HareM HareM
36
BLOG

Kamil II Wielki powiesił narty na kołku (4)

HareM HareM Sport Obserwuj notkę 0
Między pierwszym, a drugim szczytowaniem. Znaczy czas, który wstrząsnął... Kruczkiem

Tuż przed rozpoczęciem się zimy 2014/15 dostaliśmy, mam na myśli fanów polskich skoków, od losu silnym podbródkowym hakiem. Nasz podwójny mistrz olimpijski doznał kontuzji kostki. Sztab i PZN mówił cały czas o tym, że nie jest poważna, ale Kamil zmuszony był poddać się operacji i w Pucharze Świata wystartował dopiero w T4S. Od razu zresztą, jak na to, co go chwilę wcześniej spotkało, z grubej rury. Rozpoczął bowiem sezon od czwartej lokaty w Oberstdorfie. Potem było już nieco słabiej, ale i tak, summa summarum, Polak zmieścił się w czołowej 10-tce T4S. Nie skończył go tak wysoko jak w trzech poprzednich sezonach (tym razem tę 10-tkę zamykał, a wcześniej był, idąc po starości, odpowiednio ósmy, czwarty i siódmy), ale wziąwszy pod uwagę okoliczności, wypadło to naprawdę solidnie. Tak jak cały sezon zresztą. Pięć podiów, w tym dwa zwycięstwa (Zakopane i Willingen), 13 razy w 10-tce, 17 razy (w żadnym z nich nie zajął gorszej pozycji niż 15.) na 18 pucharowych podejść w czołowej 20-tce. Opuścił aż 9 konkursów, więc w generalce nie mógł być w ścisłej szpicy. Obecność na koniec sezonu w czołowej 10-tce wyścigu o KK (finiszował na 9. pozycji) musi więc budzić duży szacunek. Jedyne, co mu tamtej zimy nie bardzo wyszło, to start na MŚ w Szwecji. Na skoczni małej był zaledwie 17 i był to dopiero drugi (ex aequo zresztą) wynik wśród Polaków. Niewiele lepiej wypadł na skoczni dużej, gdzie zajął miejsce 12, też zresztą ustępując jednemu z kolegów z drużyny. Zrekompensował to sobie Kamil, oczywiście w niepełny sposób, w drużynówce. Znów był liderem zespołu (osiągnął trzeci wynik indywidualny konkursu), który poprowadził do drugiego z rzędu brązu na MŚ.

Tutaj, w ramach przerwy na wyprostowanie nóg i wzięcie oddechu, wstawka/ciekawostka. Na małej skoczni najlepszym z Polaków był Jan Ziobro. Zajął tam miejsce 8. Ówczesny trener główny reprezentacji, ogólnie znany (a przynajmniej w oczach ówczesnego prezesa związku) geniusz trenerki wszelkiej, w nagrodę… nie wystawił go do drugiego konkursu. Jego miejsce zajął inny kolega, który okazał się zdecydowanie najgorszym z Polaków. Rok wcześniej ten sam zawodnik pojechał do Soczi zamiast zasługującego na ten wyjazd Murańki i … nawet nie wszedł do serii finałowej. Do drugiego konkursu go już wtedy pan selekcjoner nie wystawił. Żebyście długo nie szukali. Chodzi o Dawida Kubackiego. To był jeszcze ten okres, w którym skoczek z Nowego Targu zamiast bić się o najwyższe cele, to kaleczył.

Wróćmy jednak do Kamila. Po wyjątkowo krótkim sezonie, który był dla niego też jednocześnie sezonem, jeszcze raz podkreślę, całkiem solidnym i udanym, a przy okazji pozwolił zaoszczędzić nieco energii, wraz z nadejściem kolejnej zimy wszyscy spodziewaliśmy się wielkiego powrotu naszego lidera na szczyt. Tymczasem zamiast wielkiej hossy miała miejsce horrendalna obniżka formy i wyników. Przez cały sezon Stoch nie uzbierał nawet (śmiesznie to „nawet” w kontekście ostatnich trzech sezonów brzmi, ale wtedy było określeniem nader adekwatnym) trzystu punktów. Tylko trzy razy był w 10-tce, przy czym najwyższym miejscem, jakie wywalczył, była szósta pozycja w zawodach w Rosji. Efektem zaledwie 22. miejsce w klasyfikacji generalnej na koniec sezonu (BTW: ilu by chciało, choć raz w żywocie, na takiej pozycji w tej klasyfikacji wylądować). Największy cios spotkał Kamila na imprezie mistrzowskiej, którą tamtej zimy były mistrzostwa świata w lotach. Tam Polak, chyba jako jeden z bodaj pięciu skoczków (oprócz Stocha były to same, i to takie ewidentne, ogony), nie awansował nawet do konkursu głównego. Ponieważ wyniki uzyskiwane w tamtym sezonie przez kilku innych polskich skoczków, których zdobyczy punktowych nie można było pod żadnym, nawet naciąganym, pozorem powiązać z selekcjonerem, bo nawet w sezonie trenowali wtedy z zupełnie innymi trenerami, były niewiele gorsze od wyników Kamila, to czara się przelała i PZN zdecydował się wreszcie na zmianę głównego szkoleniowca. Zgodził się na to również w końcu główny hamulcowy wszelkich zmian w tej materii, czyli pan prezes. Nowym cooachem Polaków zaraz po tamtym sezonie został Horngacher. Przed polskimi skokami zaczęły się znów rysować piękne perspektywy. Tym bardziej przed Kamilem Stochem.

c.d.n.

HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Sport