Marcin K. Marcin K.
24
BLOG

O czymś zupełnie innym... o naturze amerykańskiego imperializmu

Marcin K. Marcin K. Polityka Obserwuj notkę 0
 

Już nie długo, minie sto lat od włączenia się Stanów Zjednoczonych do światowej polityki międzynarodowej. Tak właściwie, jeśli spojrzeć na to w sposób obiektywny to już te sto lat minęło, jeśli weźmiemy pod uwagę wojnę pomiędzy USA a Hiszpanią o Kubę, czy też zajęcie Hawajów lub wykup Filipin. Miało to miejsce za prezydentury Teodora Roosevelta, który za swych rządów nakreślił i rozpoczął realizację imperialistycznej polityki swego kraju. Można rzec, że za jego kadencji Stany wkroczyły w erę swego wczesnego imperializmu. Wczesnego, dlatego, że jego prawdziwy rozkwit przypada dopiero na lata najpierw pierwszej wojny światowe, a potem na lata po drugiej wojnie światowej.

Temu wczesnemu imperializmowi amerykańskiemu brakowało jednak jakiejś idealistycznej podstawy. Brakowało mu podstaw moralnych. W tym miejscu też warto pochylić się na chwilę nad słowami wygłoszonymi dziś w nocy, naszego czasu w amerykańskim Kongresie przez Georga Busha. Zapowiedział on, bowiem kontynuacje polityki zagranicznej swej administracji, której głównym celem ma być szerzenie demokracji w krajach totalitarnych. Od jakiegoś czasu oskarża się USA o prowadzenie polityki imperialistycznej mającej na celu podporządkowanie sobie świata. Nawet sami amerykanie oskarżają o takie chęci własny rząd. Myślę jednak, że warto zwrócić uwagę na cel tej polityki, jakim jest „szerzenie demokracji".

Ten właśnie cel amerykańskiej polityce zagranicznej nadał następca Teodora Roosevelta, mianowicie Woodrow Wilson. Co niektórym znany z obrad konferencji w Wersalu. Często, nawet podczas lekcji historii nie zwraca się na niego większej uwagi. Wspomina się jedynie o tym, iż przeforsował utworzenie Ligi Narodów i na tym się kończy cała sprawa. Zapominając o jego nie wątpliwym wkładzie w historię całego XX wieku, a nie tylko jego drugiego dziesięciolecia. Mówi się o Lidze Narodów zapominając o całym kontekście ideologicznym towarzyszącemu jej powstaniu. Warto byłoby nadmienić w tym miejscu o roli USA w I wojnie światowej, ale nie mam ochoty się o tym rozpisywać.

Trzeba tylko powiedzieć jedno, że w jej wyniku przestawał działać mechanizm, który do tej pory zapewniał względne bezpieczeństwo Europie, mowa mianowicie o równowadze sił. Do tej pory żadne z państw naszego kontynentu nie było na tyle silne by móc się przeciwstawić połączonym siłom wszystkich pozostałych państw. Sytuacja ta przestała być aktualna w wyniku zjednoczenia Niemiec w 1871 roku, które w wielkiej wojnie z powodzeniem stawiały czoła Entencie. Połączone siły Anglii, Francji i Rosji oraz Włoch i kilku pomniejszych państw okazały się być za słabe w starciu z machina wojenną Niemiec. Dopiero włączenie się do gry Stanów Zjednoczonych, sprawiło, iż stary mechanizm znów zadział.

O tym, z jakimi zamiarami przystąpiły Stany Zjednoczone do wojny i co to ma do dzisiejszej ich polityki następnym razem...

Marcin K.
O mnie Marcin K.

...dziś stało się wczoraj a jutro staje się dziś...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka