10 kwietnia 2010 r. o godzinie 9:56 już siedziałem przy komputerze i szykowałem się do napisania kolejnego odcinka na temat temperatury powierzchni Słońca, gdy zadzwonił telefon.
Znajomy informował mnie, że jakiś polski generał kazał pilotom posadzić samolot na lotnisku w Smoleńsku i ten samolot rozbił się. To był jakiś ważny polski samolot – takimi słowami zakończył swoją "relację".
W pierwszy moment aż się zerwałem na nogi, ale w tym samym momencie ździwienie uleciało tak szybko jak się pojawiło. Ja przecież dwa razy w tygodniu oglądam program "Bitwa ekstrasensów" (rosyjski i ukraiński wariant), a w tych programach nie takie pokazują na żywo.
Telewizję przerzuciłem na kanał nowin, a sam rzuciłem się do komputera. Za chwilę było jasno. Rozbił się samolot Poland Air Force One.
Od tego momentu nieprzerwanie śledziłem za wydarzeniami.
Pierwsze co przyszło mi do głowy, to powtórzenie niektórych fragmentów Konstytucji. Gdy już przygotowałem się do tej roboty, to na ekranie mojego komputera pojawił się jakiś obleśny wąsaty facet, który mianował się prezydentem tego małego kraju nad Wisłą, rzece, w której nawet gondolierzy pływają.
Zatkało mnie! Tego jeszcze nie było! – pomyślałem, krzycząc w duszy, żeby to okazało się snem, ale z drugiej strony, rozum podpowiadał, że już gdzieś z takim rozwojem sytuacji się spotykał.
Zostawiłem Konstytucję a wziąłem się za historię. Ku mojej radości historia Polski nie dawała prostej odpowiedzi na pytanie o to, jak nazwać tego faceta, co wepchnął się na mój ekran bez mojej zgody.
Zacząłem szukać w historii ... tak, w historii Rosji, gdyż tam właśnie rozbił się ten ważny dla Polski samolot, a więc było prawdopodobne, że stąd czerpał natchnienie ten "twórczy" osobnik.
Odpowiedzi nie musiałem długo szukać. Ona jest na trwale wpisane w historię tej imperii i zwie się SAMOZWANSTWO.
Nazwanie tego indywiduum nie przedstawiało już trudności:
Bronisław I Samozwaniec z.r. Komorowski
Inne tematy w dziale Polityka