28 obserwujących
1406 notek
848k odsłon
  528   0

Mae alsalama, Qatar. Wracamy do domu

Nie było sensacji, bo być nie mogło. Francuzi byli drużyną lepszą, drużyną bardziej poukładaną, drużyną, mimo posiadania paru gwiazd, zdecydowanie bardziej wyrównaną i, last but not least, drużyną dużo skuteczniejszą.
Przy czym o ten mecz akurat, moim zdaniem, można mieć do naszych piłkarzy najmniej pretensji. Wreszcie starali się bowiem grać w piłkę. Ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami, z tym niesamowitym, doprowadzającym momentami do szału, brakiem techniki, z panicznym strachem, tym razem przynajmniej uzasadnionym, przed klasą rywali. Ale grali. Postawili się. I, fragmentami, zmusili obrońców tytułu do patrzenia na polski zespół z dużo mniejszym politowaniem niż miało to miejsce w korytarzu przed meczem.  
Po raz pierwszy na tych mistrzostwach nie musieliśmy się prze całe spotkanie wstydzić. Bo tego, co zaprezentowali polscy piłkarze wcześniej, mimo zdobycia w grupie czterech punktów i wyjścia z tejże, oglądać się zwyczajnie nie tylko nie dało, ale po prostu oblewał się człowiek (na swoje nieszczęście oglądałem mecz z Argentyną nie tylko w towarzystwie Polaków) rumieńcem.
Paradoksalnie ten mecz najbardziej wykazał jak makabrycznie błędne założenia taktyczno-strategiczne popełnił na tym turnieju selekcjoner. Okazało się, że ci sami piłkarze, którzy w trzech pierwszych meczach nie potrafili sensownie wykonać, jako drużyna, trzech prostych podań z rzędu, są w stanie, i to nie przez przypadek, przystawić od czasu do czasu Francuzom lufę do głowy i trzymać ich na muszce. Okazało się, że można przechodzić połowę boiska i nic strasznego się z tego powodu nie dzieje. Że można zaatakować czwórką zawodników i spowodować niepokój w szeregach rywala. Że Piotr Zieliński (co kontestowali niektórzy blogerzy nie zauważając, że to jak jest ustawiany we wcześniejszych meczach, to niekoniecznie jego decyzja) jednak umie grać w piłkę. Że z zespołem znajdującym się wyżej w rankingu FIFA można oddać więcej niż jeden czy dwa strzały w meczu i nikt nie nakłada z tego tytułu na Polskę żadnych sankcji. Że wystawienie Grosickiego w końcówce meczu nie tylko może wpłynąć, ale z pewnością  sprawia na to, że jesteśmy znacznie groźniejsi w ataku. I jeszcze parę „że”.
Tyle, że taka gra jak ta z Francją to nie był wcale pomysł trenera. Wymusili to na nim, jak się słyszy, piłkarze. To znaczy ci z nich, których pozycja w stadzie dawała takie możliwości i którzy, jednocześnie, cierpieli z powodu takiej, a nie innej, strategii szkoleniowca. Czyli, przede wszystkim, Lewandowski i Zieliński, których po cichu, bo głośne uwagi jeszcze sobie pozwolić nie mogą, wspomagało pewnie kilku innych kreatywnych zawodników. Z czego to wnoszę? Ano z tego, że widziałem wiele meczów drużyn prowadzonych przez Michniewicza i W ŻADNYM, słownie W ŻADNYM, ŻADEN z tych zespołów nie tylko nie grał ofensywnie, ale nawet tak, jak nasi wczoraj. To raz. No i dwa to pomeczowe wypowiedzi obu tych piłkarzy.
Nie wiem czy mecz był do wygrania, ale myślę, że gdyby zamiast Krychy i Glika wyszli inni piłkarze, to nie musiałoby się skończyć tak, jak się skończyło. Ja nie wiem jak to jest i co się w tej telewizji wyprawia. Glik był zaangażowany we wszystkie trzy francuskie gole, a taki pan Podoliński, ekspert ponadto podobno, mówi, że nie wie, jak ta Polska by bez tego Glika wyglądała. To ja bardzo przepraszam. Kto mu, temu Podolińskiemu znaczy, nadał miano tego eksperta? Jak nie wie, to mógł się mnie zapytać. Ja mu powiem jakby wyglądała. Lepiej. To samo z Krychą. Facet kilka dobrych lat gra piach total, a każdy kolejny trener i każdy redaktorek do tego trenera podpięty, mówi w każdym wywiadzie do kamery, że bez Krychy ani rusz. To jest jakieś niewytłumaczalne lobby wspierania Krychy i Glika. Dzisiaj, tak jak napisałem, okazało się, że ten mecz (ale parę albo parędziesiąt wcześniejszych też) trzeba było grać bez nich, bo to, jak w większości spotkań, dwa najsłabsze ogniwa były. Wraz z Kiwiorem i Lewym tym razem akurat. I niech mi nikt nie mówi, że Bielik zagrał wczoraj jeszcze gorzej od Krychowiaka. Co z tego? Gdyby Bielik zagrał choć trzy tak słabe mecze z rzędu jak Krycha wypadał średnio w ostatnich 20., to by go w ogóle w kadrze nie było.
Kamil Grosicki grał z Francją niecałe 10 minut. Zrobił z przodu więcej niż wszyscy pozostali skrzydłowi razem wzięci na całych mistrzostwach. Nie można go było wystawić na ostatni kwadrans z Argentyną? Albo z Meksykiem? Oczywiście. Do gry w obronie nadaje się w tej chwili, mniej więcej, tak jak Glik do ataku. Ale kiedy trzeba się wykazać inwencją albo ułańską szarżą? Tego inni skrzydłowi nie mają. I tego przez całe mistrzostwa nam brakowało.
Jedni mówią, że Kulesza już podpisał Michniewiczowi kontrakt na kolejne dwa lata. Inni, że niekoniecznie. Przyjdzie czas na dogłębną analizę mistrzostw, ale na razie jedno się narzuca: broń nas Panie przed takim trenerem na kolejne eliminacje. No chyba, że chcemy, żeby wytykano nas palcami. To wtedy tak. Już nas wytykają. Lothar Matthaus, na ten przykład mówi, że za sprawą taktyki naszego selekcjonera, jesteśmy jakieś 30 lat po tyłach. Jak ktoś oglądał mecze piłkarskie w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to wie, że Niemiec się na piłce zna. Wyjątkowo, a nie tak jak niektórzy domorośli geniusze.

Lubię to! Skomentuj62 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport