Mam nadzieję, że rozumiecie o czym ja. Oczywiście o udziale mojego Prezydenta RP Jarosława Kaczyńskiego w mającej wystartować tuż-tuż gonitwie do tego fotela, na którym ja już go woluntarystycznie posadziłem.
Logicznie i z dużym taktem opowiedział nam swoje stanowisko w tej sprawie Piotr Franciszek S(ś)wider.
Nie mniej logicznie, chociaż drażniąco dla zwolenników idei IV RP przedstawia swoje argumenty Renata Rudecka-Kalinowska.
Przykonywujący jest "toyach", a zimnokrwisty – "rozum".
Aż się we mnie zakotłowało od sprzecznych myśli i emocji.
Bo niby rację mają ci, którzy przewidując klęskę J. Kaczyńskiego, woleliby go osłonić od udarów losu i fanatycznych Politycznych fundamentalistów, którzy swoją nienawiść do politycznych konkurentów z mlekiem matki bez filtra pili.
Z drugiej strony, jakie to romantyczne i jakie polskie wykorzystać tragedię narodową do ułatwienia sobie wspinaczki na Olimp, bez konieczności odnowy moralnej.
Przespałem się z tym wszystkim. Przeżułem argumenty wszelakie i powiem:
Jarosławie Kaczyński,
Wybory Prezydenta 2010 to nie jest Twój egzamin.
Ten egzamin zdajemy my i to bez względu na to, czy Ty wystartujesz w tych wyborych czy nie.
Jeśli go nie zdamy, to znaczy, że tyle jesteśmy warci i nie ma nas co żaleć.
Lepiej będzie, jak wystartujesz sam, a morfinę, pod którą chcielibyśmy skryć przed Tobą swoje oblicze, zostawisz ciężko chorym, czyli nam.
Przecież kalkulacje polityczne są bardzo proste:
1. Jeśli my dzisiaj twierdzimy, że pod Twoim przywództwem wygramy wybory parlamentarne, to równie dobrze możemy się zmobilizować, woluntaryzować i pójść w tłumy, aby je porwać za Tobą już teraz.
2. Jeżeli nie zrobimy tego teraz, to wierzyć w nasze pustosłowie i ble-ble-manię nie ma najmniejszego sensu.
Zadanie jakie stoi przed Tobą jest jednoznaczne: zmienić Konstytucję w taki sposób, żeby rozdział o jakimś tam premierstwie wypadł z niej raz i na zawsze.
Wygrasz wybory prezydenckie – ja napiszę idiotoodporną Konstytucję IV RP.
P.S.: Ale wygrać te wybory powinieneś sam!!!
Inne tematy w dziale Polityka