27 obserwujących
1201 notek
678k odsłon
  740   2

San Marino – Polska. Wszyscy zadowoleni

To może uzasadnię.

Zadowoleni są polscy kibice, bo reprezentacja strzeliła siedem goli, najwięcej nie tylko za kadencji Sousy, ale najwięcej od pięciu lat, czyli od pamiętnego 8:1 z Gibraltarem, potęgą porównywalną zresztą do San Marino.

Na pewno zadowoleni są kibice San Marino, bo ich reprezentacja strzeliła gola, co zdarzyło się w ostatnim pięcioleciu, żeby mieć to samo odniesienie, ledwie 6-krotnie (46 rozegranych spotkań oficjalnych).

Zadowolony jest selekcjoner polskiej reprezentacji, bo się okazało, że na prawej obronie można wystawić w tej chwili kogoś jeszcze słabszego niż Bartosz Bereszyński, a on tego nie zrobił, co czyni jego wybór w meczu z Albanią nieco bardziej usprawiedliwionym.

Zadowolony jest z pewnością Robert Lewandowski, bo śrubuje rekord strzelonych dla Polski goli, a w klasyfikacji reprezentacyjnych strzelców wszech czasów coraz bardziej depta po piętach Messiemu.

Musi być zadowolony Adam Buksa, który ma aktualnie, jeśli ja się cokolwiek znam na statystykach, ale i na rachunku prawdopodobieństwa, najwyższą na świecie średnią bramek w przeliczeniu na jeden reprezentacyjny mecz.

Prawie tak samo zadowolony musi być Wojciech Szczęsny, który nie bronił wprawdzie w całym spotkaniu, ale po raz pierwszy od dość długiego czasu nie puścił w meczu gola. Jak w meczu z Andorrą znów wystąpi 45 minut to może dojść do tego, że skompletuje 90 minut bez puszczonej bramki.

Smutkiem nie musi emanować po wczorajszym spotkaniu Karol Linetty. W trzecim reprezentacyjnym meczu z rzędu (3 minuty z Hiszpanią trudno bowiem liczyć jako występ) strzelił gola.

Nie mają źle Jakub Kamiński, Nicola Zalewski i Bartosz Slisz. Zadebiutowali z orzełkiem na piersi, a ich drużyna odniosła zwycięstwo. Nie wszystkich dotychczasowych 960-ciu reprezentantów Polski może się tym pochwalić.

Na pewno zadowolony jest Damian Szymański, którego niespodziewanie odkurzono po trzech niemal latach.

Do grona zadowolonych może w końcu należeć też Tymoteusz Puchacz, który nie dość, że nie opuścił siódmego z rzędu meczu kadry pod batutą Sousy, to jeszcze, i to jest już pewne novum, biegał po murawie z większym niż zwykle sensem.

Nie wiem czy może się też cieszyć Michał Helik, bo zdaje się że, podobnie jak Puchacz, niekoniecznie wyjdzie w pierwszym składzie na Anglię. Ale po trzech miesiącach przerwy wyszedł wreszcie na murawę w narodowych barwach. A to zawsze jest powód do zadowolenia. Jak znam życie i siłę naszych rodzimych piłkarskich lobbystów, stoper FC Barnsley marzenia o występie w środę może spokojnie schować sobie do kieszeni (pewnie się zaraz dowiemy, ze bramka dla San Marino to w równym stopniu jego wina), ale zadowolenia z wczorajszego meczu nikt mu, tak czy siak, odebrać nie odbierze. Tak jak i Tomaszowi Kędziorze, którego występu z Anglią, po blamażu Bereszyńskiego w meczu z Albanią, byłem niemal pewny, ale po tym jak zobaczyłem gdzie go Sousa wystawił przeciw San Marino, to myślę, że bardzo wątpię, żeby się w środę na placu o 20.45 pojawił.

W gronie zadowolonych nie może braknąć także Karola Swiderskiego. Jak się rozgrywa 9-ty mecz w kadrze i strzela już trzeciego dla niej gola to trudno, żeby taki gość nie był zadowolony. Nawet jak dwie z tych trzech bramek strzelił Andorze i San Marino.

Na koniec zadowolony jestem również ja. Najbardziej z tego, że po golu na 4:1 poszedłem spać i, po raz pierwszy od tygodnia, się porządnie wyspałem. No i że moje oczy odpoczęły na chwilę od Krychowiaka i Glika. Choć podejrzewam co się, niestety, za tym kryje.

Od każdej reguły musi być wyjątek. Więc, żeby nie było po tym meczu tak zupełnie beztrosko, to napiszę tylko dwa wyrazy. W zasadzie trzy. Kamil Piątkowski. Dramat.

A tak całkiem poważnie. Skład naszej kadry na wczorajszym treningu (rzeczy trzeba nazywać po imieniu) wskazuje, że trener Sousa zamierza nas uraczyć w środę zestawieniem bardzo zbliżonym do tego z minionego czwartku. Być może będzie już mógł grać Zieliński, więc prawdopodobnie z pierwszoskładowego pociągu wysiądzie, na to wskazuje jego obecność przez cały środowy trening na boisku, Moder. Państwo mnie słyszą? Nie Krychowiak, ale Moder. Jeszcze gorsze może okazać się to, że przeciwko takim żywym srebrom jak Sterling, a z drugiej strony być może zagra Sancho, selekcjoner znów zdecyduje się wystawić parę najwolniejszych stoperów półkuli północnej. Ja rozumiem, że Lewandowski dużo pewniej czuje się grając z Glikiem, a Bednarek z Krychowiakiem i z Glikiem do kupy, ale obawiam się, że to może nie być dla takiego Sterlinga (Anglik w końcu nie przyswaja tak szybko jak redaktor Borek) wystarczający argument. I tego się, generalnie, przed meczem najbardziej obawiam.

Co nie znaczy że, jako niepoprawny optymista, nie wierzę w zwycięstwo. A jeszcze jak pomyślę, że Shaw jest wolny i Robert może go tak przewieźć po skrzydle jak tego Albańczyka, to od razu mój niepoprawny optymizm jeszcze wzrasta.

To może, żeby mi za chwilę nie wyszło, że w środę będzie 7:1 dla nas, profilaktycznie się do środy wyłączę. W końcu najprawdopodobniej nie zagramy bez Krychowiaka, to dlaczego mielibyśmy, tak jak z Hiszpanią, choćby zremisować?

A tak w ogóle, to napiszę czego bym chciał. Żeby było 2:0, bym chciał. Jak z Niemcami za Nawałki. Może być w tym samym stylu. Albo nawet w stylu spotkania z Albanią. Tylko niech tym Angolom raz, a porządnie dokopią. Wszystkim by to dobrze zrobiło. Naszym rywalom też. Bo oni faktycznie do tej pory myślą, że im się mistrzostwo Europy należało.


Lubię to! Skomentuj42 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport