Marcin Sawicki Marcin Sawicki
81
BLOG

Mężczyzna, który się uśmiechał

Marcin Sawicki Marcin Sawicki Kultura Obserwuj notkę 7
A ja nawet nie zauważyłem, że z rządu odszedł wicepremier Lepper a o. Rydzyk powiedział to, czego nie powinien. Pytają Państwo jak to się stało? Odpowiedź jest krótka: Mankell! „Mężczyzna, który się uśmiechał", wyd. W.A.B (2007) to najnowszy wydany w Polsce kryminał szwedzkiego pisarza Henninga Mankella. Autor, początkowo u nas nieznany, szybko zdobył sobie wiernych czytelników, spośród których jeden nawet zaczął nawet uczyć się języka szwedzkiego, bo tak bardzo chciał zobaczyć, czy książki Mankella w oryginale są równie dobre, jak w polskim tłumaczeniu [1]. Ten rodzaj poświęcenia zmusza do refleksji, wszak trudy szwedzkiej wymowy (jeśli dobrze pamiętam 18 samogłosek oraz bardzo obca Polakom melodia zdania i dwa akcenty) pokonać może tylko uzdolniony desperat lub fanatyk-lingwista. Och jag vet vad jag säger!I tym razem bohaterem kryminalnej historii dziejącej się na południu Szwecji jest czasem niedomyty i często rozczochrany oraz budzący sympatię komisarz Kurt Wallander. Choć wybrednym jego postać może wydać się mało oryginalna ze względu na pociąg do alkoholu, samotność, nieudane związki z kobietami oraz pewną abnegację - jest więc mieszanką cech Marlowa, Columbo i pewnie paru jeszcze słynnych detektywów, to jednak talent pisarski Mankella czyni całość oryginalną i godną uwagi.Dzieje się tak dzięki opisom relacji międzyludzkich, które bez popadania w skrajności i sztampowość wydają się bardzo przekonujące. Również tło akcji, na które składa się miasto Ystad i południe Szwecji, dodaje kryminałom Mankella wiele uroku. Przypominają one klasyczne brytyjskie powieści kryminalne, które często swoją akcję toczyły właśnie na prowincji, wytwarzając dzięki temu atmosferę skupienia na szczegółach, ludziach i otoczeniu. Nieprzypadkowo, słabsze książki z Kurtem Wallanderem w roli głównej to te, gdy intryga przenosi się do Afryki lub na Łotwę („Psy z Rygi" i „Biała lwica") - ale to oczywiście prywatna ocena autora tego bloga.„Mężczyzna, który się uśmiechał" jest tak wartką lekturą o tak zręcznie skonstruowanej akcji, że miejscami zaczyna aż przeszkadzać. Zanim oburzą się Państwo na tę dziwaczną sprzeczność, proszę o kilka linijek zaufania i przeczytanie uzasadnienie tej oceny.
Wydana właśnie w Polsce powieść ma akcję chwilami w stylu raczej filmowym niż literackim. Połączenie oszczędnego stylu, skupienia na psychologii i przyrodzie z pomysłami, by nagle komisarz Wallander musiał biegać, skakać i celować z pistoletu, skutkuje zastanawiającym, niewiarygodnym kontrastem, którego na szczęście autor w późniejszych i lepszych książkach nie próbował powtarzać.
Tu trzeba dodać, że cykl przygód komisarza Wallandera ukazuje się w Polsce w prawie odwrotnej kolejności do dat ich powstania. Zatem to, co napisał Mankell najwcześniej, u nas ukazuje się najpóźniej. I choć autor jest niezwykle utalentowany, to moim zdaniem doskonalił swój styl w miarę pisania, do prawdziwego mistrzostwa dochodząc właśnie w „Fałszywym tropie", „O krok" czy „Piątej kobiecie".
Swoistym credo książki, która właśnie trafiła do księgarń jest zdanie ze strony 220:„To, czego Kurt potrzebował, to porządne morderstwo. Nie jakieś tam niechlujne zabójstwo w afekcie. Dwóch martwych adwokatów, mina przeciwpiechotna w ogrodzie i azjatycka mieszanka środków wybuchowych w baku na benzynę okazały się najlepszą receptą na uzdrowienie."Jako trwale zakochany w omawianej prozie pozwalam sobie mieć wprost przeciwną opinię. To, czego Wallander potrzebuje by fascynować czytelników na całym świecie, to brak efekciarstwa, wybuchów i ciosów karate zadawanych nocą w krzakach przez dziwne typy, bo ten typ literatury czy szerzej kryminału przejadł się zupełnie.Tych z Państwa, którzy lubią czytać, ale kondycję fizyczną mają nienajlepszą, zniechęcam do zabrania kryminału Mankella na wakacje. Ma on jedną cechę, której wadą nie ośmieliłbym się nazwać. Otóż czyta się go jednym tchem! Całe czterysta stron! „Mężczyzna, który się uśmiechał" nie starczy więc nawet na krótki turnus. Zatem trzeba zabrać jeszcze parę książek, które znacznie zwiększą wagę dźwiganego bagażu. [1] Sprawa podobno autentyczna i dotyczy miłośnika kryminałów, dziennikarza pewnego poczytnego tygodnika.----------------PRZYDATNE LINKI:
1. Strona miasta Ystad, oferująca możliwość zwiedzania tropami komisarza Wallandera
2. Oficjalna strona pisarza
3. Strona pisarza, a właściwie o nim na Wikipedii.

Najbardziej lubię czytać oraz słuchać ludzi o innych poglądach. To po prostu najciekawsze. Jaki sens z wysłuchiwania kogoś, kto ma to samo zdanie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Kultura