27 obserwujących
1201 notek
677k odsłon
  72   0

Skokowy sezon 2020/21 w pigułce (8). Japończycy

Dziś przyglądniemy się Japończykom. Odcinek będzie ze dwa razy krótszy od dwóch poprzednich z tej prostej przyczyny, że w niedawno zakończonej edycji Pucharu Świata, Samurajów uczestniczyło tylko siedmiu, a takich Austriaków, czy nawet Słoweńców, ponad dwukrotnie więcej. Z drugiej strony dobrze, bo krótsze odcinki się lepiej czyta. Jedziemy.
Rioju Kobajaszi, bo przecież nie wypada zacząć od kogoś innego, od dwóch lat, jakby tak patrzeć tylko na liczby, z roku na rok leci na łeb, na szyję. Statystycznie i formalnie. Realnie natomiast to wciąż ścisła czołówka światowa, a po tym co pokazał w pucharowych konkursach w marcu, jeden z największych faworytów do wygrania czego się da w sezonie olimpijskim. Ale po kolei. Czwarta lokata w wyścigu po Kryształową Kulę, ponad 900 pucharowych punktów, trzy konkursowe wygrane, pięć podiów. 13-krotnie w 10-tce, tylko raz na 25 konkursów (Kuusamo) nie zapunktował. Ogromna zwyżka formy pod koniec sezonu, gdzie na 6 ostatnich konkursów zimy wygrał trzy, w dwóch był drugi, a w jednym 9-ty. To może zapowiadać wybuch formy podobny do tego z sezonu 2018/19. Jedno, w zasadzie dwa, ale. Ale za to „ale” mocne. Bardzo przeciętny (skocznia mała) i bardzo słaby występ (duża) na MŚ. I to podlane nie najlepszym sosem z konkursu drużynowego. I zupełnie nijaka postawa na grudniowych MŚwL. Ja wiem, że w Innsbrucku i Seefeld miał pecha, ale coś te jego występy na imprezach mistrzowskich wyjątkowo marnie wyglądają. Szczególnie jak robi za faworyta. Lepiej wyglądały, jak nie był jeszcze sławny (np. w Korei był 7-my i 10-ty).
Jukii Sato nie udało się zamknąć sezonu miejscem w top-10 klasyfikacji generalnej. Zabrakło mu do tego jednej pozycji i trzydziestu jeden punktów. Bardzo niewiele. Gdyby był na przestrzeni całego sezonu ciut bardziej stabilny, to by w tej 10-tce sezon na pewno skończył. Były po temu rzeczywiście duże szanse. Nie było co prawda, tak jak rok i dwa lata temu, miejsca na podium, ale za to aż 14-krotnie „Krasnal” kończył zawody wśród 10-ciu najlepszych. Niestety, nie wszystkie konkursy tak się dla niego kończyły. Aż cztery zakończył poza finałową 30-tką, a w dwóch innych był w finale ostatni. No i do czołowej 10-tki generalki brakło… Niemniej w stosunku do rekordowego dlań dotąd sezonu poprzedniego, Sato poprawił się o dwa miejsca i 22 oczka. Czyli pozycję w stadzie na pewno ustabilizował. Dobrze, średnio nawet lepiej niż w samym PŚ, zaprezentował się też na obu imprezach mistrzowskich. Najpierw, w lotach, był szósty indywidualnie, a w drużynie wyskakał ósmy indywidualnie wynik. W Oberstdorfie natomiast w pierwszym konkursie poszło mu średnio na jeża, ale w drugim był już siódmy, a w zmaganiach zespołowych uzyskał indywidualnie rewelacyjny, bo drugi, rezultat. Dla mnie po „Krasnalu” można się spodziewać wszystkiego. Zarówno w jedną, jak i drugą stronę. Przy czym bardziej spodziewałbym się po nim w sezonie olimpijskim, na przykład, medalu na igrzyskach niż miejsca w czołowej 5-tce klasyfikacji generalnej. A jak będzie - zobaczymy.
Sato Mniejszy drugą 10-tkę generalki za sezon otwiera, a zamyka ją, dla odmiany, Sato Większy. Dwa lata temu pisałem, że jest grzechem nie do wybaczenia wystawianie przez cały sezon będącego już wtedy totalnie bez formy Kasaiego, jeśli na „ławce rezerwowych” ma się takiego gościa jak Kejczi Sato. Japońscy trenerzy mnie oczywiście nie słuchali (dały o sobie znać najwidoczniej ich braki językowe; bo kto w obecnej dobie nie potrafi posługiwać się polskim? oprócz polskich polityków to chyba tylko oni:)). Młody Samuraj zdobył wtedy, dwa razy, punkty w Sapporo, ale nigdzie więcej nie wystąpił. Na szczęście w następnym roku skakał już w PŚ regularnie i skończył sezon z dorobkiem ponad stu punktów. W tym wyskakał ich już prawie trzy razy tyle. Aż trzykrotnie udało mu się wskoczyć do czołowej 10-tki, 10 razy ukończył zawody w drugiej, a punktował łącznie w 17-tu konkursach. Miał też, fakt, występy słabsze. Nie było go w seriach finałowych 8 razy. Ale, summa summarum, może mówić o minionym sezonie jako o bardzo dla siebie udanym.  W strasznie dotąd zhierarchizowanym i wyjątkowo skostniałym japońskim układzie nikt już nie zastanawia się czy 26-letni „junior” Kejczi ma startować w PŚ. Więcej. Ma niepodważalny status „numeru 3”. Przesunął do tyłu Kobajasziego Starszego, a razem z Nakamurą wypchali z kadry nie tylko Kasaiego, ale i Ito. Tego drugiego z pierwszego składu, znaczy. Są skocznie o profilach, na których Sato skakać nie umie. To było widać. Neustadt, Kuusamo, Planica. Ale na reszcie, biorąc pod uwagę jego żadne praktycznie doświadczenie, był naprawdę dobry. Myślę, że w nadchodzącym sezonie Japonia będzie miała z niego jeszcze większy pożytek niż w tym, który się niedawno skończył. Czyli, że okopie się w czołowej 20-tce, a w kilku pojedynczych konkursach jeśli nie stanie na podium, to będzie bardzo blisko niego.
Trzeci sezon z rzędu obniża loty Kobajaszi Starszy. Przy czym inaczej wygląda, tak jak to było dwa lata temu, spadek w ramach drugiej 10-tki generalki (choćby nawet to było z pozycji 11-tej na 20-tą), a inaczej jak nie potrafisz poprawić, tak jak w tym roku, miejsca 30-go i lądujesz jeszcze trzy lokaty niżej. Tylko 113 punktów, tylko jeden raz miejsce w 15-tce, w dodatku 15-te, tylko 7-krotnie w 20-tce, tylko 12 punktowań. Aż 5 razy, na 17 startów, kończył zawody poza czołową 30-tką. Faktem jest, że zawsze w czwartej 10-tce, ale co to za pocieszenie? Mimo to, i jakby nie patrzeć, jest Kobajaszi czwartym najlepszym Samurajem ostatniego sezonu. Więc nie można napisać, że nie był zespołowi przydatny. Ale z taką formą, już nie mówię jako ważne ogniwo w konkursach indywidualnych, bo to odpada z definicji, ale  w ogóle jako kandydat do drużyny, jeśli ta chce mieć jakiekolwiek pretensje do ewentualnego medalu,  nie może być rozpatrywany. Bo w takiej dyspozycji będzie nie czwartym do brydża, a piątym kołem u wozu. Lepiej. Kulą u nogi. Jeśli Japończycy chcą, a na pewno chcą, zdobyć medal w Pekinie, to albo Kobajaszi Słabszy wyraźnie się w stosunku do obecnego sezonu poprawi, albo zwyczajnie trzeba będzie zastąpić go kimś innym.
Na sam koniec sezonu kogoś takiego, być może, już znaleziono. Tylko trzeba gościa nieco oszlifować. Naoki Nakamura zdobył w sezonie jeszcze dwa punkty mniej niż starszy z Kobajaszich, ale jego wyniki osiągnięte w drugiej połowie sezonu, a w zasadzie po powrocie do Pucharu Świata ze zsyłki w PK, dają na to nadzieję. Licząc od 30 stycznia, czyli od Willingen, Japończyk wziął udział w 9-ciu konkursach. We wszystkich punktował. Zdobył w nich może nie wzbudzające szału, ale 74 punkty. Czyli dokładnie dwa razy więcej niż w pozostałych pucharowych 13-tu startach, w których uczestniczył w pierwszej części sezonu. I prawie 7 razy więcej niż zdobył w tym samym czasie Junsziro Kobajaszi. Oczywiście, że ktoś może skontrować, ze przecież starszy z Japończyków startował tylko w Planicy. Ok. Ale dlaczego? Bo był bez formy. A Nakamura w każdym starcie zdobywał punkty. Zresztą. W samej Planicy też zdobył ich dwa razy więcej. Z okładem (29:12). Żeby nie było. Nakamura nic wielkiego jeszcze nie pokazał. Ale być może właśnie uformowało się ciasto na czwartego do drużyny. Czwartego, który może spowodować, że Japonia zacznie być znów konkurencyjna w drużynowych konkursach imprez mistrzowskich. Bo Kobajaszi raz, że jest od Nakamury ponad 5 lat starszy, a dwa, że sprawia wrażenie, że chyli się ku upadkowi.
Upadł, zdaje się definitywnie niestety, Daiki Ito. Przez cały sezon uzbierał ledwie 21 pucharowych punktów. Trzy lata temu uzbierał ich jeszcze mniej, to prawda. Ale wtedy wyrżnął na inaugurację w Wiśle, przechorował z tego powodu pół sezonu, wystartował jeszcze raz w Zakopanem, gdzie też zdobył punkty, i tyle go w tamtym sezonie widzieliśmy. Natomiast w ostatnim to było jednak aż 10 udziałów w konkursach, z których w tylko czterech zdobył punkty, ani razu nie kończąc zawodów w pierwszej 20-tce! Nie chcę być złym prorokiem, ale czarno widzę przyszłość zasłużonego 35-latka w japońskiej kadrze A w nadchodzącym sezonie. Tym bardziej że, jak czytam, mają chyba tylko 5 miejsc w pierwszym letnim periodzie. Jeśli tego limitu w lecie nie powiększą, to występ Ito w PŚ w zimie, a już na pewno w jej pierwszej połowie, jest praktycznie niemożliwy. A jak powiększą, to i tak nasz weteran będzie miał, tak myślę, nie lada kłopot. A z nim nikt się tak pieścił jak swego czasu z Kasaim nie będzie!
Ostatnim skoczkiem, któremu poświęcimy tutaj uwagę jest Juken Iłasa. Uwagę skądinąd niedużą. Taką na miarę jego wyników. A wyniki były kiepskie, najgorsze w historii jego pucharowych występów, bo jeszcze nigdy, jeśli już w poprzednich sezonach się pojawiał, nie kończył ich bez zdobytych punktów (punktu). A tym razem tak było. 4 starty, w tym trzy bezpunktowe konkursy i jedne nieprzebrnięte kwalifikacje. Trudno na tej podstawie być optymistą na przyszły sezon. Ale ja, mimo wszystko, bym go nie skreślał. Nie potrafię tego sprecyzować, ale jest coś, co każe mi być ostrożnym w przekreślaniu tego skoczka. Jestem ciekaw czy japońscy trenerzy podzielą moją opinię.
I na tym kończymy cykl w jego dotychczasowej formie. Ostatnie dwa odcinki przybiorą formę nieco inną. To znaczy każdy będzie o kilku reprezentacjach naraz. Reprezentacjach które, w przeciwieństwie do dotychczas przedstawionych, nie stanowią aktualnie rdzenia, na którym opiera się Puchar Świata, a raczej koloryt. Mimo, ze niektórzy ich przedstawiciele są dla świata skoków niezwykle zasłużeni. W pierwszym będzie o lepszej połowie z nich, w drugim o tej słabszej.
c.d.n.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport