Wśród znacznej części osób udzielających się na „Salonie” da się wyczuć silne nastawie eurosceptyczne. Porównują oni UE do ZSRR, nazywają kołchozem lub sowchozem. W swych argumentach niektórzy posuwają się tak daleko, iż wywodzą samą idee jedności od planów nazistowskich Niemiec, inni z kolei całą winą obarczają nawiedzonych euro – lewaków.
Wszystkie te argumenty wydają mi się trochę dziwne i niezbyt pasujące do rzeczywistości. Bo EU znacznie różni się od ZSRR. Wystarczy spojrzeć na historię. I zastanowić się czy w ramach owego zwiaku każde państwo miało równe prawa? Czy państwa przystępowały do niego ze swej własnej nie przymuszonej woli? Czy mogły wpływać na decyzję Rosjan, którzy mieli w nim pozycję zdecydowanie dominującą? Czy to wszystko odbywało się w ramach czytelnych i jasnych reguł? A no nie, bo gdyby tak było ZSRR nigdy by się rozpadł a kto wie czy w ogóle by powstał.
Argument o nazistowskich, bądź czysto lewackich korzeniach zjednoczenia europejskiego jest znowuż równie zgodny z rzeczywistością co argument poprzedni. Wystarczy spojrzeć na osoby Schumana, de Gaulla czy Adenauera. Który z nich był lewakiem bądź nazistą? Żaden. Jeden z nich jest nawet kandydatem do beatyfikacji, jakby kogoś to interesowało.
Eurosceptycy najchętniej by cały projekt UE wyrzucili do kosza i zamknęli ten rozdział historii naszego kontynentu. Tak byłoby najłatwiej, bo niby do czego Europie jakaś Unia? No właśnie do czego nam Unia?
Kwestie tę można rozpatrzyć w dwóch płaszczyznach. Pierwszej, ogólnoeuropejskiej i drugiej Polskiej.
Do Czego UE jest potrzebna Europie jako całości? Zajmę się tu dwoma podstawowymi argumentami.
Doskonale wyraziła to dziś Angela Merkel podczas swego wykładu na UW. Jeżeli Europa chce nadal odgrywać znaczącą rolę w świecie, wpływać na zachodzące w nim procesy i wydarzenia to nie innej drogi do tego jak zjednoczenie. Pojedyncze kraje naszego kontynentu właściwie nie maja większego znaczenia zarówno w światowej gospodarcze, jak i w światowej polityce. Czym jest 80 milionów Niemieckich konsumentów, przy ponad miliardzie chińczyków, czy prawie miliardzie hindusów? Same te liczby mówią za siebie. Francja, Niemcy czy Wielka Brytania mogą się liczy ale co najwyżej w skali regionalnej, ale nie światowej.
Może lepiej żeby zjednoczenie pozostało na poziomie strefy wolnego handlu, jak ma to miejsce w NAFTA? Strefa wolnego handlu znosi cła oraz inne ograniczenia pozataryfowe w handlu pomiędzy uczestnikami takiego porozumienia. I nic więcej. Nie liberalizuje przepływu czynników produkcji. Nie wprowadza też jednej stawki cła zewnętrznego. To wszystko, co prawda w różnym stopniu, mamy we Wspólnotach Europejskich. Tworzy olbrzymi rynek zbytu, ponad 300 mln obywateli. Z taką kartą zjednoczona Europa może pokusić o swój udział wśród światowych mocarstw.
Europie potrzebna jest w tym celu poza zjednoczonym rynkiem, także jedna polityka zagraniczna. Zaraz odezwą się głosy o zaprzedaniu się w Brukselską niewolę. Zrzeczeniu się suwerenności. Przyznaję, jest to nie wątpliwie ograniczenie kompetencji suwerennego państwa. Najważniejszej kompetencji. Ale nikt nie mówi tu o całkowitym zrzeczeniu się tej polityki. W końcu nawet niemieckie ladny mogą prowadzić swoją własną politykę zagraniczną, ale w pewnych ramach. Właśnie o te wspólne ramy mi chodzi. Ustalane przez wszystkie państwa członkowskie ograniczenia, które nie pozwolą np. Niemcom, czy Francuzom na dogadywanie się z Rosjanami ponad naszymi głowami. Wspólna polityka zagraniczna ma właśnie na celu wzmocnienie pozycji Europy na nowo kształtującej się scenie międzynarodowej. Tak żeby żadne z państw członkowskich nie pozostawało samo w swych zmaganiach z jakimkolwiek silniejszym partnerem spoza Wspólnoty.
I tu można przejść do płaszczyzny Polskiej. Wspomniane wyżej ograniczenie pozwoliłoby zapowiedz zbliżeniu niemiecko – rosyjskiemu. Jakiemu zbliżeniu? I co to miałoby być zagrożenie dla Polski? Przecież to mit! A czy Rapallo jest mitem? Pakt Ribbentrop Mołotow? 1 i 17 września? Czy to wszystko to tylko mit? Polska nie jest mocarstwem, jak to się niektórym wydaje. Nie jesteśmy państwem silnym i bogatym, który mógł się przeciwstawić Rosji bądź Niemcom. Mało tego nie jesteśmy nawet państwem na tyle atrakcyjnym by Niemcy poświęcili swoje dobre kontakty z Rosją dla nas. To możemy osiągnąć tylko przez pogłębianie integracji, która ograniczy nas, ale w większym stopniu ograniczy i Niemcy.
Ponadto UE wymusza na władzach krajowych myślenie w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja, co szczególnie naszemu krajowi jest bardzo potrzebne.
O korzyściach gospodarczych pisał nie będę, bo one są po prostu faktem.
A co jeśli Unia padnie pod własnym ciężarem? Jeżeli z jakichś powodów projekt zjednoczenia zostanie porzucony, to najdalej za kilkadziesiąt lat Europa stanie się terenem neokolonialnych rozgrywek światowych mocarstw. Tak samo jak terenem takich rozgrywek przed wiekiem były np. Chiny. Czarnowidztwo? Gdybanie? A po drugiej wojnie światowej to niby czym Europa była, jeśli nie terenem rozgrywek mocarstw?
Na koniec trochę dziegciu ale i szczypta miodu. UE nie jest tworem idealnym. Pełno w niej głupich uregulowań prawnych, zbyt szczegółowych i dotyczących głupich kwestii. Wiele praw ograniczających wolność gospodarczą. Pomysły wprowadzenia minimalnych stawek podatków, tak by socjalne Niemcy czy Francja nie musiały obniżać swoich. To wszystko i tysiące innych rzeczy.
UE to może i Eurokołchoz, ale UE to najlepsze co europejczycy wymyślili na przestrzeni dziejów. Dzięki temu eurokołchozowi od niemal 70 lat nie było w Europie wielkiej wojny. Dzięki niemu nasz kontynent przeżył największy wzrost dobrobytu w swoich dziejach. To dzięki niemu mogły ugruntować się ustroje liberalnej demokracji we wszystkich państwach członkowskich.
Unia to jedyna sznsa dla Europy na przyszłość. Eurosceptycy mogą sobie narzekać, opluwac tę idee, al. Etak naprawdę nie mają niczego lepszego do zaproponowania.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)