Marcin K. Marcin K.
60
BLOG

Skąd genetyczna antyrosyjskość?

Marcin K. Marcin K. Polityka Obserwuj notkę 0
 

Dziś* szczególna data z naszej historii, 13 grudnia. Wszyscy, wszędzie o tym mówią. Jednak warto sobie uzmysłowić, że nigdy ta data nie stałaby się tak bardzo bolesna, gdyby nie skomplikowana materia naszych kontaktów z naszym wschodnim sąsiadem. I to nie zależnie od tego czy groziła Polsce interwencja Armii Czerwonej czy też nie. Skomplikowanie relacji daje o sobie znać również dziś, gdy zarówno my jak i Rosja jesteśmy państwami suwerennymi. Obie strony bez przerwy oskarżają się o wzajemną niechęć, o wrogość i niecne plany wobec siebie nawzajem. Oni nam zablokują dostęp do swojego rynku a my zawetujemy możliwość negocjacji nowej umowy ze Wspólnotą Europejską. My im na złość nazwiemy plac imieniem kogoś, kogo oni szczerze nienawidzą. A oni na złość nam urządzą sobie święto narodowe, które ma upamiętniać naszą klęskę. I tak w kółko. Już dawno nie było słychać żadnego pozytywnego słowa o naszych dwustronnych kontaktach.

No właśnie czy my jesteśmy skazani na złe stosunki z Rosją? Czy możemy wyobrazić sobie sytuację, w której Lech Kaczyński ściska się z Władimirem Putinem równie serdecznie jak swego czasu czynił to niegdysiejszy kanclerz Republiki Federalnej Niemiec? Jakoś tę ostatnią sytuację trudno sobie wyobrazić. Kaczyński z Putinem w objęciach? To by chyba jednak nie przeszło. No właśnie, ale dlaczego? Dlaczego tak trudno jest sobie wyobrazić przyjacielskie i partnerskie kontakty z Rosją?

 I zanim zaczniemy wyliczać imperialne ambicje, niepohamowaną rosyjską żądzę posiadania i pomiatania tak dumnym narodem jak Polacy, może spróbujmy się przełamać. Nie mówmy o ambicjach i ich realizacji, bo takowe ma każde państwo. Niemcy przez wieki chciały być hegemonem Europy, Francja przez te same wieki próbowała temu zapobiec. Kiedy tak oba te państwa nawzajem się wykrwawiały, Wielka Brytania w najlepsze tworzyła swoje imperium kolonialne.

Nawet dziś trudno znaleźć państwo, które nie chce więcej niż ma. Najlepszym przykładem jesteśmy my sami. Z wielką chęcią stalibyśmy się może nie jedyną, ale główną siłą naszego regionu i zupełnie nie liczymy się tu z ambicjami Ukrainy, którą zdarzało się nam traktować instrumentalnie. Ukrainy, która ma o wiele większy potencjał niż my. O tym często zapominamy, a nie słusznie. W końcu nasza pozycja w regionie to główna przyczyna tarć polsko - rosyjskich i to, od co najmniej XVII wieku, to od tamtej pory należy datować wzajemną wrogość, czy też może lepiej powiedziawszy i delikatniej - wzajemną niechęć.

Nasze pokręcone stosunki z Rosją zawdzięczamy nieodpowiedzialności Zygmunta III Wazy podczas „Rosyjskiej Smuty". Nie chodzi tu o Samozwańców, ale o zachowanie polskiego monarchy, które uniemożliwiło umieszczenie na rosyjskim tronie jego syna Władysława.

I wszystko w porządku. Wtrąciliśmy się w sprawy wewnętrzne swojego sąsiada, bez jakiegokolwiek poszanowania zasad. Tym samym rozpoczęliśmy wzajemną wrogość a później wręcz nienawiść.

I co wszystko pasuje? A no nie pasuje. O ile Samozwańcy rzeczywiście nie byli mile widziani, o tyle Władysław, przyszły Władysław IV król Rzeczpospolitej już takiej niechęci nie budził. U jego ojca budziły zastrzeżenia warunki bojarów, a właściwie jeden dotyczący zmiany wyznania, na prawosławne. Ale pisząc o konflikcie o tron Rusi, trzeba pamiętać o tle tych wszystkich wydarzeń, mianowicie o rozpoczętej już przez Iwana IV wojny do dostęp i dominacje na Morzu Bałtyckim. I wszystko byłoby już dobrze, ale jest jeszcze jedno „ale". I to ostatnie „ale" popsuło mi dziś cały naszkicowany wcześniej obraz tamtych wydarzeń. Byli już winni, wszystko do siebie pasowało, gdyby nie to, że Rzeczpospolitą na drogę walki o Morze Bałtyckie pchnął Zygmunt August, ostatni z Jagiellonów. To on przesunął środek ciężkości polityki polskich monarchów z dotychczasowego południowego na północny. Wyrazem tego było miedzy innymi zmuszenie Litwy do zawarcia Unii Lubelskiej. Każdy z elekcyjnych następców Augusta ten kurs kontynuował. Zygmuntowi II Wazie dodatkowo zależało na takim kształcie naszej polityki z powodu jego powiązań dynastycznych ze Szwecją oraz walką o potwierdzenie praw do tronu naszego północnego sąsiada.

Tym samym z czasem okazało się, że Rzeczpospolita, zamiast walczyć ze słabnącym Imperium Osmańskim, stanęła naprzeciw rosnącej w siłę Rusi. To jednak nie oznacza, że Turcja przestała się dla nas liczyć, a my dla niej. Z tą jednak różnicą, że Rzeczpospolita włączyła teraz na dwa fronty.

I po co te wszystkie wywody? A no po to żeby ukazać jak sprawy z przed kilkuset lat, jak zachowanie ówczesnych wpływa do dziś na naszą politykę. Zwrot zapoczątkowany przez Zygmunta Augusta trwa do dziś. Można się bawić w gdybanie, co by było gdyby... Gdyby ostatni z Jagiellonów pozostał przy walce z Turcja, nie mieszając Sie ani w zacieśnianie unii z Litwą, ani w przyszłe wojny o dominacje na Bałtyku? Co by było gdyby Władysław IV został carem Rosji? Czy byłby takim samym samodzierżawcą jak wszyscy Romanowowie? A może zmieniłby styl? Może w Rosji nie byłoby kiedyś komunizmu, a dziś Putina? I może w Polsce nieznane byłoby pojecie genetycznej antyrosyjskości?

 

 *Niniejszy post pisany był przez kilka dni.

 
Marcin K.
O mnie Marcin K.

...dziś stało się wczoraj a jutro staje się dziś...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka