27 obserwujących
1373 notki
819k odsłon
  936   0

Lewandowski – Benzema 4:3

Na razie. Po trzech rozegranych kolejkach ligowych.
Jest to oczywiście, w kontekście walki o Trofeo Pichichi, przewaga niewielka, żeby nie napisać żadna (nie pisząc już o tym, że cztery bramki na koncie ma też najlepszy strzelec Betisu Iglesias, a tyle goli co Benzema strzelił też Aspas z Celty), ale zawsze lepiej jest, uważam, mieć jednego gola przewagi niż jednego straty. I tu się ze swoją opinią wyjątkowo zgadzam.
W pojedynku z Haalandem natomiast Robert przegrywa 4:6. Wynik taki jakby tenisowy, ale do końca pierwszego seta, wbrew pozorom, jeszcze bardzo daleko. Norweg rozegrał dopiero pierwsze 4 „gemy” sezonu, a Polak ledwie 3. Przy czym oni grają tylko dwa sety, za to każdy z nich to 17 bądź 18 gemów. Haaland ma łatwiej, bo gra tych gemów więcej, a Robert ma łatwiej, bo w La Lidze łatwiej strzelić niż w Premier League. Takie przynajmniej odnoszę od lat wrażenie. W dodatku wielu innych tak mówi, a póki Polak nie trafi do Anglii, a najprawdopodobniej nie trafi (chyba, żeby za dwa lata Real kupił Haalanda, a Guardiola, jeśli jeszcze będzie wtedy trenował ManCity, bardzo prosił Roberta o pomoc), to się o tym de facto nie przekonamy. W każdy razie na dziś jest 4:6. Przy czym w bramkach przeliczanych na mecze ta przewaga jest już zdecydowanie mniejsza.
Tymczasem stracił dwa punkty, i to u siebie, butny Bayern. Na razie podobno dlatego, ze Sommer w bramce przeszedł sam siebie. Ale niech jeszcze za tydzień przejdzie bramkarz Unionu Berlin i nagle może się okazać, ze Monachium to ogólnoeuropejskie centrum epidemii biegunki. Nagelsmann już chyba to choróbsko, biedny, załapał, bo opowiada o wielkiej krzywdzie jaka spotkała monachijczyków ze strony sędziego. A jeszcze tydzień temu tacy byli pewni siebie… Dwa dni temu po losowaniu LM też zresztą. Oni oczywiście kolejny raz z rzędu tę swoją Bundesligę wygrają, ale to tylko zwiększy frustrację i zrezygnowanie pozostałych bundesdrużyn. W Szkocji to przynajmniej są Celtic i Rangers. W Niemczech jest tylko Bayern i… wielka przerwa. Co poziomowi rozgrywek w tym kraju i atrakcyjności produktu pod nazwą „Bundes…” z pewnością nie pomaga.
We Francji, na zasadzie Bayernu w Niemczech,  szalał PSG. I, tak jak Bayern, w czwartej kolejce przestał. Też u siebie i też 1:1. We Włoszech najlepiej zaczęło sezon Napoli. Ale wczoraj też dostało kij w szprychy. Różnica miedzy Francuzami i Włochami jest taka, że paryżanie zdobędą tytuł w cuglach, a neapolitańczycy puchar za tytuł mistrzowski zobaczą na koniec sezonu, owszem, ale w rękach któregoś z rywali. Najpewniej kogoś z mediolańskiej dwójki. Tak już mają.
Przesądzać o tym, kto wygra La Ligę i Premier League byłoby aktualnie zwykłą głupotą, więc w tej kwestii skorzystam z przysługującego mi prawa do chwilowego milczenia.
Na polskiej lidze zupełnie się, przynajmniej do 25-ciu lat, nie wyznaję. Dlatego z pełną nieodpowiedzialnością stawiam już teraz na Legię. Nic mnie to nie kosztuje. Prowadzący Płock oczywiście narzuconego tempa nie zdzierży. Występuje w tym biegu (mam na myśli całe ligowe rozgrywki), jak mi się zdaje, na zasadzie Anety Lemiesz w biegu na 800m. A to oznacza, że zejdzie z bieżni, czyli straci jakiekolwiek szanse na końcowe zwycięstwo, najdalej w połowie wiosny. Jedynym zespołem, który będzie w stanie walczyć z Legią o tytuł będzie Raków, który w poprzednim tygodniu w eliminacjach LKE pokazał całej Polsce i całym Czechom jak można odpaść z rozgrywek będąc zespołem lepszym. Raków będzie walczyć, ale na skutek licznych „przeciwności losu” wygrać tej rywalizacji nie zdoła. Sam sobie winien. Mógł wygrać ligę w czerwcu, to spartolił sprawę niczym w czwartek w Pradze.
Tak te najbliższe wyścigi w naszej „ekstraklasie” w tej chwili widzę. Ale, jak zaznaczyłem, do mądrzenia się w jej zakresie nie pretenduję. No i strasznie mi się nie podoba, bo ostatnio akurat oglądnąłem sobie dwa mecze z rzędu, ze tak mało Polaków w tych „polskich” drużynach. Jak my mamy potem mieć silną reprezentację?
A Bundesliga, skoro nie ma się aktualnie czym pochwalić, zawsze może głośno krzyczeć, że własną piersią wykarmiła dwóch najlepszych strzelców na świecie, którzy już teraz, grając w o niebo lepszych niż ona ligach, ładują po tyle samo albo i więcej bramek niż w niej. I to chwalipięctwo Bundesligi będzie jak najbardziej uzasadnione. Do tego stopnia, że niektórzy mogą go nawet nie uznać za chwalipięctwo.
Choć nie zapominajmy, ze Lewy spędził jednak trochę czasu w Legii Warszawa. I kto wie czy to właśnie tam się na nim, wbrew temu co teraz wygadują różni dziennikarze, najbardziej nie poznali. Po prostu. Wiedząc jaki u nich burdel, żeby mu nie niszczyć kariery, czym prędzej wywalili go z klubu. Każde dziecko wie, że tylko dzięki temu mamy karierę najpiękniejszą w historii polskiej klubowej piłki nożnej. No bo Boniek niby ma zaliczoną wygraną i w LM (wtedy PEMK), i w LE (wtedy nie było, ale podciągnijmy pod to ówczesny PEZP), ale nie zdobył w Italii 10-ciu tytułów mistrza Włoch i nie też zdobył 7-krotnie tytułu króla ligowych strzelców, że o innych przewagach piłkarza Barcelony, tych przeszłych i tych, które jeszcze będą jego udziałem, nie wspomnę. Dlatego postuluję, żeby Legia dostawała dużo więcej kasy za Lewego niż się jej z tych wszystkich przeliczników należy. Pomyślcie. Lewy zostałby w Legii i żaden Znicz, żadna Varsovia, żaden Lech i żadna Borussia żadnej kasy by za niego nigdy nie dostała. Trochę szacunku dla działaczy stołecznego klubu. To była decyzja na miarę epoki!
A wracając na koniec do tytułu. Nie ma się co, na chwilę obecną, niezdrowo podniecać. Dużo ważniejsze od samego wyniku tej rywalizacji jest to, że obaj sporo strzelają i że jeden drugiego, jak widać, mobilizuje.  Teraz trzeba poczekać, co każdy pokaże w spotkaniach z nieco bardziej wymagającymi rywalami niż Valladolid czy Almeria.  Również niż Pilzno, z którym przyjdzie się zmierzyć u siebie Barcelonie w przyszłym tygodniu na inaugurację LM. Co nie znaczy, że z tym Pilznem nie można znacząco poprawić własnych rekordów w zakresie liczby goli strzelonych w LM. Nie tylko można, ale wręcz należy. Podobnie jak w sobotnim meczu ze słabo przygotowaną do sezonu Sewillą.
Jak dają, to trza brać! Vamos, Robert! Po swoje, znaczy.

Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport