100
BLOG
Smutek nie tylko tropików
Czy depresja jest chorobą cywilizacyjną? Ceną jaką płacimy za oderwanie od natury? A może od religii? A może to rozluźnienie więzi rodzinnych i społecznych jest odpowiedzialne za to, że depresja rozprzestrzenia się jak ogień w suchej stodole? Sprowokowany mądrymi komentarzami Czytelników tego bloga [wpis o „Prozacu"], poszperałem w Internecie i znalazłem ciekawe dane dotyczące samobójstw oraz depresji w różnych krajach. Muszę od razu też dodać, że z wrodzonego skąpstwa nie zdecydowałem się zapłacić 25 $ za możliwość przeczytania najciekawszych artykułów dot. depresji i pewnie wyjaśniających wszystko od razu. Ale praca detektywistyczna, polegająca na składaniu obrazu rzeczywistości kawałeczek po kawałeczku też jest ciekawa.Na początek wnioski dot. studiów nad depresją w Jordanii. Zacznijmy od tego, że dokładnie nie wiadomo jak częsta jest depresja w krajach arabskich bo kraje te, zaliczane do tzw. rozwijających się, nie przeznaczają większych kwot na badanie oraz leczenie chorób psychicznych. Z pewnością są dane porównawcze, które pozwoliłyby odkryć o ile rzadziej lub częściej depresja występuje w kręgu kultury islamskiej, ale ja ich nie znalazłem. Dotarłem do artykułu, z którego wynika, że w krajach arabskich depresja również częściej występuje u kobiet niż u mężczyzn a jedynym wyjątkiem jest Arabia Saudyjska, gdzie dolegliwość ta spotyka w większym stopniu mężczyzn. Potencjalne próby zdiagnozowania problemu są też trudne z powodów kulturowych. Depresja, podobnie jak i inne choroby czy dolegliwości psychiczne, w Jordanii oraz innych krajach arabskich jest stygmatyzowana - co znaczy po prostu, że wstyd się do niej przyznawać i choremu i jego rodzinie. Zjawisko tej stygmatyzacji dolegliwości psychicznych występuje na całym świecie, ale poszczególne kraje różnią się od siebie jego natężeniem i jest m.in. związane z edukacją jeśli chodzi o zdrowie psychiczne. Jednocześnie też, można założyć, że silne więzi rodzinne oraz społeczne w krajach arabskich mają dwojaki efekt. Chory lub cierpiący w pierwszym rzędzie zasięgnie pomocy bliskich, ale także alienacja prawdopodobnie będzie relatywnie rzadkim powodem depresji. Jakie mogą być inne przyczyny depresji lub nawet samobójstw?Słowenia jest ciekawym przypadkiem. Z powodów kulturowych czy geograficznych należałoby się spodziewać, że odsetek samobójstw w tym kraju będzie na poziomie Włoch, lub innych sąsiadów z rejonu morza Śródziemnego. Trzeba też dodać, że Słoweńcy są katolikami, co powinno także obniżać odsetek samobójstw w tym kraju. Tymczasem liczba samobójstw jest relatywnie wysoka i na stałym poziomie, na który nie wpłynęła radykalna zmiana polityczna (uzyskanie niepodległości) i jej konsekwencje. Badacze proponują następującą hipotezę. Otóż mieszkańcy Słowenii, którzy są potomkami Słowian i Madziarów, opanowali tereny, które tradycyjnie były ostoją kultury wina. Jednakże genetycznie nieprzystosowani do tego alkoholu do dziś cierpią na szereg chorób związanych z konsumpcją alkoholu właśnie. Tezę o genetycznym uwarunkowaniu samobójstw uwiarygodnia też fakt, że w rejonach Słowenii, które położone są przy granicy z Węgrami, odsetek samobójstw jest znacznie wyższy niż pozostałych częściach tego kraju i jest na tym samym poziomie, co w samych Węgrzech.Uwagę badaczy różnych dyscyplin od dawna też zwracał fakt, że w narodach grupy ugrofińskiej samobójstwa zdarzają się częściej niż w innych narodach. Finowie, Węgrzy ale także Łotysze i Litwini oraz Estończycy częściej zabijają się niż reszta Europy. A więc geny?Nie tylko. W Rosji oraz jej byłych republikach liczba samobójstw w ciągu ostatnich lat znacznie wzrosła i dziś Węgrzy już nie „wygrywają" w tej smutnej klasyfikacji. Jeśli liczba samobójstw wzrosła a geny przecież nie mogły się tak szybko zmienić, to widać złożoność sprawy. Kusi by od razu powiedzieć, że dekompozycja społeczeństwa - postępująca i mająca charakter procesu a nie gwałtownego wydarzenia - sprzyja samobójstwom. Długoletnie działania władzy radzieckiej, rozbijającej więzi społeczne by zastąpić je więzami posłuszeństwa wobec państwa, z pewnością dołożyły się do zwiększonej skłonności do samobójstw wśród mieszkańców byłego ZSRR.Depresja staje się w nowoczesnych społeczeństwach coraz powszechniejsza. Rośnie poziom życia, rośnie dostępność dóbr - jednocześnie też, coraz częściej dopada nas depresja. Jednak gwałtowny wzrost liczby zachorowań na depresję raczej nie tłumaczy się równie szybko postępującym rozpadem rodziny czy więzi społecznych. Liczba zachorowań podwaja się co roku jest więc pewien kłopot z tłumaczeniem depresji.Leczenie przy pomocy „Prozacu" (lub innych leków z tej grupy) z pewnością może być rozwiązaniem i od tego być może trzeba zaczynać. Na pewno zaś nie należy tylko na tym kończyć a ku temu coraz częściej zmierzamy - m.in. na tym polega postawa „rozwydrzonego klienta" opisana w poprzedniej notce. PS. Zdaję sobie sprawę, że pomieszałem dwa różne zjawiska - depresję i samobójstwo, ale jak się domyślili pewnie niektórzy z Państwa, przedmiotem dociekań był smutek jako stan będący wynikiem wpływu otoczenia lub wrażliwości jednostki, a prowadzący czasem (15-20% cierpiących na depresję) do samobójstw.



Komentarze
Pokaż komentarze (34)