27 obserwujących
1200 notek
676k odsłon
  693   0

Igrzyska po dniu 11-tym. Wreszcie zaczęło się dziać!

Wczoraj rozgrzewał nas głównie Paweł Fajdek. Dzisiaj znacznie więcej polskich sportowców i w zupełnie innym sensie, choć emocje związane z eliminacyjnym startem Marcina Lewandowskiego, te stresogenne, kto wie czy w pewnym momencie nie większe niż w dniu wczorajszym.

Działo się od samego rana. Dla nas głównie na stadionie lekkoatletycznym jak i na akwenach wodnych, ale oczywiście nie tylko. Zaczęli biegacze na 1500 m. Paweł Rozmus wszedł do półfinału pewnie, choć dopiero z szóstego miejsca. I tu, kto nie oglądał, niech nabierze powietrza. W trakcie drugiego biegu eliminacyjnego, na 300m przed metą wywrócił się nasz faworyt Marcin Lewandowski. Przybiegł na metę minutę po wszystkich. Pożegnał się w piękny sposób z kibicami przed kamerą. Po czym okazało się, że wystąpi w półfinale z puli jury. Uznano, że upadł wskutek popchnięcia przez rywala i to jest powód, żeby startował dalej. Cóż. Jestem wielkim fanem naszego biegacza, ale nie wiem czy taki ukłon w stronę Polaka to jest akurat fair wobec tych wszystkich, którzy też upadali na igrzyskach, a w kolejnym etapie eliminacji wystąpić już nie mogli. W każdym razie nasz weteran dostał w Tokio drugie olimpijskie życie. Nie może tego nie zdyskontować. A zrobić to może tylko w jeden możliwy sposób. Amen.

Kwalifikacje rzutu oszczepem wygrała Maria Andrejczyk. Rzucając dwa metry dalej od następnej w kolejce. To oczywiście jeszcze nic nie znaczy, więc nie będę tu sztucznie balonika pompował. Tym bardziej, że w Rio Polka tez przeszła przez eliminacje jak burza (miała nawet wynik 3m lepszy od reszty), a medalu nie było.

Spokojnie pobiegł w eliminacjach na 400m kobiet nasz w nich rodzynek (Justyna oszczędza kontuzjowane organa). Czyli Natalia Kaczmarek. Była druga za faworyzowaną Jamajką i jest już w półfinale. Z szansami na finał, jak sądzę. Tam jest jakaś rewolucja w tych biegach wszystkich. Od sprintów po maratony. Wiele reprezentacji ma już chyba dostęp do tych butów, co to któryś maratończyk w nich przebiegł dystans 42 km z hakiem poniżej dwóch godzin. I do tego bieżnia w Tokio też jeszcze jakaś specjalna musi być. Dzisiaj Norweg, na 400 m przez płotki, pobił swój rekord świata sprzed miesiąca o ponad 0,65 sekundy, a Amerykanin o niewiele mniej. I jeszcze Brazylijczyk omal go nie wyrównał, a pobił wynik Younga, który wisiał na tablicy światowych rekordów i drażnił sobą przez prawie 30 lat. To znaczy nie Young, tylko rekord.

Mamy też drugi medal na wodzie! Wywalczyły go w kajakowej dwójce na 500m, po heroicznej walce z dwoma węgierskimi osadami, Karolina Naja i Anna Puławska. Na nawiązanie walki ze zwycięską Nową Zelandią z dominatorką całych mistrzostw w składzie, większych szans nie było. Brawo!

Strasznie mi żal naszej kajakowej solistki Marty Walczykiewicz. Było widać, że medal nie tylko jest w jej zasięgu, ale że zwyczajnie powinna go zdobyć. Nie mówię, że w cuglach, ale potencjał ewidentnie był. I nie zdobyła. I, niestety, zaważył o tym jej brak profesjonalizmu. No nie można mieć takiego startu w biegu, do którego przygotowywuje się przez bitych pięć lat! Na mecie czwarta Polka była niecałe 0,3 s za drugą Hiszpanką. A strata na starcie to było co najmniej tyle. Dodatkowy pech Polki polegał na tym, że Hiszpanka wystartowała w tym finale dość szczęśliwie. Mogło jej w nim zwyczajnie nie być. Uzyskała w biegu półfinałowym ex aequo, co do tysięcznej sekundy, ósmy czas.

Mieliśmy też swoich przedstawicieli w trzecim kajakowym finale. W dwójkach kanadyjek na 1000m Wiktor Głazunow i Tomasz Bartniak skończyli igrzyska na miejscu siódmym.

Jeszcze o czwartej rano wydawało się, przynajmniej mi, że Agnieszka Skrzypulec i Jolanta Ogar są na najlepszej drodze do olimpijskiego złota. Dzisiejsze poranne wyścigi przekonały, że w żeglarstwie możliwe jest może nie wszystko, ale bardzo dużo. Polki nie mają już praktycznie szans na złoto, a jak chcą zdobyć srebro, to w finale muszą wygrać o dwa miejsca z Francuzkami. I nie przegrać o więcej jak cztery ze Słowenkami. Bo jak przegrają, to nawet brązu nie będzie, co jeszcze dziś rano wydawało się jakąś totalną abstrakcją. Z tym złotem to se tak napisałem, ale jak sędziowie wpadną na pomysł, żeby zdyskwalifikować w finale Brytyjki, to może być, po spełnieniu tych dwóch dodatkowych dwóch warunków wyżej, że i Mazurka Dąbrowskiego może nam się udać wysłuchać. Ale to bardzo mało prawdopodobne, ta dyskwalifikacja. Co innego gdyby prowadziły Polki, a Brytolki miały prawie 20 punktów straty. To wtedy sędziowie od razu byliby najprawdopodobniej czujni, zwarci i gotowi. Tak jak w wypadku Myszki. Przy czym, jeżeli sędziowie wpadną na pomysł zdyskwalifikować w finale Polki, to te mogą zająć na koniec miejsce nawet niższe niż Myszka.

Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport