0 obserwujących
33 notki
11k odsłon
  356   0

16 lat milczenia

Nie chcę rozstrzygać kwestii molestowania wychowanków w Ognisku im. Św. Brata Alberta, gdyż sprawy nie da się jednoznacznie wyjaśnić po przeczytaniu artykułu w „Dużym Formacie”. Choć dziwną  nazwałbym okoliczność, gdyby się okazało, że dorośli ludzie opowiadają raczej wstydliwe historie na łamach ogólnopolskiej prasy, które są tylko wyssaną z palca „pedalską zemstą na porządnym księdzu” – jak sprawę ocenił arcybiskup Zygmunt Kamiński.

Molestowanie dzieci w artykule pojawia się po raz pierwszy w 1992 r. z zeznań osoby poszkodowanej. Ognisko powstało w roku 1991 i już wtedy chodziły słuchy, że ks. Andrzej lubi przytulać się do studentów. Musiało to być normalne zdaniem wielu, skoro sprawa przez tyle czasu nie ujrzała światła dziennego. Kiedy jeden z chłopaków popełnił samobójstwo, a inny nazywał publicznie księdza pedałem, nadal wychowawcy ośrodka nie chcieli wziąć sprawy w swoje ręce. W końcu to młodzież nazywana tą trudną.

Inny wychowawca po latach zauważył, że może być coś dziwnego w tym, że ksiądz obserwuje go podczas kąpieli, jednak postanowili coś z tym zrobić dopiero w 1995 r. udając się do biskupa, który z ks. Andrzejem żył w bardzo dobrych stosunkach.

Nie chcę dalej streszczać reportażu, ani decydować o winie księdza. To nie jest moim celem. Zadaję sobie pytanie, jak to możliwe, by przy tylu dziwnych zachowaniach, jakie miały miejsce w ośrodku, sprawa nie wyszła na jaw wcześniej. Dlaczego wychowawcy nie zgłosili tej sprawy prokuraturze, skoro nic nie dawała interwencja u biskupów? Moim zdaniem powinni zrobić to zdecydowanie wcześniej, dlaczego tak się nie stało?

„Dla nich było jasne, że za wszelką cenę muszą załatwić tę sprawę wewnątrz Kościoła, który stanowi dla nich dobro najwyższe”. Myślę, że tego typu poglądy prezentowane przez wielu ludzi kościoła sprawiają, że ich właściciele nie różnią się niczym od członków zwykłej sekty. Jeśli taka wspólnota jak kościół tuszuje tego typu sprawy, a biskup Stefanek wydaje osądy nie rozmawiając nawet z ofiarami, czy dziwić się można, że ludzie odwracają się od tej instytucji?

Arcybiskup Kamiński mówi, że współczuje księdzu Andrzejowi, „lepiej byłoby dla niego, żeby na samym początku trafił do więzienia. A tak musi żyć od kilkunastu lat jako winny-niewinny” Dziwne słowa arcybiskupa, gdyż to dzięki takim ludziom jak on, kościół zamiata wszystkie brudy pod dywan. By pójść do więzienia, sprawa musiałaby wyjść na jaw, a to przecież byłoby złe dla całego kościoła, jak mówią „jego ludzie”.

Czy to jest normalne, żeby takie sprawy załatwiane były tylko w kościele, skoro karą może być najwyżej zarządzanie innym ośrodkiem w innej miejscowości. Kościół musi się zmierzyć z tym problemem, ponieważ niedługo nikt w nim nie zostanie, jeśli w XXI wieku nadal będzie uczestnikiem takich skandali. Myślę, że wierni prędzej by zrozumieli, gdyby sprawa od początku ujrzała światło dzienne i jeśli zarzuty okazałyby się prawdziwe wyrzucono by księdza ze struktur kościoła. Nie byłoby to tak bolesne, jak sprawa ukrywana przez lata przez wysokich kościelnych dostojników.

Podkreślam, że nie oceniam tutaj księdza, jednak problem istnieje, problem zamiatania brudów pod dywan, który w ostateczności na pewno nie wyjdzie kościołowi na dobre, bo czy nie nazwać niebezpieczną opinii świeckiego wychowawcy o załatwianiu tak haniebnych czynów we własnym zakresie. Tak to można załatwić kradzież sutanny z zakrystii, ale nie zjawisko pedofilii.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale