Na początku był półfinał - transmitowany 10 maja - i przyznam, że spadł mi kamień z serca... Zeszłoroczni zwycięzcy, zespół Lordi, swoim image w stylu niektórych filmów Tarantino dobitnie pokazali, że kulturotwórcza ranga Eurowizji jest mniej więcej taka sama, jak kina klasy B lub C, które inspiruje genialnego Quentina (widzieli Państwo reklamy najnowszego "Grindhouse"?). Bałem się więc, że zbyt wielu wykonawców zrozumie lekcję sprzed roku i będziemy musieli oglądać imprezę, na której - jak na nieudanym grill party - zabrakło kaszanki. A przecież to właśnie dla tej skondensowanej kaszany włączamy co roku telewizory w maju.
Na szczęście w miarę upływu czasu spokój gościł w moim sercu. Długonogie wokalistki męczyły się po angielsku, przestępując z nogi na nogę w trudnych układach choreograficznych a na scenie trwał konkurs na najgłośniej zafałszowaną nutę.
Polacy wysłali na konkurs zespół o klasycznie słowiańskiej nazwie "The Jet Set", co chyba oznacza „zestaw odrzutowy" i faktycznie, oglądanie ich występu nasuwało skojarzenia z jakimiś odrzutami. Publiczność paneuropejska uznała tak samo więc „wygłosowała" naszych. W półfinale, Europa sms-ując wybrała egzotykę oraz Słowian. Po wiekach dominacji i cierpień, których śladem jest niepokojące podobieństwo słów „Słowianin" oraz „niewolnik" w językach germańskich, teraz nadszedł czas rewanżu! Aż się poderwałem z fotela!! Może Nowa Europa oraz byłe republiki radzieckie pokonają reprezentantów zgniłego i dekadenckiego Zachodu?
Finał podsycił moją nadzieję.
Tym bardziej, że występy Gruzji, Bułgarii czy Węgier były zaskakująco dobre. A Ukraińcy, w konwencji rewelacyjnego kampu ośmieszyli i prawie spoliczkowali nadętą, plastikową konwencję wielu występów. Nagle okazało się, że to nie Europa Wschodnia czy nawet Azja musi być kojarzona z „wioską" ale Wielka Brytania, Szwecja lub Hiszpania!
Głosowanie i zgadywanie wyników było fantastyczną zabawą historyczno-etnograficzną. Wzajemnie na siebie oddawali głos głównie sąsiedzi, kraje o tej samej religii oraz obyczajach, oraz nieistniejące już państwa.
Wygrała Serbia, która wyprzedziła Ukrainę oraz Rosję. Bałkany, mimo krwawego konfliktu okazały się wolne uprzedzeń i wszyscy sąsiedzi hojnie przyznali punkty ojczyźnie Slobodana Miloszewicia. Chorwaci, Słoweńcy widocznie lepiej niż niedawną wojnę pamiętają czasy młodości, którą przeżyli z Serbami w jednym państwie. Sympatyczne.
Ponieważ zwycięzca może być tylko jeden, a na uznanie zasługuje wielu wykonawców, oto mój prywatny ranking. UWAGA! Załączone linki niestety nie prowadzą do zarejestrowanych występów w trakcie pólfinału czy finału, ale do teledysków danych wykonawców. To sprawia, że niektóre moje nominacje nie są do końca jasne. W kategorii NAJWIĘKSZA NUDA - pierwsza nagroda dla Bośni i Hercegowiny.
W kategorii NUDNA PIOSENKA PODOBNA DO PIOSENKI BOŚNI I HERCEGOWINY - nagroda dla Armenii.
W kategorii NAJLEPSZEGO KOSTIUMU NA BAL PRZEBIERAŃCÓW - ex aequo Finlandia, Słowenia i Mołdawia.
W kategorii NAJLEPSZY NAŚLADOWCA RICKI'EGO MARTINA - ex aequo Grecja oraz Turcja.
W kategorii PIOSENKA Z NIEISTNIEJĄCEGO FILMU JAMESA BONDA - nagroda dla Białorusi (piosenka absolutnie w „bondowskim" stylu, choć pewnie byłby to Bond z procą zamiast Walthera PPK).
W kategorii NAJLEPIEJ OGOLONA MĘSKA KLATKA PIERSIOWA- Szwecja.
W kategorii NISKIE LOTY - śpiewające stewardessy i stewardzi z Wielkiej Brytanii.
Wnioski przed następnym konkursem są takie, że należy się spodziewać wysypu parodystów i żartownisiów, oraz songów w konwencji opery. Za rok też wygrają Słowianie, bo po prostu ich w Europie jest najwięcej.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)