28 obserwujących
1224 notki
689k odsłon
  673   1

To się, po ludzku, nazywa sabotaż

Krótko, bo jest po herbacie i szkoda się wielce rozwlekać.

Nie wiem, de facto, kto o tym zdecydował. Czy sam Sousa, czy jakaś szara eminencja w PZPN, która z tylnego fotela pociąga za sznurki, czy Robert Lewandowski czy wreszcie naciski wodzów Bayernu Monachium, bo przecież lider Bundesligi gra w piątek bardzo ważne spotkanie z Augsburgiem, którego stawką będzie to czy Bayern strzeli tej drużynie pięć goli czy tylko trzy. To nie to samo co głupi mecz reprezentacji decydujący jedynie o tym czy będziemy mieć szanse pojechać na Mundial, czy nie (notabene  tacy Mueller i Sane w niedzielę z Armenią grali). Więc, jak wyżej napisałem, nie wiem.

Ale wiem, że odpowiedzialność za to musi wziąć na siebie selekcjoner. Brak Krychowiaka i Glika uważam akurat za wzmocnienie. Ale skąd pomysł oszczędzania Lewandowskiego z Zielińskim? To się w głowie nie mieści. Nie piszę już o złych zmianach, bo praktycznie, oprócz tej z Zielińskim, wszystkie były tą razą nietrafione.

No i Szczęsny naprawdę nie powinien być bramkarzem numer 1. Nie wiem co może Sousę do tego przekonać. Chyba tylko marcowa dymisja.

Byłem dotąd jego wielkim fanem. Widziałem że, w przeciwieństwie do „polskiej myśli szkoleniowej”, coś się z tych jego pomysłów rodzi. Coś sensownego.

Jego zgoda na brak Lewandowskiego i Zielińskiego w decydującym o prawie wszystkim, w kontekście MŚ przynajmniej, spotkaniu, czyni go jednakże zwyczajnie sabotażystą. A już na pewno wspólnikiem w sprawie.

W tej sytuacji, będąc na jego miejscu, pozostaje zrobić jedno. Podać się do dymisji i zrzec przysługujących mu z racji pełnienia obecnej funkcji apanaży. Nie zrekompensuje to z pewnością strat, które polska piłka w poniedziałek poniosła, ale przynajmniej gość zachowałby twarz. A przynajmniej część twarzy.

Piłka nożna to nie jest może najważniejsza dziedzina życia, ale z jej powodu wybuchały już wojny. U nas, na szczęście, do tego daleko. Ale za takie samobóje odpowiedzieć wypada, Panie Trenerze.

PS

Jakby się mnie kto pytał o nasze szanse awansu, to już ich nie widzę. Bo nawet jak trafimy na Walię czy Szkocję, a potem (założywszy, że przez przypadek na Wyspach jakimś trafem wygramy) będziemy grać u siebie, powiedzmy, z Rosją, to znów w którymś z tych terminów Bayern zasugeruje, że po trzech dniach gra przecież arcyważny mecz z Arminią Bielefeld, a to musi rodzić konkretne konsekwencje. No więc po co się łudzić?

;

Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport