ludzi dających wyraz sympatii dla niego i jego rodziny. Pewnie będą próbowali nie dopuścić go do głosu. To się jednak nie uda. On musi coś powiedzieć.
Samotność tego człowieka musi być straszna. Nie umiem jej sobie wyobrazić, ponieważ ja od dzieciństwa żyję w samotności i potrzebę wymiany myśli ograniczyłem w sobie bardzo mocno. On, choć wydaje się człowiekiem milczącym i dyskretny musiał przegadać ze swoim bratem długie godziny, musiał mówić mu o wszystkim. I co teraz?
Oni wiedzą, że samotność jest najgorsza, że może nawet zabić. Wiedzą i zacierają ręce. Nie ma bowiem współczucia dla prezesa Kaczyńskiego. Nie ma bo lęk przed nim był tak ogromny, że dziś trudno się zeń wyzwolić. I w ogóle najlepiej byłoby, żeby on także umarł. Ale on żyje. Jest stary, zmęczony, chory od cierpienia, ale żyje. Tyle razy ogłaszano go już politycznym trupem, a on tyle razy podnosił się z upadku, że dziś wszyscy ci heroldowie cywilnej śmierci boją się zagrać żałobną melodię. Czekają. Gdybyśmy żyli w mniej cywilizowanych czasach na pewno próbowano by go zabić. Nie może być co do tego żadnych wątpliwości. Dziś jednak, kiedy świat cały przebędzie na pogrzeb jego brata, a ludzie – nazywani przez niektórych bydłem – pokażą kto był ich politycznym faworytem - dziś nie wypada.
My nie możemy czekać. Nie możemy, ponieważ taki polityk, jak pan Jarosław nie zdarzy się Polsce przez następne pięćdziesiąt lat. Mamy nieurodzaj politycznych głów, dlatego musimy powiedzieć im wszystkim, że teraz to my, my wszyscy, którzy szczerze opłakujemy jego brata bliźniaka będziemy jego powiernikiem. Wiem, że nie da się pogadać z tłumem, wiem, że patos jest źle widziany, ale kiedyż mam znaleźć na niego miejsce, jeśli nie w godzinie śmierci i żałoby?
Nie wiem, jakie decyzje podejmie ten smutny staruszek, wiem jednak że nie odejdzie z polityki. To nie jest bowiem zabawa i on akurat nie może być emerytem. Nie pozwolą mu. Choć właściwie powinni, bo to jedyny sposób, by Jarosław Kaczyński nie został bohaterem narodowym. Jego śmierć, nie mówiąc o sukcesie politycznym będzie zwycięstwem. Oni już to wiedzą i niedługo zaczną bać się jeszcze bardziej. Przeczuwają to i płaczą w telewizji i nad trumną. Nie wierzcie, że kiedy są niewidoczni dla kamer zaczynają śmiać się i szydzić. Nie czas na to. Nie pora. Jarosław Kaczyński doszedł do takiego punktu za którym jest już tylko gloria. Nie jest mu pewnie dobrze z tą świadomością, ale przecież musiał wiedzieć, jak to się skończy. Jest w końcu najwybitniejszym polskim politykiem.
http://coryllus.salon24.pl/171390,pan-jaroslaw#comment_2426148
Swój komentarz skopiowałem również, gdyż boję go pisać jeszcze raz. Już nie wróci ten nastrój melancholii, którą tak pięknie w swoim czasie wyraził Niemen:
"Mimozami jesień się zaczyna ..."
Autor
Mówisz, że niczego nie będziesz zmieniał? Uważasz, że ten staruszek jest na miejscu? Może i masz rację, Ty, przedstawicielu rocznika ....!
Gdy ona siedział tam, w tych pustych ławkach sejmowych, które swoją pustką jeszcze nigdy tak głośno nie wołały, ja byłem z nim duszą i sercem, chociaż moje ciało było mniej więcej w takiej odległości, do jakiej często wędrowały te jego myśli, które dobawiły mu siwych włosów!
Jesteśmy z nim prawie rówieśnikami, kiedyś przecinały się nasze drogi, ale widocznie na różnych poziomach i dlatego ja do dzisiaj jestem żywy.
Czy się obrażę, gdy nazwie mnie Pan STARUSZKIEM? Nie, gdyż wiem, że obudzi się we mnie to, co zawsze siedzi w takich jak my - "Ryszard Lwie Serce".
Drżyjcie POpaprańcy. My naprawdę czujemy się młodo
Inne tematy w dziale Polityka