Lustracja to wcielenie całego możliwego zła tego świata, wymierzonego przeciw Kościołowi. Ta zła i wstrętna rzecz chce zniszczyć, zmiażdżyć to wszystko, co dało się zbudować. Próbuje się lustracją zniszczyć autorytet, który ma być niepodważalny, niekwestionowany. Każdy szanujący się polak, katolik powinien zaopatrzyć się w zestaw małego egzorcysty i wykląć ją po wsze czasy. Wypowiadanie słowa „lustracja" powinno zostać zakazane i uznane za grzech najcięższy z najcięższych. Wszystkich, którzy próbują choćby wpierać proces lustracyjny skazywać powinno na wieczne potępienie.
Te podłe i podstępne liberalne media zmówiły się, aby za pomocą ciemnych teczek z ciemnych półek wykończyć hierarchów Kościoła i sam Kościół. Chcą zedrzeć z nich i z Niego szaty i krzyknąć chórem, „Król jest nagi!". A najgorsze w tym wszystkim jest, że hierarchia została sama w tym boju, opuszczają ją wszyscy po kolei. Jak to może być? Jak lud może się buntować przeciw swoim pasterzom, jak może nie wierzyć i, że żadna lustracja nie jest potrzeba? Zamiast z obrzydzeniem patrzeć na teczki i ich zawartość coraz większe oburzenie budzą słowa krytyki wyrażane przez kolejnych księży i biskupów.
A tak na poważnie, to bardzo smutno słuchać pasterza Kościoła, który swoimi słowami zdaje się potwierdzać, że stoi po drugiej stronie. Niedawno w liście rektora KUL - u wzywani byliśmy do odwagi, a tymczasem pasterzom naszego Kościoła tej odwagi najbardziej brakuje. Dziś tak łatwo im stanąć po stronie donosicieli i tajnych współpracowników, po stronie kłamstwa. Tak trudno się ludziom polskiego kościoła zdobyć na stanięcie po stronie prawdy, która przecież wyzwala.
Ale przecież nie powinno być czegoś takiego jak problem lustracji w Kościele. Myślę, że księża, którzy upadli, którzy współpracowali z SB powinni sami się do tego przyznać. Może nie publicznie, urządzając jakieś samokrytyczne cyrki, ale po cichu przed ludźmi których swym postępowaniem skrzywdzili. Od kogo jak, od kogo ale od księży można takiej postawy wymagać w pierwszym rzędzie. Jeśli weźmiemy pod uwagę jak wielkim zaufaniem byli oni w tamtych trudnych czasach obdarzani. Z jaką ufnością ludzie kierowali do nich swe krytyczne uwagi wobec systemu. Prędzej czy później wszyscy się dowiemy kto był współpracownikiem a kto nim nie był, od hierarchów tylko zależy czy będzie to podane w sposób, który dodatkowo nie nadwyręży zaufania wiernych, którzy w końcu są esencją Kościoła. Prawda może nie jest smacznym lekarstwem, ale na pewno jest lekarstwem najskuteczniejszym, bo ludzie niczego tak dziś nie pragną jak prawdy.



Komentarze
Pokaż komentarze