28 obserwujących
1407 notek
849k odsłon
  1522   2

Zwycięzców też się sądzi…

Wygraliśmy w sobotę dwa do zera z Arabią Saudyjską.
Każdego polskiego kibica musi to zwycięstwo cieszyć. Z tej oto banalnej i szalenie prostej przyczyny, że jest kibicem polskim i jego drużyna narodowa wygrała mecz na najważniejszym turnieju czterolecia.
Czy to jednak oznacza, że można nie patrzeć czy przymykać wręcz oczy na styl, w jakim nasi reprezentanci odnieśli ten „niebywały” sukces i przechodzić nad nim do porządku dziennego? Nie wydaje mi się.
Nie chcę nawet porównywać naszej kadry do tej z czasów Górskiego czy nawet Piechniczka, kiedy takie Arabie Saudyjskie (porównanie, uważam, przynajmniej w jednym przypadku, dla obecnej Arabii mocno korzystne) to rozkładaliśmy na czynniki pierwsze wygrywając z nimi 7:0 czy 5:1? Niech będzie, że teraz gra się inny futbol i ze takich wyników już nie ma. Co jest oczywiście nie do końca prawdą (Hiszpania-Kostaryka, na przykład), ale niech będzie.
Mamy cztery punkty zdobyte w dwóch meczach. Dużo. Na tym etapie zawodów o cztery więcej niż w którymkolwiek z turniejów MŚ rozgrywanych w tym wieku. I, po raz pierwszy od 36. lat, szansę na awans do fazy pucharowej.
To wszystko nie może jednak kazać milczeć na temat stylu w jakim to osiągamy.  Stylu, o którym z ironią trąbi prasa zagraniczna i o którym z oburzeniem pisała po meczu z Meksykiem prasa polska. Co ta ostatnia pisze po wczorajszym spotkaniu nie czytałem, ale jak ich znam, to duża część już pewnie zmieniła front. Jak byśmy tak nie przegrali z Argentyną, to pewnie ogłoszą trenera świętym. Mimo, że stylu gry nie zmieni na pewno. Nie zmieni, bo zwyczajnie nic innego grać nie umie.
Wygraliśmy, ale graliśmy prawie równie siermiężnie jak z Meksykiem. Mieliśmy w tym meczu kupę szczęścia i Szczęsnego w bramce. Najbardziej przydatny okazał się nasz bramkarz w momencie, kiedy sędzia (moim zdaniem za tę decyzję arbiter powinien być odsunięty od zawodu przynajmniej do końca mistrzostw, nic innego zresztą, zdaje się, mu zrobić nie można) przyznał rywalom karnego. Ale bardzo pewny był przez cały mecz i parę razy ratował nas po licznych i rażących błędach obrońców. No i te wykopy jakby lepsze i celniejsze niż kilka dni wcześniej. A jeden to nawet (oczywiście przez przypadek, ale zawsze) rozpoczął akcję bramkową.
Linia obrony drugi mecz wyszła z tyłu na zero. Chociaż drugi raz grała koszmarnie.
Zupełnie zagubiony i totalnie nieodpowiedzialny Cash. Dobrze, że przynajmniej do przodu coś gra. Chorujący przynajmniej od dwóch lat na ZCBZ (Zespół Całkowitego Braku Zwrotności, jakby kto nie wiedział) Glik. Kiwior, który przynajmniej dwukrotnie sprokurował bardzo niebezpieczne sytuacje i który w tym meczu, zamiast przeciągnąć ich na swoją dotychczasową stronę, doszlusował dyspozycją do kolegów z formacji. O Bereszyńskim to nawet Argentyńczycy źle piszą, wiec sobie daruję. Chociaż z drugiej strony o jego niebywałej kondycji wspomnieć się godzi, bo to jego zdecydowanie największy atut. Pod tym względem jest jak robot.
Przez pierwszą połowę nie istnieliśmy, więc trudno pisać w ogóle o pomocy i ataku. Co najwyżej w kontekście wspomagania obrońców. Głównie przez Bielika i Krychę. Żadnego utrzymania przy piłce, Zieliński drugi mecz z rzędu bez prądu. Pracowity Frankowski, ale to taki drugi Bereszyński. Jeździec bez głowy i techniki. Przy czym wielka zasługa przy bramce, bo przecież po podaniu/wybiciu na aferę* Casha, akcja powinna się skończyć. A dzięki agresywności Frankowskiego się nie skończyła. Próbował porządkować grę, jak już dostał piłkę, Milik, ale był w tym osamotniony.
W drugiej połowie Arabia dalej wyglądała na naszym tle jak Messi przy Maguire’rze albo, jeszcze lepiej, Boatengu. Ale dalej miała pecha. No i zaczęła czasem przy rozgrywaniu popełniać błędy. Zrobiliśmy dzięki temu trzy dobre akcje, w tym jedną, tę zakończoną główką Milika, naprawdę piękną. Lewandowski miał zupełnie rozregulowany celownik. Nie strzelił w trzech dogodnych sytuacjach. Na szczęście dostał megaprezent od Saudyjczyka i się, mam nadzieję, wreszcie odblokował. Co może mieć znaczenie przed meczem z Argentyną.
Z uwagi na to, że z Meksykiem odblokował się też Messi i jego kumple, mój optymizm z racji odblokowania się Lewandowskiego jest taki, powiedzmy, dość ostrożny. Tym bardziej, że Argentyńczycy nie muszą mieć z nami tak rozregulowanych celowników jak Saudyjczycy.
Oczywiście nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki i życzyć Polakom jak najlepszego wyniku w środę i, oby do tego doszło, w kolejnych meczach.
Ale jakie by te wyniki nie były, to pierwszym krokiem, jaki powinien zrobić Kulesza po powrocie z Kataru, musi być rozwiązanie umowy z Michniewiczem. W trybie natychmiastowym. To jest w końcu reprezentacja Polski. Jak nas widzą, tak nas piszą.
A gra, mimo formalnie dobrego wyniku na papierze, wygląda cały czas fatalnie. Oby Argentyna tego nie wykorzystała.

*- niepotrzebne skreślić

Lubię to! Skomentuj111 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport