27 obserwujących
1376 notek
822k odsłony
  326   1

Cele wyznaczone przed meczem z Walią zrealizowane

Gdyby człowiek był złośliwy, to by zapytał: „I co z tego?”. Na szczęście nie jest.
Chcieliśmy ten mecz wygrać, wygraliśmy. Chcieliśmy zostać w grupie A Ligi Narodów, zostaliśmy. Chcieliśmy być losowani z pierwszego koszyka na ME 2024, jesteśmy losowani. Powinniśmy więc być cali w skowronkach. A nie jesteśmy. My, Jan Kazimierz, bo z nikim się jeszcze poglądami nie wymieniałem. Podejrzewam jednak, że jakbym się kogoś interesującego tematem zapytał, to moje zdanie, w dużej części, podzieli.
Oczywiście. Zagraliśmy lepiej niż z Holandią. Bez dwóch zdań. Trudno zresztą, żeby było inaczej. Oprócz tego, że zaprezentowaliśmy się w czwartek wręcz żenująco, było jeszcze kilka innych powodów tej lepszej gry. Po pierwsze i najważniejsze. Walia to nie Holandia. Tak jak my nigdy nie będziemy, żeby nie było że wybrałem Brazylię, Hiszpanią. Na przykład, rzecz jasna. Inna kultura gry, inna technika, choć na tle stanowiących większość naszej kadry drwali, to nawet Brytole wypadają jak cyrkowi żonglerzy. Inna klasa rywala po prostu. Po drugie. Walia grała w rezerwowym składzie. To znaczy pięciu, a nawet (powtarzam za Jackiem Kurowskim z TVP) sześciu gości z tego składu nie zagra w ich inauguracyjnym meczu na MŚ. To nie to samo co brak Modera, którego i tak w Katarze nie będzie. Albo brak w pierwszym składzie Piątka, który i tak w nim nie zagra. Trzecia rzecz. Michniewicz, mając nóż na gardle, dokonał zmian. Oczywiście takich, na które pozwalały te wszystkie nieformalne układy i układziki w kadrze. Czyli takich, na które może przymknąć oko i nie drzeć o to japy po nieboskłon to całe lobby menadżersko-kolesiowsko-dziennikarskie, skupione wokół reprezentacji. Bo człapiący radośnie po boiskach Arabii Saudyjskiej Krychowiak (znów kilka kardynalnych błędów stawiających poczytalność Michniewicza pod znakiem zapytania), nabierający generalskich szlifów w drugoligowym składzie Benevento Glik (akurat wczoraj, o dziwo, nie był winny utraty żadnego gola i od pozostałej dwójki naszego Trójkąta Bermudzkiego K-G-B trzymał się poziomem może nie z daleka, ale w odległości przyzwoitej), czy nie grający w klubie w ogóle, co jest zresztą widoczne na każdym kroku, zupełnie niepozbierany i beznadziejny również wczoraj Bednarek, dalej są nie do ruszenia. I, jak sądzę, już nie będą, o skutkach czego będzie jeszcze niżej. Ale, ze względu na kompletną impotencję Linettego i Frankowskiego oraz nieumiejętnie ustawianego na boisku Szymańskiego (wczoraj, kiedy wszedł, gra naszych natychmiast straciła na jakości, jeśli o czymś takim jak jakość można w ogóle mówić), przynajmniej wprowadzony został na boisko najbardziej efektywny gracz reprezentacji ostatnich kilkunastu miesięcy, czyli Karol Świderski oraz przydatny w obronie niewątpliwie znacznie bardziej od Frankowskiego Bereszyński. Zagrał Żurkowski. Słabiutko, ale i tak dwa razy lepiej niż Krycha. Tu dygresja. Myślę, że w duecie z Klichem stanowiliby wczoraj, mimo jego widocznych niedostatków wynikających z braku minut w klubie, jakiś tam środek pola. A tak środka, mimo wysiłków i widocznej klasy Zielińskiego, znów nie było.
A propos Krychowiaka. Dziś rano przeczytałem, że dość znany i poczytny angielski dziennikarz sportowy napisał, że Krycha za późno został ukarany żółtą kartką za, cyt., „rażące przewinienie polegające na noszeniu koszulki z nr 10 będąc Grzegorzem Krychowiakiem”. Koniec cytatu. Nie wiem czy śmieszne, ale wymowne. Tak postrzegany jest w tej chwili Krycha za granicą. Co innego w Polsce.
Mimo tej wczorajszej wygranej i jej konsekwencji, mój optymizm po meczu z Walią pozostał więc na poziomie sprzed spotkania. Czyli uważam, że szanse na wyjście w Katarze z grupy, owszem, są. Tyle, że bardzo nieduże. Nie może być inaczej, skoro o sile naszej obrony dalej stanowić będą Glik z Bednarkiem, a bezpośrednio przed nimi wciąż ma występować Krychowiak. Ja nie wiem co to za siły pociągają za sznurki w reprezentacji, że kilku kolejnych selekcjonerów, nawet wydawałoby się niezależny Sousa, cały czas stawiało i stawia na Krychowiaka czy Glika, od których na ich pozycjach od kilku lat, a od Bednarka od kilku miesięcy, są naprawdę lepsi piłkarze z polskim paszportem. Myślę, że skoro nawet mecz z Holandią nie spowodował zmiany nastawienia Michniewicza do wystawienia tria KGB, to nic już tego nie zmieni. Może porażka z Arabią Saudyjską, czego oczywiście Państwu ani sobie nie życzę.
Z jednego się cieszę. Karol Świderski wywalczył miejsce w podstawowej jedenastce. Z wszystkich naszych napastników, to on jest zdecydowanie najlepszym partnerem dla Lewego. Było to widać już dużo wcześniej, kiedy też grali razem. Nie wiem tylko dlaczego do rzeczy oczywistych już na pierwszy rzut oka dla kibiców, trenerzy muszą dojrzewać niczym kukurydza. Cały rok. Gdzieś dzisiaj przeczytałem, że po ostatnim weekendzie pierwszym naszym kandydatem-snajperem do pozostania w listopadzie w domu jest Milik. I ja bym się z tym zgodził. Jeśli gra ma się kręcić wokół Lewego, a chyba ma, to ktoś, kto Robertowi nie podaje w sytuacjach oczywistych (a tak znów było, i to chyba dwukrotnie, w czwartek) jest w tej kadrze niepotrzebny. Tak jak w pewnym momencie w Bayernie wreszcie zrozumiano, że niepotrzebny jest Robben.
PS neutralne
Zachwyty nad aktualną formą Wojciecha Szczęsnego uważam za cokolwiek przedwczesne. Wykazał się jedną fantastyczną obroną. Tą w drugiej połowie, kiedy prawoskrzydłowy rywali wkręcił Zalewskiego. Obroną z pierwszej połowy nie ma się co podniecać, bo po prostu został zwyczajnie nastrzelony. W końcu nie każdy napastnik jest taki sprytny jak Swiderski. Jak już, to dużo bardziej zasłużył Szczena na brawa wychodząc do Bale’a kiedy ten dostał podanie bezpośrednio z rzutu z autu. Przy okazji ratując zupę wiadomo komu. Wszyscy temu Krychowiakowi sprzyjają. Nawałka, Brzęczek, Sousa, Michniewicz. Teraz jeszcze Szczęsny. Może po Katarze selekcjonerem zostanie?

PS pesymistyczne

Oglądałem na żywo mistrzostwa w 1982-gim. Lepiej. Oglądałem, też na żywo, te 8 lat wcześniej. Niezapomniane chwile.

Niestety. Coraz bardziej nabieram przekonania, że choćbym żył i sto lat, to trzeciego medalu piłkarzy nie doczekam.

PS optymistyczne, choć z możliwym unhappy endem

Po MŚ Kamil Glik i Grzegorz Krychowiak zdecydowali się kończyć reprezentacyjne kariery. To znaczy mam nadzieję, że w tym wytrwają. Bo jak się nie zdecydują, to następca Michniewicza nie będzie miał wyjścia i znów ich powoła. W końcu kręgosłup kadra musi mieć. Sprawdzony nieskończoną ilość razy.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport