Był kiedyś taki minister infrastruktury. Miał wielkie plany i pięknie o nich mówił. Gdy zaczynał opisywać po jakich to wspaniałych drogach będziemy jeździć za kilka lat, każdy oczyma wyobraźni widział już te cuda nowoczesnej myśli budownictwa drogowego. Te przecinające wzdłuż i wszerz trzy albo i więcej pasmowe autostrady, po których szybko i bezpiecznie każdy dojedzie gdzie chce. Czy to wielka aglomeracja, czy dziura zabita dechami w tzw. Polsce B.
Jednak pan minister miał i inne pomysły, które już nie tak bardzo spodobały się ludowi żądnemu autostrad. Tym pomysłem były winiety. Chcesz jechać droga krajową? To drogi kierowco musisz za ten przywilej państwu zapłacić, mówił minister. To wzburzyło naród i zarówno piękne marzenia o autostradach, jak i plany wprowadzenia winiet oraz sam pan minister prześli do historii. Dziś już Mało kto pamięta, że był ktoś taki jak Marek Pol.
A jednak, ktoś o tym pamięta. I mało tego, ktoś sobie nawet przypomniał o jego pomyśle pobierania opłat za użytkowanie dróg, już nie krajowych, tylko ekspresowych. W dzisiejszej wersji wygląda to tak, że za korzystanie z dróg ekspresowych użytkownik osobowy zapłaci 20 gr za km, a ciężarowy 2 złote z groszami.
W jakim stanie są drogi ekspresowe nie trzeba nikomu mówić. Są w takim stanie jak cała reszta. Gdy jechałem krajową 1 to momentami miałem wrażenie jakby był na morzu, a nie na asfaltowej nawierzchni, dumnie nazywanej drogą ekspresową. Nie trzeba też nikomu mówić na temat, jak to autostrady rozładowały ruch tranzytowy na okolicznych drogach. Bo go nie rozładowały, kierowcy jak każdy normalnie człowiek zdał sobie sprawę z prostego faktu. Skoro może jechać tak samo remontowana w kulko autostradą, za którą musi płacić, albo zakorkowaną lecz darmową droga normalną, wybrał to tańsze rozwiązanie. I tak w Polsce autostrady są puste a inne drogi nadal zapchane.
Wczoraj czytałem post jednego z talonowiczów zachwalający takie rozwiązanie. Tylko, że wprowadzenie opłat za drogi ekspresowe spowoduje taką samą reakcję kierowców jak wprowadzenie opłat za autostrady. TIRy zamiast jechać np. krajową 1 wybiorą boczne drogi, którymi może trochę dłużej ale za darmo dojadą do celu. Takie drogi oczywiście nie były wymyślane pod takie obciążenie i szybko staną się nie do użytku. Ich stan i tak nie za wesoły stanie się jeszcze bardziej opłakany.
Czy o to chodzi rządowi? Chyba nie, przynajmniej taką mam nadzieję. Polska i tak stanowi pośmiewisko jeśli chodzi o jakość asfaltowych nawierzchni. A po wprowadzeniu takiego pomysłu będzie pośmiewiskiem jeszcze większym. Chcemy budować drogi? Zmieńmy przepisy, które spowalnija tempo powstawiania nowych i remontu starych ciągów komunikacyjnych. Chcemy pieniędzy na drogi? To najpierw zajmijmy się podziałem teraz ściąganych od kierowców haraczy. Zajmijmy się wykorzystaniem środków unijnych. A nie wymyślaniem kolejnych opłat, które i tak w większości pójdą na co innego.
Jedynym sensownym celem wymyślania takich opłat wydaje się być próba reanimacji PKP. Wystarczy policzyć o ile wzrosną koszty transportu samochodowego i towarowego żeby dojść do takiego wniosku. Jeżeli ktoś za przejechanie 500 km będzie musiał zapłacić 100 zł to lepiej będzie skorzystać z usług naszego narodowego przewoźnika. O TIRach nawet nie będę wspominał.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)